Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze – John Gimlette

Normal
0
21

teatrChyba trudno powiedzieć czy Nowa Fundlandia i Labrador w powszechnej świadomości kojarzą się z czymś więcej, aniżeli z bezmiernym mroźnym pustkowiem, Eskimosami i dwiema popularnymi rasami psów. To także jeszcze jeden przykład na potęgę stereotypów, które kształtują zbiorową wyobraźnię. O ich sile, ale i niszczycielskiej mocy można przekonać się w trakcie lektury książki Johna Gimlette „Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze”. Tytuł – tyleż zaskakujący, co prowokacyjny – wydaje się jednak w pełni odzwierciedlać pełne surrealizmu i niemal dziwaczne dzieje i teraźniejszość tych krain.

Do jej napisania skłoniła Gimlette’a historia jego pradziadka Eliota Curwena, będącego typowym dla epoki wiktoriańskiej połączeniem misjonarza, filantropa i badacza. Jednak poza tym faktem wszystkie inne będą już dla czytelnika potężnym zaskoczeniem. Nowa Fundlandia to kraina, o którą przez kilka stuleci rywalizowały miedzy sobą ówczesne europejskie mocarstwa: Portugalia, Francja i Wielka Brytania.  Powód tej rywalizacji musi nas również dziwić. Były nim bowiem lekceważone i niezbyt cenione w kuchni polskiej dorsze. To z nich przez niemal cztery stulecia Anglia i Francja ciągnęły krociowe zyski. Ryby stały się podstawą utrzymania tłumów awanturników, biedaków i wyrzutków społecznych ciągnących w te strony z Anglii, Szkocji, Irlandii, a nawet Hiszpanii. Nie licząc wojen angielsko-francuskich, ludobójstwa popełnionego na plemionach Beothuków oraz Innu oraz rabunkowej gospodarki połowowej, skutkującej niemal wytrzebieniem ryb w tym regionie, nikt nie troszczył się o sensowne zagospodarowanie tych ziem.

Ludzie, którzy tam osiedli, na skutek izolacji niemal zdziczali, pozbawieni byli wszystkiego: od oświaty, jakiejkolwiek opieki społecznej, a nawet jakiejkolwiek pozytywnej opinii. Przysyłani z Londynu gubernatorzy mieli kontrolę właściwie tylko nad najbliższą okolicą. Reszta kraju pozostawała terra incognita, zasiedlona przez tłumy społecznych wyrzutków, prawdziwych „ludzi zbędnych”, przez nikogo niechcianych, za to przez wszystkich lekceważonych i pogardzanych. Do połowy XX wieku brakowało szlaków lądowych, a jedynym łącznikiem ze światem było morze, choć pochłonęło ono potężną część osadników. Skutki izolacji widać nawet w sferze językowej. W książce pojawiają się potomkowie Anglików mówiący angielskim z czasów elżbietańskich czy Szkoci posługujący się gaerlach. W gruncie rzeczy to jednak teatr absurdu pomieszany z grozą zamarzniętego pustkowia. Mrożące krew w żyłach historie przeplatają się jednak z groteską, a cywilizacja przegrywa z naturą. Silne poczucie odrębności mieszkańców zmieszane jest z gorzkim doświadczeniem wielowiekowego zaniedbania, lekceważenia, uzależnienia od decyzji czynników zewnętrznych. Nie zmieniła tego nawet dekolonizacja i przyłączenie do Kanady, z którym zresztą wiąże się katastrofa kultywowanego dotąd stylu życia, związana z korupcją, zamknięciem oceanu dla połowów i przymusowe przesiedlenia mieszkańców rybackich wiosek do miast.

Porywająca opowieść Gimletta to w istocie rzeczy połączenie rodzinnej sagi z reportażem i esejem historycznym. Nie znajdziemy w niej cukierkowej wizji rodem z turystycznego przewodnika. Autor nie daje czytelnikowi chwili oddechu. Jednak pomimo całego szeregu wyjątkowo smakowitych historii i anegdot, książka przepojona jest refleksyjną goryczą. Uświadamia bowiem spustoszenia, jakie poczyniła era kolonizacji nie tylko wśród Indian, ale i samych kolonizatorów. Może najbardziej przewidujący okazali się Wikingowie. Nawet jeśli kiedyś tam przybyli, to szybko odpłynęli, nie pozostawiając żadnych śladów. Reszta przybyszów uwięzła w arktycznym teatrum wypełnionym dorszami, inuickimi duchami i rywalizacją wielkich mocarstw

Autor: John Gimlette

Tytuł: Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze

Przełożyła:  Hanna Pustuła-Lewicka

Wydawnictwo: Czarne

Premiera: 13 maja 2014

Liczba stron: 568

About the author
Ewa Glubińska
historyczka, feministka, wielbicielka herstories pisanych przez życie i tych fikcyjnych również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *