Surrealistyczna rewia – recenzja komiksu „Piaskowa opowieść”

Za „Piaskową opowieść”, komiks stworzony na podstawie niezrealizowanego scenariusza Jima Hensona i Jerry’ego Juhla, Kanadyjczyk Ramón K. Pérez otrzymał w 2012 roku trzy Nagrody Eisnera (to najważniejsze wyróżnienie komiksowe na rynku amerykańskim, „komiksowy Oscar”) w kategoriach Najlepszy Album, Najlepszy Rysownik i Najlepsza Szata Graficzna Publikacji. Wspominam o tym szczegółowo, ponieważ wymienione kategorie wskazują, że wszystko, co najlepsze w utworze Péreza, zawiera się w warstwie wizualnej. Rysunkową wspaniałość oraz jakość wydania „Piaskowej opowieści” łatwo docenić już podczas wstępnego przeglądania komiksu. Fantastyczne rozkładówki, pełne żywych, ale też dobranych ze smakiem kolorów, prezentują się tak, że można spędzić godziny, tylko na nie patrząc i nie kłopocząc się za bardzo ulotnym sensem opowieści. Do patrzenia zachęca też jakość wydania – twarda oprawa z gumką, sugerującą, że mamy do czynienia z teczką zbierającą chaotyczne notatki, co zresztą poniekąd jest prawdą, w końcu to wyciągnięty z szuflady scenariusz filmu przerobiony na powieść graficzną. Trzeba dodać, że polska wersja prezentuje się nawet lepiej niż amerykański oryginał, który został wydrukowany na bardziej matowym papierze.

piaskowa_opowiesc

Tworząc „Piaskową opowieść”, Pérez przełożył surrealistyczną wizję Hensona na język amerykańskiego komiksu głównonurtowego. Scenariusz twórcy Muppetów nie ma wyraźnej fabuły zbudowanej w oparciu o ciągi przyczynowo-skutkowe. Na początku jest westernowe miasteczko, a w nim bezimienny bohater. Podczas festynu otrzymuje on od nieznajomego mapę z zaznaczonym miejscem, do którego ma się udać. Rozpoczyna więc wyścig, choć sam nie wie, dlaczego i z kim ma się ścigać. Najwyraźniej popycha go do tego chęć przeżycia przygody. I właśnie niezwykłe wydarzenia czekają na niego w tej drodze, spotka między innymi złowieszczego jednookiego człowieka we fraku, archetypową blond piękność i podążających jego śladem arabskich bojowników. Będzie starał się ujść z życiem, ale tętniąca przygoda, fabularne perpetuum mobile, niepotrzebujące sensownej motywacji napędzającej akcję, sama popchnie go do przodu ku wydarzeniom połączonym ze sobą logiką marzenia sennego.

By wprawić historię w ruch, Pérezowi wystarczyły sugestie i pourywane strzępki różnych konwencji awanturniczego opowiadania – jacyś złoczyńcy, jakaś cudna pani, jakiś tajemniczy manipulator. Autorowi udało się zachować spójność galopującej opowieści. Nie burzą jej nawet zmiany tonacji barw na planszach, trochę dzięki temu, że kolory są dostosowane do tego, co jest przedstawione na rysunkach i tworzą odpowiedni nastrój poszczególnych scen, a trochę dlatego, że Pérez dość rzadko dopuszcza się modyfikacji kreski. Dzięki konsekwentnemu zastosowaniu całkiem realistycznego stylu, lekko tylko zabarwionego kreskówkowością, autor trzyma narrację w ryzach. Szaleńcze kolory i skakanie po tonacjach barwnych dają się jednak wytłumaczyć przede wszystkim samym charakterem opowieści. Dopieszczony graficznie komiks staje się rozbuchaną rewią, w której nie chodzi o fabułę, lecz o widowiskowość i dekoracyjność. „Piaskowej opowieści” nie można zarzucić przerostu formy nad treścią, zwłaszcza gdy spojrzymy na utwór Péreza jak na metaopowieść. Autor daje wyraźne sygnały, że taka perspektywa jest uprawniona. W tłach niektórych kadrów pojawiają się fragmenty oryginalnego scenariusza, „nadrukowane” na niebie świata przedstawionego, jakby wzywające bohatera do podążania mętnie wyznaczoną przez twórcę ścieżką. Moc odnalezionego skryptu, niemalże dosłownie napędzającego narrację, wisi ciągle w powietrzu.

Komiks Péreza jest także próbą swobodnej narracji, co upodabnia ją do dwóch eksperymentalnych filmów Hensona – „Time Piece” i „Cube” (o czym zresztą pisze Karen Falk we wstępie do komiksu). Z tym pierwszym, dziewięciominutowym utworem opowiadającym o człowieku idącym do pracy, łączy „Piaskową opowieść” rytmiczność narracji. W „Time Piece” rytm wyraźnie słychać, wyznaczają go różnego rodzaju uderzenia pilnujące tempa wydarzeń, w komiksie funkcję tę pełni dynamika kadrów i ich kompozycja. „Cube” natomiast opowiada o zamkniętym w pokoju o wymiarach sześcianu człowieku, którego coraz odwiedzają nieznajomi ludzie różnych profesji. Podobnie jak „Piaskową opowieścią” obrazem tym rządzi logika snu, a bohater nie ma możliwości wyrwania się z łańcucha absurdalnych zdarzeń. Oba filmy są wizualnym eksperymentem w wersji soft. Nawet „Cube” mimo nieco kafkowskiego charakteru jest raczej dowcipny niż przygnębiający. Tym samym ciepłem Henson, Juhl i Pérez przyciągają odbiorcę do „Piaskowej opowieści”.

Ma swoje znaczenie fakt, że kreska kanadyjskiego autora jest mocno osadzona w samym sercu głównego nurtu komiksu. Znane są bowiem w historii opowieści obrazkowych utwory utrzymane w konwencji onirycznej stawiające przed czytelnikiem wysokie wymagania – także jeśli chodzi o percepcję szaty graficznej. Na przykład Moebius w stworzonym w latach siedemdziesiątych „Garażu hermetycznym” żonglował stylami graficznymi, podążając od hiperrealizmu do cartoonu i czystej linii, w swoim zaś sztandarowym surrealistycznym dziele, pozbawionym dialogów, zachwycającym „Arzachu”, mimo eksponowania kolorystycznej fantazji zachowywał swego rodzaju chłodny dystans wobec czytelnika. Pod tym względem Pérez jest przystępniejszy, wyraźnie dąży do nawiązania kontaktu z odbiorcą i pomaga mu przetrawić kapryśny scenariusz Hensona. Używa gładkiej kreski, dzięki której opowieść toczy się sama, choć zazwyczaj trudno przewidzieć, w którą stronę skręci.

Przemysław Zawrotny

Scenariusz: Jim Henson, Jerry Juhl
Rysunki: Ramón K. Pérez
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2014
Tytuł oryginału: Tale of Sand
Rok wydania oryginału: 2012
Wydawca oryginału: Archaia Entertainment
Oprawa: twarda
Format: 205 x 290 mm
Stron: 160
Cena: 99 zł
Wydawnictwo: Timof Comics
ISBN: 978-83-63963-33-0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *