Twarz Grety di Biase – Magdalena Knedler

0

pobrane (2)W najnowszej powieści, „Twarzy Grety di Biase”, Magdalena Knedler głosem swoich bohaterów zastanawia się, kim jesteśmy – sami dla siebie oraz w oczach innych. Ile biografii (prawdziwych i kreowanych) w nas drzemie? W jakich okolicznościach jesteśmy w stanie wydobyć nasze prawdziwe ja oraz ile odwagi potrzeba, by ujawnić to szczere oblicze drugiej osobie?

Adam Dancer prowadzi małą galerię we Wrocławiu. Mentalnie należy do starego pokolenia, dla którego dobroć, piękno i prawda to najwyższe wartości. Jako właściciel galerii wie, że trzeba iść na kompromis i poza dziełami sztuki handlować tandetnymi pamiątkami. To mężczyzna z przeszłością, mocno zanurzony w teraźniejszości, nie pozwala sobie na wspomnienia, nie planuje też przyszłości. Zmaga się z niegroźną, ale uniemożliwiającą mu normalne funkcjonowanie, nerwicą natręctw. Adam wypracował sobie bezpieczne rytuały.

Po zakupieniu niezwykłych płócien od włoskiej artystki bohater nawiązuje korespondencję z malarką. Szczególnie podobają mu się obrazy z wizerunkiem tajemniczej Grety. Między koneserami sztuki natychmiast dochodzi do duchowego porozumienia. Wymieniają e-maile, w których obok rozmów o malarstwie coraz częściej pojawiają się intymne zwierzenia. Pragnąca zachować anonimowość kobieta zdradza jednak coraz więcej niepokojących szczegółów z własnego życia. Dancer popada w silną obsesję na punkcie Grety di Biase. Postanawia odnaleźć zagadkową artystkę.

Niezwykle interesujące są listy głównych bohaterów. Od uprzejmej wymiany myśli i wrażeń przez coraz śmielsze pytania aż po boleśnie szczere odpowiedzi. Czytając ten swoisty dialog, intymną grę półsłówek, niejasności, aluzji, czujemy się trochę jak intruzi – wnikamy w świat głównej pary, odkrywamy ich poranione dusze, poznajemy traumy oraz lęki. Adam i Greta dzielą się także swoimi pragnieniami i ambicjami. Zbudowali silną relację, w której nie ma miejsca dla osób trzecich. Czujemy się niestosownie, wnikając w ich prywatność, ale jesteśmy tak zafascynowani, że nie możemy przestać.

W powieści jest kilka wyróżniających się postaci. Każda z nich nosi w sobie mniej lub bardziej dramatyczną historię. Knedler w ciekawy sposób pokazała te opowieści – z jednej strony jako banalne, bo dobrze znane, sytuacje, z którymi stykamy się na co dzień lub nawet sami je przeżywamy, z drugiej zaś jako niezwykle emocjonalne, wywołujące wielkie poruszenie, bardzo bolesne zdarzenia wpływające na osobowość bohaterów, determinujące ich późniejsze życie. Pisarka podkreśliła, że choć ludzkie tragedie nam powszednieją, nie możemy zapominać, że za każdą z nich stoi cierpiący człowiek. I tak naprawdę nie możemy przechodzić obojętnie wobec nikogo, nie wolno nam także oceniać innych, bo nigdy nie wiadomo, jaki ciężar dźwiga druga osoba i jaką krucjatę właśnie toczy ze swoim ja.

Knedler znakomicie pokazuje trudne (z różnych względów) relacje interpersonalne. Niczym przez lupę autorka uwypukla detale wpływające na stosunki między ludźmi, na to, w jaki sposób postrzegamy pewne osoby lub ich cechy, czy wreszcie na nasze opinie na własny temat. Słowem kluczem tej powieści jest bliskość (lub jej brak) i wiążąca się z nią potrzeba akceptacji. To one wywołuje największe przemiany, wpływają na decyzje, często stają się drogowskazem. Dzięki nim zadajemy sobie pytanie o to, kim jesteśmy – dla siebie i dla innych – oraz kim chcielibyśmy być. Nie zawsze też bohaterowie mają odwagę zmierzyć się z własnymi historiami, często ukrywają się za maskami lub cudzymi opowieściami. I to właśnie bliskość i otwartość drugiej osoby jest szansą na przełamanie lęku.

Naczelne miejsce zajmują tu miłość i wolność, które ukazane zostały jako największe wartości w życiu każdego człowieka. „Twarz…” to także książka o przyjaźni, lojalności, pasji, odwadze, malarstwie i wielkich traumach. Między wersami mówi się tu też o szczęściu – Knedler pokazuje różne jego oblicza, uzależniając je od życiowych momentów i doświadczeń postaci.

Jedną z czołowych bohaterek „Twarzy…” jest sztuka. Knedler zaserwowała czytelnikom niezwykle fascynujący dyskurs o istocie sztuki. Pyta m.in. o to, czym jest arcydzieło i kto ma do niego prawo. Czy praca artysty jest dobrem wspólnym? Czego odczekujemy od sztuki i co ona jest w stanie nam zaproponować? Ale autorka zadaje też pytanie, kim jest współczesny odbiorca. Dlaczego tak trudno spotkać prawdziwego miłośnika i znawcę sztuki, a amatorów kiczu jest na pęczki?

Przy okazji tych rozważań i często gorzkich wniosków o kondycji dzisiejszej sztuki bohaterowie określają swój punkt spojrzenia na te kwestie. Knedler pozwoliła im nie tylko na debaty teoretyczne, ale przede wszystkim pokazała artystów i smakoszy sztuki in flagranti – podczas oglądania dzieł, przeżywania ich, gdy dzielą się bardzo osobistymi refleksjami oraz emocjami. Pełni pasji, miłości i oddania, prawdziwi fachowcy, wrażliwcy. Dostrzegają nie tylko technikę, rozmaite chwyty, ale głównie człowieka (malarza, modela, bohatera) i jego historię. To właśnie dociekliwość i empatia wydają się tu kluczowymi cechami dla modelowego odbiorcy dzieł sztuki.

„Twarz Grety di Biase” to fantastyczna podróż w głąb sztuki włoskiej. Obok subtelnie wprowadzonych w tekst i wyjaśnianych pojęć z zakresu np. technik malarskich, mnóstwa arcyciekawych ciekawostek dotyczących m.in. procesu tworzenia, ale i niszczenia dzieł Knedler pokazała nam kilka interesujących obrazów, otworzyła oczy i pozwoliła nie tylko patrzeć, również widzieć. Wydaje się, że i tło autorka wybrała nieprzypadkowo – Liguria i Lombardia. Poza związkiem z głównymi tematami to regiony, które nie tylko są turystyczną atrakcją, tu płynie prawdziwe życie, obok urokliwych zakątków są miejsca niezbyt przyjazne, gdzie dochodzi do prawdziwych dramatów.

Magdalena Knedler znów daje czytelnikowi to, co najlepsze we współczesnej literaturze – fascynującą historię z nieszablonowymi bohaterami, wielkie emocje, niesamowitą atmosferę, przekonującą fabułę z mnóstwem arcyciekawych smaczków dotyczących sztuki i tajemnice, które budują napięcie. Pisarka podejmuje stałe motywy, takie jak np. miłość, samotność, pasja czy strach, i robi to w sposób wyjątkowy, umykając wszelkim schematom oraz banałom. Udowadnia, że nawet o najbardziej eksploatowanych kwestiach w sztuce nadal można pisać w nieoczywisty sposób, pokazując skomplikowaną naturę każdej z nich.

Kinga Młynarska

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz