PATRONAT SZUFLADY: Testament bibliofila – Arkadiusz Niemirski

Testament-bibliofila_okladka1Wznowiony przez Wydawnictwo Skrzat „Testament bibliofila” Arkadiusza Niemirskiego wbrew pozorom nie jest przepełniony literackimi aluzjami czy informacjami o zakurzonych skarbach znajdujących się na półkach bibliotek i antykwariatów. Jest natomiast sprawnie i płynnie poprowadzoną powieścią detektywistyczną.

Emmanuel Karski zostawia trójce dzieci i partnerce chronioną hasłem płytę CD, zawierającą informacje dotyczące spadku. Wszyscy przybywają do Kórnika, gdzie mieszkał starszy człowiek. Jest tu piękna przyszła aktorka Joanna, szara myszka Barbara i jej przemądrzała córka Klaudyna, pozer Patryk oraz tajemnicza konkubina ojca wspomnianej trójki. W sprawę angażuje się również detektyw Barber i jego nastoletni asystent Omnibus. Mamy więc zagadkę, wyrazistych bohaterów i… Kórnik. Informacje o mieście, jak również znajdującym się w nim zamku oraz bibliotece, autor sprytnie upycha między kolejne sytuacje spotykające bohaterów, dzięki czemu mogę napisać o powieści, że bawi i uczy.

Już na początku Niemirski częstuje czytelnika „policzkiem”, który „deszcz wymierza rynnie jeziora”. Jest tu również obecna spora ilość „niewiast” i innych tego typu określeń, stosowanych z mniejszą lub większą konsekwencją. Do języka trzeba się trochę przyzwyczaić, ale po kilku stronach wręcz wpada się w tę powieść – mamy dużo zwrotów akcji i niebanalnych rozwiązań, tak kochanych przez miłośników kryminałów. Przerzucanie kartek nie jest tu wskazane, ponieważ można łatwo pogubić się w co chwilę zawieranych i zrywanych sojuszach. Pomimo ponownej korekty tekstu pozostało w nim jednak kilka niedociągnięć, z których najbardziej rażące dotyczy syna tytułowego bibliofila – ojciec oskarża kochającego poezję i zdającego na polonistykę chłopaka o brak zainteresowania książkami. Są fragmenty niezgrabne, naciągane, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że mamy do czynienia z powieścią detektywistyczną, w dodatku dla młodzieży. Tu wszystko może (i powinno) się zdarzyć. Łącznie z łamaniem politycznej poprawności, czego dowodem jest nagminne określanie jednego z bohaterów „żabojadem”. Ale wszystko w imię przygody i językowej lekkości.

„Testament bibliofila” pochodzi z trochę innego czasu, kiedy książki czytało się z wypiekami na twarzy, a potem, mówiąc o czytaniu z wypiekami na twarzy, nie było się narażonym na szyderstwa rówieśników. Zamiast pisać o dzisiejszych nastolatkach, Niemirski próbuje przenieść niewinność i wrażliwość bohaterów z dawnych książek dla młodzieży do czasów współczesnych. „Testament bibliofila” charakteryzuje również naiwność charakterystyczna dla – żeby nie szukać daleko – Chmielewskiej czy Nienackiego. I chociaż czternastolatek we mnie jest usatysfakcjonowany, nie wiem, czy to uczucie będzie podzielać czternastolatek współczesny. Wydarzenia w tej książce wydawały mi się tak odległe, że czułem się starszy, niż w rzeczywistości jestem, ale to akurat uznałbym za zaletę. Wyobrażam sobie, jak w przyszłości mój synek – nie mówię, że nie mogę mieć synka, bo w każdej chwili mieć mogę – przychodzi do mnie po lekturze i pyta, czy tak naprawdę wyglądało życie, gdy dorastałem i czy ludzie tak śmiesznie mówili. I widzę, jak na moją odpowiedź, że tak i owszem, wtedy naprawdę wszystko wydawało się możliwe, rzuca: „LOL, BRB” i wychodzi na dwór, przeżyć coś niezwykłego.

Łukasz Muniowski

Tytuł: Testament bibliofila
Autor: Arkadiusz Niemirski
Liczba stron: 423
Wydawnictwo: Skrzat

About the author
Łukasz Muniowski
Doktor nauk humanistycznych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *