The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side – Jan Błaszczak

0

the_dom-1Jan Błaszczak opisał fascynującą i kompletnie nieznaną historię „polskiego śladu” w kontrkulturowych dziejach Nowego Jorku lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Kluczowe miejsca, wokół których autor skoncentrował swoją narrację, nazywały się Stanley’s Bar i The Dom. Oba zlokalizowane w najuboższej części Manhattanu – Lower East Side. Wcześniej była to dzielnica imigrantów europejskich ze środkowej i wschodniej części kontynentu, głównie Ukraińców, Polaków i Żydów. Między innymi dlatego The Dom, matecznik grupy The Velvet Underground, mieścił się w budynku Domu Narodowego Polskiego.

Błaszczak śledzi zajmujące losy budynku oraz twórcy obu słynnych klubów – Stanleya Tolkina. Nie zachowało się zbyt dużo informacji biograficznych: syn imigrantów z Polski, urodzony już w nowym kraju, z zawodu robotnik, z zamiłowania wielbiciel i mecenas awangardowych muzyków i malarzy. W prowadzonych przez niego klubach spotykała się śmietanka afroamerykańskich artystów, początkujący poeci, antyestablishmentowi twórcy – krytycy kapitalizmu, amerykańskiego rasizmu i wojny w Wietnamie. Opowiadane przez nich historie to nie tylko kawał kulturalnej historii Ameryki, ale także mało znane relacje z walki przeciw rasowej i politycznej dyskryminacji, dążeń do równouprawnienia artystek, zniesienia kurateli konserwatywnego państwa nad niepokornymi muzykami czy pisarzami.

To nie zgadza się z powszechnymi wyobrażeniami o USA albo nowojorskiej metropolii jako ostojach wolności politycznej, zapewniających nieskrępowaną swobodę artystycznych wypowiedzi. Nie zawsze tak było. Temu, co dziś ogólnie przyjęte: zniesieniu dyskryminacji rasowej, genderowej czy seksualnej, przecierały drogę takie osobowości jak Stanley Tolkin – osoby otwarte na inność, odważne, odrzucające wszelkie stereotypy.

Sam Tolkin zresztą im zaprzeczał. Był prostym robotnikiem, który musiał nauczyć się wielu rzeczy, zanim został przyjacielem i filantropem nowojorskich jazzmanów, bitników, op-artowych malarzy. Nie hołdował upowszechnionym w środowiskach wschodnioeuropejskich imigrantów uprzedzeniom rasowym czy społecznym, sam nie dał się wtłoczyć w żadną szufladkę z napisem: „radykał” albo „lewicowiec”. Nie był zresztą żadnym z nich. Okazał się za to utalentowanym menadżerem i osobą, która potrafiła stworzyć miejsca, bez których nowojorska i amerykańska scena artystyczna wyglądałyby zupełnie inaczej.

„Zdaniem Brendy, w przypadku Stanleya nie chodziło o stosunek do Międzynarodówki czy władz w Białym Domu, ale o otwartość i tolerancję. – Dla mnie on był pewnego rodzaju symbolem. Osobą, która mimo różnic kulturowych chce poznawać innych. Nie byłam odosobniona w tym poglądzie i właśnie dlatego Afroamerykanie – z reguły rzadko goszczący w polskich knajpach – zaczęli się u niego spotykać. Czuli, że są tam mile widziani. A to nie było powszechne zjawisko”.

Niezwykła opowieść o sztuce i przyjaźni, z niezłą dawką polityki, aktywizmu i psychodelii.

Autor: Jan Błaszczak

Tytuł: „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side

Wydawnictwo: Czarne

Data wydania: 12 września 2018

Podziel się

O autorze

Ewa Glubińska

historyczka, feministka, wielbicielka herstories pisanych przez życie i tych fikcyjnych również

Odpowiedz