Sztuka (w) Serbii (Rita Baum, nr 34 zima 2014)

0

Nrita baum 34ie wiem, czy istnieje, a jeśli tak, to jaki odpowiednik słowa finisaż dobrać do okoliczności recenzowania zimowego numeru „Rity Baum”, gdy wiosna wisi w powietrzu. Belgradzki numer kwartalnika czytałam partiami od styczniowej premiery, teraz czuję niedosyt i towarzyszy mi dobrze znane z podróży wrażenie zawiązania nowych wątków, odnalezienia pewnych tropów. 34. numer „Rity” obfituje w inspiracje serbskie, postjugosłowiańskie. Znajdziemy w nim przegląd najważniejszych dziedzin sztuki i ich współczesne, belgradzkie reprezentacje, przy okazji też swoiste odbicie nastrojów społecznych i wyrywkowy obraz (nie)Białego Miasta, widziany oczami przyjezdnych. Na stu dwudziestu stronach kwartalnika przewijają się najważniejsze wydarzenia historyczne XX-wiecznej Serbii/Jugosławii i komentowany jest współczesny, pomiloševicowski impas, którego kontrę stanowią chociażby oddolne działania artystów i aktywistów miejskich w Belgradzie.

Dekonstruowany jest wizerunek Serba jako okrutnego, tępego nacjonalisty, stanowiącego czarny charakter uproszczonych narracji o rozpadzie Jugosławii, odłączeniu Kosowa, jednak bez odbijania piłeczki na pole przeciwnika. Piłeczka zostaje zarekwirowana, bo gra była nieczysta. Przypomniane są głosy tych, którzy odżegnywali się od wojny (mir, brate, mir!), jugosłowiańskich nowofalowców, uczestników „żółtej rewolucji”, domagających się od władz opamiętania i szansy na normalne życie. Można odnieść wrażenie, że w Serbii sztuka była i jest misją: czy to muzyka nowej fali, czy współczesne dramatopisarstwo. Redaktorzy i redaktorki „Rity” rozmawiają też z przedstawicielami sztuk wizualnych (np. Galeria Remont), animatorami miejskich projektów (Mikro Art), muzykami (Repetitor), nierzadko szukając podobieństw między Serbią a Polską, Belgradem a Wrocławiem. Środowisko artystyczne pierwszego z tych miast, pomimo podejmowanych inicjatyw, często nielegalnych, pogrążone jest raczej w pesymizmie, skarży się na brak wsparcia ze strony władz, rzucanie kłód pod nogi. Sztuka i polityka pozostają tu w burzliwym, toksycznym związku.

Nie ukrywam, że czytając „Ritę”, musiałam posiłkować się nieocenionym w takich sytuacjach YouTubem. Idoli, Ekaterina Velika, Šarlo Akrobata czy Električni Orgazam to godna polecenia ścieżka dźwiękowa do 34. numeru pisma. Próbek literackich nie musiałam organizować sobie sama, a wywarły one na mnie niemałe wrażenie. Na przykład autobiograficzna proza Ženi Lebl, Jugosłowianki żydowskiego pochodzenia, osadzonej w czasie wojny w bułgarskim więzieniu, później w nazistowskim, po wojnie zaś skazanej na „pracę społecznie użyteczną z pozbawieniem wolności (…) z powodu oczerniania narodu i państwa” (czyli powtórzenia żartu na temat Tity). Społecznie użyteczną pracą okazały się „reedukujące” kamieniołomy na jednej z wysp na Adriatyku:

Uczyłam się kiedyś o florze i faunie, ale na Nagiej Wyspie nie było żadnej flory, bo jeszcze nie wymyślono kamiennego kwiatu, a jedyną fauną byłyśmy my, z których usiłowano zrobić bezkręgowce.

Obozy pracy z czasów Tity, zagadnienie raczej słabo u nas znane, a zasługujące na poznanie, to swoiste remedium na niewinną z pozoru jugonostalgię (w „Ricie” wspominają o niej Andrzej Ficowski w szkicu Kwiaty dla Tity i Marcin Czerwiński w To nie jest białe miasto). Marszałek Tito nie kojarzy się wszak ze zbrodniami, pozostają one w sferze przedświadomej, wypartej, skrytej między wierszami. Bohater wyzwoleńczej partyzantki, wódz republiki socjalistycznej, która Stalinowi powiedziała „NIE”, a obywatelom rozdawała paszporty – czy to mało, żeby wspominać z nostalgią jego słodkie jarzmo? Przypadek Ženi Lebl, jednej z wielu ofiar reżimu, udowadnia, że o niektórych sprawach trzeba mówić jeszcze głośniej.

Niemniej interesująca jest miniatura narracyjna Vladimira Arsenijevicia (Minuta: śmierć Dumbo), przedstawiająca historię weterana wojny w Bośni (po stronie Muzułmanów), tułacza po Europie Zachodniej, a w końcu bezdomnego stanowiącego najbrzydszy widok w całej Barcelonie. Jego biografia nie ma nic wspólnego z żadną historyczną racją, udział w wojnie to czysty przypadek, dalsze losy – przejaw bezgranicznego bezsensu. Wszystko to na oczach ludzi i świata funkcjonujących w zasadzie w normalnym rytmie, tak jakby komu jak komu, ale obywatelowi BiH w latach dziewięćdziesiątych prawo do normalnego życia nie przysługiwało. Nic dziwnego więc, że obywatel ten nie potrzebował wiele, by się odczłowieczyć, zupełnie jak więźniarki z Nagiej Wyspy, z przypadkowych ofiar przedzierzgnięte w przodownice donosicielstwa i maltretowania współosadzonych.

Ostatni numer Rity Baum jest bardzo spójny. Poza pewnym wyborem zagadnień artystycznych, historycznych i społecznych ważną rolę odgrywa tu swoisty autotematyzm wrocławskiej redakcji (choćby w tekście W poszukiwaniu gibany Piotra Czerniawskiego). Czytelnikowi przedłożona jest relacja z podróży konkretnych ludzi w konkretne miejsce, której efektem jest belgradzki numer magazynu. Następuje pewna deziluzja, w procesie składania pisma widoczne są szwy, a Rita Baum – jeśli jest pismem-ciałem – wydaje się krążyć w namacalnej przestrzeni społecznej.

Joanna Bierejszyk

Tytuł czasopisma: Rita Baum

Numer: 34 / zima 2014

Wydawca: Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne „Rita Baum”

Miejsce wydania: Wrocław

Podziel się

O autorze

doktorantka literaturoznawstwa US, absolwentka psychologii US. Na portalu Szuflada redaguje dział Literatura Świata, przez słowo „świat” rozumiejąc nie tylko zróżnicowaną przestrzeń, lecz miejsce burzliwego i mało romantycznego współżycia kultur podporządkowanych wspólnej, ludzkiej naturze. Interesuje się między innymi literaturą postjugosłowiańską oraz recepcją Bałkanów w literaturze polskiej, regionalizmem, geopoetyką, postkolonializmem. Publikuje tu i ówdzie.

Odpowiedz