Showman kontra Policja

Od dawna żadna sprawa nie poruszyła tak Polaków, jak rzekome porwanie małej Magdy z Sosnowca. Nie ukrywam że, podobnie jak chyba większość, co dzień włączałem telewizor i przeszukiwałem strony informacyjne z nadzieją, że sprawa znajdzie swoje – oczywiście optymistyczne – rozwiązanie. Odrzucałem najdalej jak mogłem myśli, które pojawiły się zaraz po pierwszych doniesieniach. Bo przecież, biorąc pod uwagę okoliczności, każdy chyba doszedł do oczywistej konkluzji?

Chciałem, jak wszyscy, wierzyć w to porwanie i w fakt, że Madzia odnajdzie się cała. Niespodziewany szum medialny, jaki rozpętał się w tej sprawie, zaskoczył chyba wszystkich. W tym także matkę dziecka, która nie spodziewała się aż takiego odzewu. Myślę, iż liczyła na to, że sprawa cichaczem rozejdzie się po kościach.

Tymczasem znienacka sprawą zainteresował się showman Rutkowski. Rutkowski, który jest bardziej efektowny niż efektywny. Człowiek, który za rozwiązanie tej sprawy jest chwalony, choć spartaczył ją dokumentnie. I jak dla mnie jest to doskonały przykład na to, że takimi sprawami powinna jednak zajmować się policja, a nie detektywi amatorzy, którzy oczytali się Sherlocka Holmesa.

Bo i jakiż to sukces (poza oczywiście medialnym) odniósł Rutkowski?

Rozwiązanie zagadki? Jestem przekonany, że Policja była na dobrym  tropie od pewnego czasu. Tyle, że nasz showman może sobie pozwolić na metody rodem z filmów, a także na zajęcie się jedną sprawą. A Policja musi działać zgodnie z prawem po to, by potencjalnego sprawcę nie tylko postawić przed sądem, ale przedstawić też dowody (podkreślam: dowody!) że osoba ta zbrodnię popełniła.

Tymczasem Rutkowski spartolił sprawę dokumentnie. Nie dość, że wyjątkowo ohydny sposób zagrał pod publiczkę, przesyłając wszystkim mediom (wiadomo, show musi trwać!) film z załamaną kobietą, przyznającą się do zbrodni, to jeszcze postarał się o to, by film ten nie miał żadnej wartości. Żadnej!

Nawet dziecko wie, że to zbrodniarz ma się przyznać do zbrodni. Tymczasem we fragmencie, który widziałem, Rutkowski trzykrotnie (trzykrotnie!) sugeruje podejrzanej, jaki był przebieg zdarzenia. Trzykrotnie pyta ją: „spadła Ci?”. Trzykrotnie sugeruje podejrzanej, wręcz podpowiada jej przebieg zajścia. Tak powinno wyglądać przesłuchanie? Toż to straszliwa partanina!

Ale naród obejrzy skutecznego detektywa, naród z oburzeniem pokiwa głową nad tą wyrodną matką… I o to chodzi, kurtyna w górę, przedstawienie trwa a reżyser Rutkowski czeka na oklaski!

Rutkowski zarzuca Policji, że niepotrzebnie mnoży koszty. Owszem, ale głównie przez takich „pomagierów” jak nasz showman. Zauważmy, że policja dwa dni przeszukiwała miejsce, które wskazał jej Rutkowski – i to zupełnie niepotrzebnie, bo jestem pewien, że Policja wiedziała, że tam zwłok nie ma. Ale przeszukać musiała, bo nasz bohater nie tylko znalazł „zwłoki”, które okazały się kurtką, ale nawet czuł zapach rozkładającego się ciała (którego nie poczuł nawet policyjny pies) i widział śpioszki. Gdzie widział te śpioszki, pozostanie jego słodką tajemnicą.  Policja po analizie logowania się telefonu matki doskonale wiedziała, że nie zbliżyła się ona do ulicy Ceglanej, ale poprzez partactwo Rutkowskiego teren przeszukać musiała.

No ale grunt to lansik. A lansował się na konferencjach prasowych nasz bohater nieziemsko, niewykluczone więc, że znowu klientów mu przybędzie. Podobnie jak kolejnemu cwaniakowi-lanserowi, rzekomemu jasnowidzowi Jackowskiemu, który nie omieszkał wykorzystać tej sprawy by za pośrednictwem jednego z portali oznajmić, że on wszystko wiedział i przewidział. Oczywiście jak zawsze po fakcie. Ale przecież liczy się lans, liczy się klient, który przeczyta i przyjdzie do „wybitnego jasnowidza” i „doskonałego detektywa”.

Ta sprawa mogła być rozwiązana na spokojnie, bez bicia piany, konferencji, portretu porywacza… Ale showman zrobił przedstawienie, showman może odejść. Nic to, że zaszczuł kobietę, fakt, podejrzaną, ale nawet podejrzanej należy się odrobina godności, z której została medialnie odarta. Nic to, że nie rozwiązał do końca sprawy i wprowadził w błąd Policję.

Najważniejsze jest pokazanie się społeczeństwu i potencjalnym klientom. A ci się wkrótce pojawią.

Spektakl musi trwać, kasa musi się zgadzać.

Robert Rusik

About the author
Robert Rusik
Urodził się w 1973 roku w Olkuszu. Obecnie mieszkaniec Słupcy, gdzie osiedlił się w 2003 roku. Pisze od stosunkowo niedawna, jego teksty publikowały „PKPzin”, "Kozirynek", "Cegła", "Szafa", „Szortal”. Ma na koncie kilka zwycięstw oraz wyróżnień zdobytych w różnych konkurach literackich (organizowanych m.in. przez portale Fantazyzone, Erynie, Weryfikatorium, Apeironmag, Szortal i inne), w tym prestiżową statuetkę „Pióro Roku 2009” przyznaną przez Słupeckie Towarzystwo Kulturalne. Przeważnie pisze fantastykę, choć zdarza mu się uciec w inne rejony literatury. Od 2010 roku felietonista Magazynu Kulturalnego „Apeiron”, od lipca 2011 także „Szuflady”. W 2012 roku ukazał się jego ebook „Isabelle”. Prywatnie szczęśliwy mąż oraz ojciec urodzonego w 2006 roku Michałka i urodzonej w 2012 roku Oleńki.

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *