Tajny dziennik – Miron Białoszewski

Czy książka, która zanim pojawi się na rynku księgarskim, zostaje okrzyknięta „wydarzeniem literackim roku 2012”, ma szanse sprostać takiemu stwierdzeniu? To oczywiste, że podobne hasła służą jako slogan reklamowy i można je wyczytać na niezliczonej ilości okładek, ale istnieją również i takie tytuły, jak ten. „Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego to pozycja, która w pełni zasłużyła na wszelkie reklamujące ją hasła. I to nie tylko ze względu na nazwisko autora. To monumentalna podróż przez ponad 900 stron zapisków poety, odsłaniających część życia, do której wielbiciele jego twórczości nie mieli wcześniej dostępu.

Miron Białoszewski był artystą równie tajemniczym, jak barwnym. Dopiero po prawie trzydziestu latach od jego śmierci zdecydowano się na opublikowanie dziennika, pisanego nieprzerwanie od 1975 roku. Dzieło powstawało przez trzynaście lat i sam autor zażyczył sobie, by nie publikować go wcześniej, niż lata po jego śmierci. To skutecznie zaostrza apetyt czytelnika. Czego w takim razie można oczekiwać po zebranych zapiskach? Książki pełnej skandali, czy może przeciwnie, wynurzeń znudzonego życiem starca?

„Tajny dziennik” to żaden z powyższych przykładów, a raczej zapis codzienności pisarza, w której mieszają się wydarzenia kulturalne z tymi zupełnie przyziemnymi. Rozstrzał tematyczny jest wprost ogromny. W dzienniku znalazło się miejsce na lekcję historii, jak również zoologii. Czy można się poczuć przez to przytłoczonym? Odrobinę, ale tylko na początku. Z każdą kolejną stroną jest łatwiej, choć lektura do najłatwiejszych nie należy. Styl, jakim operował Białoszewski, był na tyle specyficzny i rozpoznawalny, że można go albo polubić albo znienawidzić. Co ciekawe, w „Tajnym dzienniku” próżno szukać polityki i, mimo że Białoszewski nawiązuje czasami do zdarzeń go otaczających, są to raczej krótkie wzmianki. Poeta skupił się na emocjach i swoich relacjach z przyjaciółmi.

Czytelnik, który zdecyduje się na sięgnięcie po „Tajny dziennik”, razem z Mironem Białoszewskim odwiedzi dużo ważnych dla poety miejsc, w szczególności domy i pracownie jego przyjaciół. Momentami łatwo się pogubić w natłoku osób przewijających się w książce, ale na tym właśnie polega jej urok. Białoszewski pokazał się z tej strony, o jaką można go było posądzać. Jako samotnika, który mimo wszystko pragnie kontaktów z innymi ludźmi. Czuć to w jego poezji, a „Tajny dziennik” tylko to potwierdza.

„Tajny dziennik”  jest po części powieścią biograficzną, którą równie dobrze można czytać jako zwykłą prozę. Napisana została fenomenalnie i trudno się od niej oderwać, choć nie jest to książka, którą można zabrać ze sobą do środka komunikacji miejskiej. Nie tylko ze względu na jej objętość, ale przede wszystkim dlatego, że nie sposób jej czytać, nie będąc w pełni skupionym. Żeby prawidłowo ją odebrać, potrzeba spokoju. Wtedy można cieszyć się nie tylko treścią, ale również formą. Zaskakującą i prawdziwą. Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli twórczości Białoszewskiego.

 

Bartosz Szczygielski
Ocena: 5/5

Tytuł: Tajny dziennik
Autor: Miron Białoszewski
Oprawa: twarda
Ilość stron: 920
Wydawnictwo: Znak

About the author
Bartosz Szczygielski
- surowy i marudny redaktor, który oglądałby świat najchętniej z perspektywy dachu psiej budy, oparty o maszynę do pisania. Czyta wszystko, co wpadnie mu w ręce i ogląda wszystko, co wpadnie mu w oko. Chciałby kiedyś przytulić koalę i zobaczyć zorzę polarną – niekoniecznie w tym samym czasie.

komentarz

  1. Muszę tu też wstrącić swoje trzy grosze genderowe:) Ważna kwestia, jeśli chodzi o ten dziennik to także swego rodzaju coming out pośmiertny Mirona B., bo o tym tu też można poczytać. To także jedna z przyczyn, aby tekst wydać wiele lat po odejściu poety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *