The Musketeers

Mam ochotę zacząć tę recenzję jakimś znanym frazesem – np. „historia lubi się powtarzać” albo angielskim „here we go again”, ale ograniczę się tylko do stwierdzenia: muszkieterowie powracają i tym razem naprawdę lepiej nie wchodzić im w drogę. Możecie zostać zabici w pojedynku na szpady lub zacałowani na śmierć – wszystko zależy od tego, jak wielką cieszycie się urodą i umiejętnościami szermierczymi… Może trochę ironicznie przybliżyłam wam kwintesencję nowego serialu BBC „The Muskeeters”, który, jak się już pewnie domyślacie, na nowo wskrzesza dumasowski mit o męskiej przyjaźni w siedemnastowiecznym świecie pełnym intryg i zdrad. Zapewne zastanawiacie się, co jeszcze można powiedzieć w tym temacie, jak pokazać książkową fabułę, żeby nie wyszła kompletna kalka i żeby nie popaść w sztuczność. Ja też zadałam sobie to pytanie i postanowiłam przebić się przez kolejną adaptację mojej absolutnie ukochanej powieści, którą są „Trzej Muszkieterowie” Aleksandra Dumasa. Nic nie poradzę – jestem beznadziejnym przypadkiem. To się zdarza małym dziewczynkom, gdy ich ojcowie podsuwają im zbyt poważne lektury w bardzo młodym wieku.

The-Musketeers-First-Image

Wszyscy znamy historię D’Artagnana – awanturnika z Gaskonii i jego trzech zamożnych przyjaciół: Atosa, Portosa i Aramisa, ukrywających się pod muszkieterskimi płaszczami. Wszyscy znamy analityczny umysł kardynała Richelieu i jego skłonności do manipulacji, którym ulegały najdostojniejsze persony ówczesnej Europy. Wszyscy znamy bezwzględną, zranioną milady de Winter, która poprzysięgła sobie grać z mężczyznami o wysokie stawki. I wreszcie, wszyscy znamy legendę nieszczęśliwej królowej Anny Austriaczki i jej nudnego męża Ludwika XIII, zręcznie wmanewrowanych w polityczną zawieruchę przez ich pierwszego ministra. Oczywiście, wszyscy też wiemy, że Dumas mijał się z prawdą historyczną, ale w ogóle nas to nie obchodzi. Potrzebujemy energicznego głównego bohatera, jego enigmatycznych sprzymierzeńców, silnego antagonisty, pięknych kobiet i dobrej zabawy, a to zwykle oferują nam kolejne wersje „Trzech Muszkieterów”. W tym wypadku nie jest bynajmniej inaczej, aczkolwiek reżyser wprowadził kilka znaczących zmian w przebiegu fabuły.

Po pierwsze mamy do czynienia z serialem, co daje szansę na wnikliwsze pokazanie dojrzewania bohaterów. Spowolnia także proces ich wzajemnego docierania się. Po dwóch odcinkach relacje między muszkieterami nie są szczególnie gorące. Oczywiście starzy druhowie, zwłaszcza Aramis i Portos, całkiem nieźle się dogadują. D’Artagnan jest jednak wciąż dla nich nieco obcy i widz wyczuwa dystans, z jakim ten traktuje swoich kompanów. Z jednej strony to ciekawy zabieg, bo rozbija znaną konwencję, z drugiej mam jednak pewne obawy, że gdzieś w ferworze pojedynkowo-romansowym reżyserowi umknie bardzo ważny wątek przyjaźni Atosa i D’Artagnana, będący jedną z fabularnych osi w książce.

the-musketeers_Athos (TOM BURKE)

Tutaj, jakby na złość przyzwyczajeniom widzów i czytelników, na pierwszy plan wychodzą Portos i Aramis, którzy zwykle byli bardziej marginalizowani. Może to też zasługa aktorów – na ekranie zdecydowanie bryluje Santiago Cabrera, odtwórca roli Aramisa, zostawiając w tyle pozostałych muszkieterów. Natomiast Portos zyskał więcej zadziornego charakteru za sprawą odebrania mu jego przysłowiowej próżności, zaś Atos, mimo swojego przystojnego wyglądu i typowego flegmatyzmu, jest nieco przygaszony, odsunięty na bok.

Największy problem sprawia mi jednak D’Artagnan, ponieważ wcale nie przypomina tego bezczelnego młodzika, który potrafił kopnąć butem w zamknięte na trzy spusty drzwi i beztrosko je przy tym wyważyć. Jego osobisty urok i kompletny brak wyczucia społecznych zasad i dworskich konwenansów były jego najbardziej zabójczą bronią. Pomimo upływu lat i nagromadzenia gorzkich doświadczeń dumasowski D’Artagnan pozostaje właśnie tym niepokornym szczęściarzem, który ma odwagę powiedzieć prawdę prosto w oczy młodemu królowi Ludwikowi XIV, czy pod koniec życia zażarcie kłócić się z próżnym Aramisem. Nie ukrywam, że zawsze bardzo mocno identyfikowałam się z moim gaskońskim szlachetką o ambicji godnej króla i sercu lwa.

muszkieterowie.szuflada.net

Tymczasem w serialu D’Artagnan jest niezwykle przystojnym, wręcz pięknym mężczyzną, ale gdzieś po drodze ginie jego ciekawski, żywy charakter i umiejętność pakowania się w kłopoty. Luke Pasqualino tworzy poprawną kreację bohatera, bardziej zainteresowanego pięknymi kobietami i ich sekretami niż graniem pierwszych skrzypiec. Dodam również, że w tej wersji D’Artagnan nie przyjeżdża do garnizonu muszkieterów, bo chce zostać jednym z nich, ale pragnie zemścić się za śmierć ojca, ponoć zadaną ręką Atosa. Mam wrażenie, że ten zabieg odebrał mu motywację, ale też siłę charakteru. Jest zwyczajnym, przystojnym młodzieńcem, który jeszcze nie za bardzo wie, czego chce i pozwala przypadkowi kierować swoim życiem.

Po drugie mam trochę mieszane uczucia wobec nowego kardynała, chociaż wiem, że wiele osób daje mu wysokie noty. W końcu jego rolę odgrywa nowy Doctor Who – Peter Capaldi. Mnie nie do końca przekonuje jego kreacja. Aktor nie wnosi do niej bowiem nic nowego, a wątek z jego kochanką ogólnie kłóci mi się z wizją Richelieu jako niezłomnego męża stanu, oddanego tylko państwu. Za to powrót Ludwika XIII do jego prawdziwego wizerunku – nudnego nieudacznika, w zależności od sytuacji trzymającego się płaszcza kardynała albo szpady kapitana muszkieterów De Treville’a, znacznie ratuje fabułę. Obawiałam się, że jego idealizowanie i odmładzanie to już prawdziwa plaga. Postać wypada naprawdę obiecująco.

milady.szuflada.netPo trzecie… kobiety. I tutaj niespodzianka – Konstancja Bonacieux, zwykle najsłabszy punkt każdej ekranizacji „Trzech Muszkieterów”, została wreszcie przedstawiona jako pełnokrwista kobieta z charakterem. Drażni mnie tylko, że D’Artagnan musi ją na każdym kroku niby przypadkiem całować, ale poza tym, gdy pojawia się na ekranie, wywołuje zainteresowanie widza, a nie pełne politowania westchnienie. Dobrze rokuje też milady De Winter, tym razem przeistoczona z blondynki w brunetkę. Zresztą to jedna z tych postaci, które bronią się same i naprawdę ciężko jest zagrać je źle.

Na zakończenie kilka słów na temat królowej Anny Austriaczki… Osobiście na razie jestem nią przerażona – jest kompletnie pozbawiona wyrazu, a uczucie rodzące się między nią a Aramisem po prostu zwaliło mnie z nóg. Anna Austriaczka była zakochana w księciu Buckinghamie, a później w kardynale Mazarinim, z którym ponoć nawet wzięła ślub. Nie zaś w D’Artagnianie (wersja z „Człowieka w żelaznej masce”), a już na pewno nie w Aramisie…

Reasumując – po dwóch odcinkach jestem dość sceptycznie nastawiona do dalszego rozwoju fabuły. Mimo to serialowi nie brakuje elektryzującej akcji, zapierających dech scen pojedynków i sytuacyjnego humoru, dzięki którym widz przyjemnie dryfuje do końca odcinka, otulony kokonem dobrego nastroju. Dopiero po seansie zaczyna się zastanawiać. W każdym razie czekam na kolejny odcinek i postaram się podzielić z wami moimi wrażeniami po obejrzeniu całej serii. Tymczasem zostawiam was w ramionach Aramisa – zdecydowanie skradł tę adaptację i może w końcu zasłużenie.

Magdalena Pioruńska

Scenariusz: Adrian Hodges
Tytuł oryginalny: The Muskeeters
Produkcja: Wielka Brytania
Występują: Tom Burke, Luke Pasqualino, Santiago Cabrera, Peter Capaldi, Maimie McCoy, Howard Charles, Tamla Kari, Ryan Gage, Hugo Speer

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *