T. A. Shippey „J. R. R. Tolkien. Pisarz stulecia”

Tak to już jest na tym świecie, że niektóre gatunki są bardziej cenione przez krytyków literackich, a inne mniej. Fantastyka nie ma wśród nich dobrej prasy. Często bywa traktowana jako literatura pozbawiona większych wartości, bo cóż pożytecznego można wynieść z historii, w których pojawiają się elfy, krasnoludy i inne dziwaczne stworzenia? Dlatego niesłabnąca popularność dzieł J. R. R. Tolkiena i wygrywanie przez „Władcę pierścieni” kolejnych plebiscytów na książkę stulecia okazało się dla wspomnianych krytyków trudne do przełknięcia. Zresztą sama postać autora nie bardzo im odpowiadała. No bo jakże to, szanowany profesor, który zamiast poważnych naukowych rozpraw pisze bajeczki dla dzieci? T. A. Shippey w swojej książce „J. R. R. Tolkien. Pisarz stulecia” postawił sobie za cel wyjaśnienie fenomenu popularności twórcy Śródziemia.

Autor jest literaturoznawcą specjalizującym się w literaturze średniowiecznej i współczesnej fantastyce. Książka jest rozprawą naukową, bazującą na solidnych narzędziach badawczych, ale napisaną w sposób przystępny. Choć z pewnością nie jest przeznaczona dla czytelnika, który chciałby rozpocząć od niej przygodę z twórczością Tolkiena. Co bowiem trzeba podkreślić – mimo że elementy biograficzne są tutaj istotne, to jednak książka jest poświęcona analizie twórczości Tolkiena. Autor skupia się przede wszystkim na trzech dziełach: „Hobbicie”, „Władcy pierścieni” i „Silmarillionie”, ale nie tylko. W mniej znanych utworach, zarówno prozatorskich, jak i lirycznych, także znajduje się sporo ciekawych informacji, które pomagają zrozumieć niezwykłą popularność i ponadczasowość twórczości Tolkiena.
Shippey zwraca uwagę na ogromne znaczenie aspektów filologicznych. Sam autor twierdził, że jego książki powstały z pobudek lingwistycznych, by wyjaśnić, jak to się stało, że dwa języki, pochodzące z tego samego źródła, rozwinęły się w zupełnie inaczej. Śledzenie zmian w językach jak najbardziej mieściło się w obszarze zawodowych zainteresowań Tolkiena, tyle że realizował je w odmienny sposób. Nie ma u niego przypadkowości w imionach czy nazwach własnych. Szukając inspiracji w dawnych poematach (np. „Eddzie”, z której pochodzą imiona krasnoludów czy Gandalfa), ignorował kontekst, skupiając się na inspiracji zawartej w imionach i nazwach. Słowa są starsze niż mity i baśnie, a ich rekonstruowanie to swoiste cofanie wskazówek zegara. Takie podejście do języka, uchodzące za mocno kontrowersyjne, jest jednak w tym wypadku kluczowe.

Tolkien uważał także – i to prowadzi nas do samych korzeni jego twórczości – że filologia mogła zabrać człowieka w jeszcze dalszą przeszłość niż dawne teksty, które studiował. Był przekonany, że jest możliwe niekiedy przewędrować po omacku od słów w kształcie, w jakim dotrwały do dziś, do pojęć, które dawno zanikły, ale które musiały istnieć, bo inaczej nie istniałoby słowo (s. 17).

Shippey, analizując twórczość Tolkiena, zwraca uwagę na stosowaną przez niego metodę twórczą, a także związki z dawnymi tekstami (np. poematem „Beowulf”). Przygląda się także jego dziełom poprzez pryzmat losów samego pisarza oraz tragicznych wydarzeń XX wieku. Szczególną rolę we „Władcy pierścieni” odgrywa zło, które jest w tym przypadku pojęciem dość dwoistym, bo Tolkien czerpał z dwóch różnych koncepcji – manicheizmu i poglądów Boecjusza. Jednak Shippey udowadnia, że owa dwoistość jest kluczowa dla zrozumienia idei powieści. I mimo że sam Tolkien nie przepadał za alegoriami i sprzeciwiał się takiej interpretacji jego dzieł, Shippey wysnuwa ciekawe wnioski, przyrównując Śródziemie do naszego świata, wydarzeń, postaci, i wreszcie wad, jakie wykazuje współczesny człowiek – na czele z niepohamowaną żądzą niszczenia, dla samej tylko zmiany, mimo że nie przynosi ona żadnych korzyści. Pisze także o paradoksie „Władcy pierścieni” (którego sam Tolkien określił jako dzieło „religijne i katolickie”, choć o Bogu tam się nie wspomina), a także o mityczności świata przedstawionego. Analizuje relacje między wyjątkowością wydarzeń a zanurzeniem w czasie mitycznym, kolistym; wiarą chrześcijańską a północną teorią odwagi i heroizmem dawnych bohaterów, i wreszcie tradycjami chrześcijańskimi i postchrześcijańską współczesnością (tak bowiem twórca Śródziemia postrzegał świat wokół siebie). Wspomina także o licznych krytykach Tolkiena oraz zapatrzonych w niego naśladowcach, których próby dorównania autorowi „Władcy pierścieni” wypadły nieraz, łagodnie rzecz ujmując, niezbyt przekonująco.

„J. R. Tolkien. Pisarz stulecia” T. A. Shippeya to niezwykle ciekawa rozprawa poświęcona twórczości Tolkiena. Autor nie obawia się stawiać odważnych, ale co ważne popartych rzetelnymi i ciekawymi wywodami tez. Śmiało stawia twórcę Śródziemia w gronie najwybitniejszych pisarzy XX wieku, na równi z Orwellem, Goldingiem, Vonnegutem czy Joyce’em. Udowadnia, że fantastyka nie jest oderwana od rzeczywistości, lecz po pierwsze wiąże się w sposób istotny z biografią Tolkiena i mroczną historią XX wieku, a po drugie – wpisuje w tradycję mitów, baśni i opowieści heroicznych.

Nie oczekujemy spotkania z Upiorami Pierścienia, lecz „zupiorzenie” jest realnym niebezpieczeństwem; nie podejrzewamy istnienia smoków, jednak „smocza choroba” jest doprawdy powszechna; nie ma w naszym świecie Fangornu, ale Sarumanowie żyją wszędzie (s. 419).

Barbara Augustyn

Autor: T. A. Shippey
Tytuł: „J. R. R. Tolkien. Pisarz stulecia”
Tytuł oryginalny: „J. R. R. Tolkien: Author of the Century”
Tłumaczenie: Joanna Kokot
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 431
Data wydania: 2019

About the author
Barbara Augustyn
Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *