Smoki a sprawa polska – Robert J. Szmidt „Zgasić słońce. Szpony smoka”

Po przeczytaniu opowiadania „Szpony smoka” Roberta J. Szmidta, opublikowanego w antologii „Inne światy”, inspirowanej grafikami Jakuba Różalskiego, pomyślałam sobie, że szkoda, iż tak ciekawy pomysł nie został rozwinięty w pełni. Bo w krótkim opowiadaniu nie było na to miejsca. Na szczęście autor zdecydował się wrócić do tego uniwersum i opublikował powieść „Zgasić słońce”.

Początek XX wieku, ale nie takiego, jaki znamy z podręczników historii. Japonia wspierana przez swoją patronkę, boską Amaterasu, oraz smoki szykuje się do podboju całego świata. Armia aliantów, w skład której wchodzą między innymi siły rosyjskie, angielskie i amerykańskie, w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak, postanawia wyprzedzić uderzenie. Zamierzają zmieść Tokio z powierzchni ziemi i zabić cesarza. Na najnowocześniejszym pancerniku carskiej floty, Pietropawłowsku, dowodzonym przez wiceadmirała Makarowa, służy młody kadet przemocą wcielony do armii – Andrzej Horodyński.
Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem, a właściwie to nic nie idzie zgodnie z planem, mimo że głowiło się nad nim wielu mądrych ludzi, układających warianty na różną okoliczność rozwoju wypadków.

Największą siłą powieści Szmidta jest niezwykły pomysł na świat przedstawiony. Zdaje się on złożony z zupełnie niepasujących do siebie klocków. Mamy inspirację prawdziwą historią, bo na początku XX w. Japonia i Rosja rzeczywiście toczyły ze sobą wojnę, która niespodziewanie zakończyła się zwycięstwem Kraju Kwitnącej Wiśni. To pozwoliło Japończykom na zniwelowanie wpływów rosyjskich w regionie i wskoczenie do grona światowych potęg. Szmidt wprowadza także elementy fantasy (smoki), mitologii (Amaterasu) oraz science fiction (akcja powieści toczy się w alternatywnej rzeczywistości, w której istnieją mechy bojowe, powietrzne okręty i najcenniejszy z metali – cavoryt). Te wszystkie składniki właściwie nie mają prawa złożyć się w jeden spójny świat, a jednak autorowi udała się ta niełatwa sztuka.
W alternatywnej rzeczywistości Polacy muszą mierzyć się z takimi samymi problemami jak w historii, którą znamy z podręczników. Polska nie istnieje na mapach świata, ale dynamiczną sytuację polityczną i zmieniający się układ sił należy wykorzystać. Józef Piłsudski jest przekonany, że w starciu Japonia kontra reszta świata podopieczni Amaterasu z pewnością zwyciężą. A Polacy muszą pomóc pokonać zaborców, by zyskać ich wdzięczność.

W świat wielkiej polityki zostaje wciągnięty młody i bardzo jeszcze naiwny Andrzej Horodyński. To bohater, który dopiero kształtuje się na naszych oczach. Niewiele wie nie tylko o świecie, o wojnie, w której musiał wziąć udział, ale także o sobie samym.

Dzięki swej zaściankowości nie czuł się kimś gorszym. Nie wyznawał ideałów, które kazały jego przodkom sięgać po broń w – beznadziejnych, jak się okazało – powstańczych zrywach. Wiedział, że poświęcenie i śmierć tych ludzi poszły na marne – rusyfikacja postępowała bez większych przeszkód, czego on był najlepszym dowodem.
Mieszkał na zabitej dechami wsi, daleko od miejsc, w których politykowano. Na zadupiu zadupia, gdzie takie cuda jak gazeta trafiały wyłącznie z letnikami, a o radio nikt jeszcze nie słyszał. (…) Aż do tego dnia Andrzej nie zastanowił się ani razu, czy jest Rosjaninem czy raczej Polakiem. (…) Był przeciętnym obywatelem podbitej prowincji, którego nie obchodziło na co dzień ani od święta, kto jest gubernatorem, a kto carem (s. 258).

Horodyński przeżywa wiele rozterek, dotyczących swojego miejsca w świecie i tego, komu powinien być lojalny. Waha się, zmienia strony i odkrywa, że wcale nie zna ludzi, którzy go otaczają. Józef Piłsudski wypada jak na razie przeciętnie. Co prawda zręcznie manipuluje innymi, ale i sam jest nagminnie okłamywany. Ponieważ to dopiero początek historii, mam nadzieję, że bohater nabierze wyrazistości w kolejnych tomach.

– Tej nocy, moi panowie, będziemy tworzyć historię. Spiszemy ją na kartach dziejów własną krwią! (s. 8)

„Zgasić słońce” rozpoczyna się od sekwencji powietrznej bitwy, która jest bardzo długa, ale dobrze napisana i wypada naprawdę spektakularnie. Zresztą, czy może być inaczej, gdy latające pancerniki, niszczyciele i krążowniki największej floty świata mierzą się ze smokami? Potem historia nieco się zmienia, schodząc na ziemię, a ściślej rzecz ujmując, do obozu jenieckiego. Oprócz poczucia beznadziei, wzmacnianej przez propagandowe kroniki filmowe i ciężką harówkę, autor zwraca też uwagę na odmienność kulturową. Dziwaczne zwyczaje oraz specyficzne pojmowanie honoru, ocierające się w oczach więźniów o szaleństwo, nienawiść i strach, miesza się z niechętnym podziwem dotyczącym wspaniałej japońskiej techniki.

„Zgasić słońce” Roberta J. Szmidta to jedna z najciekawszych wariacji na temat alternatywnej polskiej historii, jaką czytałam, w której w spójną całość łączą się elementy fantasy i science fiction. W nowy świat autor wrzucił polskie dążenia do odzyskania niepodległości. Jest to tak zaskakujący pomysł, że fabuła może podążyć różnymi ścieżkami. Lecz na finał opowieści „smoki a sprawa polska” przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Barbara Augustyn

Autor: Robert J. Szmidt
Tytuł: „Zgasić słońce. Szpony smoka”
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 448
Data wydania: 2020

About the author
Barbara Augustyn
Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *