To oślepiające, nieobecne światło – Tahar Ben Jelloun

0

large_BEN_JELLOUN__To_o_lepiaj_ce__nieobecne__wiat_o_-_ok_adka_2018Cela więzienna o wymiarach trumny: metr pięćdziesiąt na metr sześćdziesiąt. Twarda podłoga zamiast łóżka, wszechogarniająca i niekończąca się ciemność, upał albo upiorne zimno. Dwa posiłki dziennie: czerstwy chleb i suchy makaron, popijane brudną wodą. I tak przez osiemnaście lat. Czy historia człowieka, który przeżył takie cierpienie, wydaje się prawdopodobna? Zapewne w pierwszym odruchu powiedzielibyśmy, że nie. A jednak… Tahar Ben Jelloun spisał autentyczne wspomnienia więźnia Tazmamartu – sekretnego więzienia w Maroku. I zrobił to w przepiękny, poruszający sposób, udowadniając, że narracja o niewoli może być opowieścią o wyzwoleniu i przede wszystkim wolności wewnętrznej.

Kilkunastu mężczyzn w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zostaje skazanych na powolną i okrutną śmierć za udział w zamachu na króla. „To oślepiające, nieobecne światło” jest pierwszoosobową narracją, która rozpoczyna się w chwili wrzucenia bohatera do podziemnej celi, a kończy po niemal dwudziestu latach powrotem do rodziny.

Wspomnienia oznaczały śmierć. Upłynęło sporo czasu, zanim zrozumiałem, że to one były wrogiem. Kto je przywoływał, natychmiast umierał. Jakby był w nich cyjanek”. Narrator robi wszystko, aby nie wracać do przeszłości, nie utonąć we wspomnieniach o normalnym życiu. Tamten on umiera, nowy, urodzony w tych strasznych warunkach, musi nauczyć się żyć zupełnie inaczej. Ratunkiem jest literatura, religia i rutyna. Ta pierwsza dzięki jego wyjątkowej pamięci do tekstów – pozwala cytować całe ustępy „Ojca Goriot”, „Dżumy”, Koranu, ale też opowiadać wymyślone historie współwięźniom osadzonym w sąsiednich celach. Religią było nie tylko wspólne omawianie sur, modlitwa, lecz i niezwykle głęboka medytacja, która w mistyczny sposób pozwalała opuścić więzienie i uwolnić się od cierpiącego ciała. Rutynę przynosiły zaś codziennie powtarzane gry, rozmowy na konkretny temat, dyskusje – wszystko, co dało się zrobić przy użyciu słów, przez ściany cel.

Bohater o swoich kolegach czy strażnikach pisze w wyjątkowo empatyczny sposób, z wielkim zrozumieniem dla ich sytuacji, starając się nie oceniać. Nie oszczędza nas w opisach cierpienia fizycznego, ale także umysłowego. Można umrzeć z powodu zatwardzenia, gangreny, lecz również tęsknoty i braku nadziei. Wszystkich tych rodzajów śmierci boją się jej świadkowie.

Gdy cela wydaje się kurczyć, ciało boli coraz bardziej, wypadają zęby, słuch się wyostrza – ze śpiewu ptaka można dowiedzieć się wielu rzeczy o świecie zewnętrznym. „Nasze ciała gniły kawałek po kawałku. Zostały mi tylko głowa i rozum. Oprawcom oddałem członki w nadziei, że nie uda im się dosięgnąć mojego umysłu, wolności, obłoku świeżego powietrza, błysku światła w ciemnościach. Zabarykadowałem się, nie zważając na ich strategię. Nauczyłem się rezygnować z ciała. (…) dla mnie jednak było ważne, by uchronić umysł. Był moją jedyną bronią”. W tej walce o wolność bohater Tahara Bena Jellouna zwyciężył. I nie mam tu na myśli faktu, że jako jedyny z czterech ocalałych wyszedł na wolność, ale że przez te osiemnaście lat obronił swoją wewnętrzną wolność – jego ciało było w więzieniu, ale nie umysł.

To oślepiające, nieobecne światło” to wyjątkowa, niezwykle poruszająca historia, która jest kolejną książką wpisującą się w literaturę obozową. I jak niemal każda z nich udowadnia, że można zniewolić człowieka, ale nie zabić w nim człowieczeństwa.

Tytuł: „To oślepiające, nieobecne światło”

Autor: Tahar Ben Jelloun

Przekład: Małgorzata Szczurek

Wydawnictwo: Karakter

Podziel się

O autorze

Anna Godzińska

Ukończyła studia doktoranckie na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, autorka tekstów o miłości poza fikcją w magazynie Papermint oraz o literaturze w Magazynie Feministycznym Zadra. Fanka kobiet - artystek wszelakich, a przede wszystkim molica książkowa;)

Odpowiedz