Trans – Joanna Lech

0

trans (1)Joanna Lech posługuje się wyrazistymi obrazami – buduje ciąg pojedynczych scen, łatwych do wyobrażenia, których interpretacja jednak nie przychodzi w sposób automatyczny. Tu trzeba drążyć głęboko, by wyciągnąć sens lub chociażby powiązania między poszczególnymi fragmentami. I nie ma gwarancji, że to się czytelnikowi uda. Są to jakby filmowe kadry, które – choć podane w konkretnej kolejności – można dowolnie ze sobą łączyć, nakładać na siebie, szukać między nimi zależności innej od przyczynowo-skutkowej, bo ta zupełnie traci tu rację bytu.

Podmiot (najczęściej to kobieta o eskapistycznych zapędach) „Transu” obnaża się w wersach w sposób totalny – na naszych oczach przeżywa lub rozpamiętuje swoje uczucia i analizuje (lub choćby usiłuje nazwać) stany emocjonalne. Nie kryje fascynacji śmiercią, która jest znacznie ciekawsza / od spania. Podmiot to istota wrażliwa aż do szpiku kości (np. słyszę szum kropel / na trawie lub cierpną od tego kości), ale to nie znaczy, że jest delikatna, czy raczej: wydelikacona. Wręcz przeciwnie (chciałam wykroić mu oczy), dlatego nie dziwi, że postrzega świat poprzez mocne metafory, jej zmysły są wyostrzone, a język to tylko narzędzie, które dostosowuje do własnych potrzeb lub kaprysów (i robi to z ogromną swobodą, czasem drwiną lub lekkim humorem, zawsze inteligentnie).

Tom Joanny Lech hipnotyzuje, jego wyjątkowy – nieco oniryczny – nastrój (z pogranicza absurdu) sprawia, że sceny, które przedstawia przed nami podmiot, są jednocześnie tak samo nierealne, co zadziwiająco znajome. Autorka w niezwykły sposób potrafi łączyć liryczność z przyziemnością, metafizykę ze sprawami dnia powszedniego, wrażliwość swojego podmiotu z odrobiną zwierzęcości (pierwotna naturą).

To zbiór psychodelicznych utworów, niepokojąco fascynujących wizji zdeformowanej (przefiltrowanej przez podmiot) rzeczywistości, nawiązań do kultury (m.in. zamieszczone w wierszu zdania z tekstów piosenek), codzienności (tzw. znajomość świata) i języka (m.in. gry słowne, zabawy semantyką, „leksykalne drwiny”). Niezwykle interesujące jest tworzenie przez poetkę jednego obrazu dzięki zestawieniu stałego połączenia wyrazów, np. frazeologizmu czy powiedzenia, z ich znaczeniem dosłownym (np. daję ci dowód mojego przywiązania, to jest ta pętla).

Joanna Lech wprowadza czytelnika w liryczny, porywający trans.

Kinga Młynarska

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz