Uratować język starych warszawskich ciot

0

foucault-w-warszawie-b-iext48466057Kim był Michel Foucault? W 1958 roku – zaledwie francuskim intelektualistą, piszącym w Warszawie swój doktorat. Objął posadę dyrektora Ośrodka Kultury Francuskiej przy Uniwersytecie Warszawskim. Był gejem. I zmienił nasz sposób postrzegania społeczeństwa. Odsłonił subtelne sieci relacji i powiązań pomiędzy wiedzą i władzą, kładąc kres mitowi obiektywnej czy neutralnej nauki. Opisał mechanizmy biopolityki jako kontroli społecznej i nauczył nas podejrzliwości wobec świata społecznego. Jego praca stanowi jeden z korzeni współczesnej humanistyki i źródło większości nurtów krytycznych.  

Reportaż Remigiusza RyzińskiegoFoucault w Warszawie – jest pierwszą publikacją, z jaką się spotkałam, o Foucaulcie przeznaczoną dla szerszego odbiorcy. To nie jest stricte publikacja akademicka, reportaż jest w końcu popularnym gatunkiem. Ryziński odwołuje się zresztą do innych gatunków popularnych, w jego pracy słychać swawolne echa Lubiewa i nie bez powodu powiedzieć można przecież, że Foucaulta w Warszawie czyta się jak dobry kryminał. Ta książka to zapis przeprowadzonego śledztwa i to na wielu poziomach. Tak jak Służba Bezpieczeństwa tropiła Foucaulta, tak Ryziński tropił ślady jego obecności w Warszawie w okresie 1958–59, ponieważ wizyta Foucaulta nie tyle owiana była mgiełką tajemnicy, co pokryta żałobnym całunem. Całkowity brak informacji sprawiał, że przypominała miejską legendę. Tak jakby nigdy się nie wydarzyła. Jednocześnie jednak książka Ryzińskiego stanowi dobrą ilustrację głównych tez Foucaulta, pokazuje bowiem w działaniu te same mechanizmy, które ten steoretyzował:

Najważniejsze nie są jednak materiały z »rozpracowań« poszczególnych osób, ale raporty o zjawisku homoseksualizmu w Polsce lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Celem było zdefiniowanie homoseksualizmu, jak choroby. A następnie spisanie »przypadków«.

Zupełnie jak w teorii Foucaulta: dopiero opisanie pewnej rzeczy stwarza ją do istnienia. Szaleńców nie było, dopóki ktoś ich nie nazwał i nie spisał.

Homoseksualistów w Polsce nie było, dopóki ktoś nie założył im teczek”.

Foucault jest tylko jednym z bohaterów tej książki. I to wcale nie najważniejszym. Warszawa jest tu równie istotna, jej klimat i specyficzna kultura homoseksualistów w głębokim PRL-u. Spotkania pod „grzybkami” miejskich szaletów, w łaźniach i w dancingach, podrywanie żołnierzy i heteryków, prostytucja i przemoc, ale też miłość, rozkosz, radość bycia sobą. Wszyscy wiemy, czego w PRL-u brakowało – zasadniczo wszystkiego – ale prawdziwe pytanie brzmi, co w takim razie było? Był wstyd i strach, ale też pewna dziwna wolność, która uwiodła Foucaulta tak, że w swoim doktoracie, słynnej Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu, pisał o  „wielkim upartym słońcu polskiej wolności”. Foucault w Warszawie jest warszawski do stopnia, gdzie przez chwilę Ryziński snuje dywagacje o tym, jak o wizycie Foucaulta pisał Tyrmand. Reportaż przedstawia historie warszawskich gejów, z którymi widywał się Foucault, tych starych ciot, których język i kulturę próbuje sportretować Ryziński, aby ocalić je przed śmiercią ze starości. I samotności. Historia umiera na naszych oczach, zamknięta w czterech ścianach kawalerek, pełnych pamiątek z lat pięćdziesiątych, nie mając z kim porozmawiać o swojej młodości. Nie dla starych warszawskich ciot teorie queerowe.

Foucault w Warszawie opowiada w równej mierze o działaniu SB. Podtytuł powinien brzmieć: Szaleństwo inwigilacji. Przedstawia agentów i donosicieli, ich sylwetki wynurzające się z otchłani osławionych teczek. Na spotkaniu podczas toruńskiego Queer Festu, Ryziński opowiadał o swojej pracy nad książką. O nieustannym przeglądaniu teczek i mikrofilmów w IPN-ie. W rzeczywiści sam autor przyznaje, że wykonywał pracę wtórną wobec tego, co robiło SB, bawił się w to samo podglądactwo, mówi o „nęcących cudach w teczkach Hiacyntów” i o tym, że wstydliwe jest interesujące. IPN wciąż składuje świadectwa pogwałcenia ludzkiej intymności i tymi śladami można dotrzeć do Foucaulta. Biowładza w działaniu.

Historia szaleństwa jest niewątpliwie próbą zrozumienia siebie, swojej inności, która jest jednocześnie tożsamością. Była także drzwiami prowadzącymi do badań nad seksualnością. Szaleństwo jako kategoria wykluczenia społecznego jest przecież tym samym co homoseksualizm. Wystarczy wymienić słowa.

W książce, którą napisał w Warszawie, Foucault mówił o sobie”.

Reportaż składa się ze spekulacji, przynajmniej w tym, co dotyczy samego Foucaulta. Sam Ryziński zastanawiał się, czy dostatecznie wyraźnie ujął to, czym dla niego jest fenomen Foucaulta. Śledzony, inwigilowany i niewątpliwie zastraszany Foucault się nie ugiął. Nie miał się czego bać. Także dlatego, że nie miał nic do stracenia. Ale pytając o kamień węgielny dla polskiego ruchu wyzwolenia gejów, można wskazać na Michela Foucaulta i jego odmowę życia w strachu. Foucault uczy nas, że bać się a pozwolić, żeby ten strach kontrolował nasze działania, to dwie różne rzeczy. I jeśli z reportażu Ryzińskiego płynie jakiś morał, brzmi on: być jak Michel Foucault to znaczy znać koszt strachu i wybrać zamiast niego życie.  

Autor: Remigiusz Ryziński

Tytuł: Foucault w Warszawie

Wydawnictwo: Dowody na Istnienie

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 200

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(rocznik 1988, Toruń) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Współautorka "Słownika fandomu i fanfiction". Pisze pracę doktorską poświęconą przemianom autorstwa w kulturze zachodniej. Prowadzi badania z zakresu pornografii, kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz