Starając się zrozumieć Amerykę – recenzja „MAD #2: MAD o superbohaterach”

0

MAD to nowość na polskim rynku. W USA ten satyryczny magazyn ukazuje się już od dłuższego czasu. Znajdziemy w nim zestawienie komiksowych parodii filmów o superbohaterach. To, czego możemy być pewni, to spora dawka humoru. MAD obnaża scenariusze pozycji filmowych, które wspięły się na szczyty box office’u. Autorzy znajdują i pokazują niedociągnięcia maskowane przez całą graficzną otoczkę filmów superbohaterskich. Mowa tutaj o takich momentach w filmach, kiedy akcja staje się nielogiczna, choć dla publiczności zazwyczaj nie jest to przeszkoda w odbiorze.  MAD wykorzystuje te potknięcia i czyni z nich obiekt żartów. Magazyn jest zlepkiem krótkich, komiksowych parodii dotyczących filmów superbohaterskich.

MADp2

W MAD-zie nie ma jednej formy na satyrę filmów. Zdarzają się żarty odnoszące się tylko do pojedynczych scen w blockbusterach – zazwyczaj są to krótkie paski. Twórcy nie ograniczają się jednak do zwięzłych historyjek. Często skupiają się na całych filmach, jeśli mankamentów w obrazie jest sporo. Tak było w przypadku „Batman vs Superman” oraz „Avengers: Czas Ultrona”. Wyśmiewane jest nie tylko samo dzieło, ale również autorzy. Uwaga skupia się też na superbohaterach oraz na udziale w konwentach.

mad2_p10

Wiele osób może nie zrozumieć MAD-a, ponieważ odwołuje się on do kultury amerykańskiej. Pomimo globalizacji żart może być nieczytelny dla odbiorców spoza Ameryki. Przez to magazyn traci uniwersalność. Część motywów jest znana wszystkim, bo wyznacza je Hollywood. Jednak znajdą się też takie nawiązania, których większość czytelników nie zrozumie, kiedy pojawią się odwołania do amerykańskich celebrytów, koszykarzy i basebolistów. Dlatego MAD w pewnym stopniu jest zamknięty na odbiorców z rejonów innych niż Ameryka.

mad2_p39

Humor również podlega dyskusji. Znajdą się czytelnicy, którym będzie on odpowiadać w pełni. Natomiast osoby, które gorszą dowcipy o łóżku i ubikacji nie powinny raczej sięgać po MAD-a – większość gagów dotyczy właśnie frywolnych tematów. Czarną Wdowę nazywa się Czarną Krową, a Zieloną Latarnię – Zieloną Latryną. Nie są to wyszukane i wyrafinowane żarty. Dużo do powiedzenia w tej kwestii ma również samo tłumaczenie. Dowcipy w oryginale są mniej żenujące. Przekładając na język polski, zagubiono wiele nawiązań, przez co czasami fabuła traci na logiczności. Widać to najbardziej w grach słów. Jednak gafą jest, kiedy odmienia się przez przypadki Kapitan Marvel jak mężczyznę.

mad2_p90

Przymykając oko na humor, można dostrzec ciekawe obserwacje twórców. Przyglądając się parodii, a następnie pierwowzorom, przekonamy się, jakie omyłki umknęły naszej uwadze podczas oglądania seansu. Przez to trudność sprawia odłożenie rozpoczętej już lektury. Znajdą się również celne dowcipy, które świetnie piętnują potknięcia twórców. W MAD-zie, każdy odkryje ulubiony styl rysunku, ponieważ jest on bardzo zróżnicowany. Dominuje oczywiście karykatura. Dużo parodii jest inspirowanych tymi, które można znaleźć w Internecie, w związku z czym momentami pojawia się coś, co zostało już dawno przerobione na wszystkie możliwe sposoby. Szkoda jedynie, że te dobre żarty – będące w mniejszości – są zdominowane przez masę słabych i tanich dowcipów wywołujących zażenowanie.

Kamil Żółkiewicz

Tytuł: MAD o superbohaterach
Tytuł oryginału: MAD About Superheroes
Scenariusz: różni autorzy
Rysunki: różni autorzy
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawca: Egmont
Data polskiego wydania: 07.12.2016 r.
Wydawca oryginału: E.C. Publications
Objętość: 112 stron
Format: 205×265 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Cena: 39,99 zł

Podziel się

O autorze

Kamil Jan Żółkiewicz

Interesuję się szeroko pojętą sztuką. Pasjonuje mnie muzyka – sam gram na gitarze – grafika komputerowa, animacja, film, literatura, oraz wszelkie sztuki plastyczne. Ponadto piszę dla wielu serwisów internetowych głównie zajmujących się kulturą oraz – wspomnianą przed chwilą – sztuką. Recenzje, które piszę – i nie tylko – są bliskie mojemu sercu wówczas, kiedy mam oceniać film animowany. To właśnie ten gatunek filmowy towarzyszył mi od najwcześniejszych lat mojego życia, przez filmy takie, jak „Gdzie jest Nemo”, czy „Potwory i spółka” zainteresowałem się głębiej samą kinematografia oraz grafiką komputerową, która coraz bardziej uzależnia od siebie współczesne kino. Chciałbym stworzyć przede wszystkim własny film animowany, więc zapraszam chętnych do pomocy! To właśnie animacja zapoznała mnie z komiksem, ona sprawiła, że skłoniłem się sięgnąć po swój pierwszy zeszyt komiksowy. A następnie sięgnąłem po książkę i w ten sposób zadomowiłem się w literaturze.

Odpowiedz