#5. Zapomniane nadzieje – Rozdział 1: Twarz Mędrca (cz.1)

Słońce już dawno schowało się za horyzontem. Damian siedział na długiej, drewnianej belce. Kilka lat temu ta belka spełniała funkcję podkładu kolejowego – pomyślał. Na tym bezmyślnym kawałku drewna układano szyny kolejowe, po których sunęły pociągi. Niesamowite. Kiedy tak przyglądał się tej belce, zastanawiał się czy aby na pewno szyny, które w przeszłości stykały się z nią były przymocowane śrubami. Może tylko leżały na niej swobodnie. Zamyślił się, bo stan torów kolejowych w mieście, w którym mieszkał był skandaliczny. Niejednokrotnie, kiedy jechał pociągiem miał wrażenie, że wagon, w którym siedzi pojedzie w innym kierunku niż lokomotywa. Wszystko w wagonie podskakiwało do góry lub się przewracało; kubki z napojami pod wpływem wibracji panujących w środku pojazdów należących do PKP samoczynnie zjeżdżały z malutkich stolików; małe dzieci płakały doprowadzając starszych podróżnych do rozstroju nerwowego itd… Podczas takiej piekielnej przejażdżki śmiał się, że tory są tylko położone na drewnianych belkach (bo jakaś pijana ekipa zapomniała je stabilnie poprzykręcać). Czy na tobie też leżały takie powyginane, stare i zwichrowane szyny? – zdawało się pytać jego spojrzenie. W zasadzie, nie miało to dla niego aż tak dużego znaczenia. Zdawał sobie sprawę, że ta belka, (mimo iż nie leżała już pod kilogramowymi, stalowymi wagonami) wciąż była podkładem. Podkładem, ale już nie kolejowym. Jaka to ironia losu – pomyślał – Po kilkunastu latach ten podkład kolejowy został przekwalifikowany na podkład pod moją własną dupę! Ta abstrakcyjna myśl tak go rozbawiła, że mimo zmęczenia uśmiechnął się pod nosem. Mój Osobisty Podkład… Uśmiechnął się jeszcze bardziej, spoglądając w górę.

Niebo czarne jak nieskończona plama ropy naftowej, zdawało się miejscami mrugać do niego. Może to Wielka Niedźwiedzica? A może to Mały Wóz? Może Radiowóz? Niektóre gwiazdy były ledwo widoczne. Inne tliły się bardziej zdecydowanymi płomyczkami. Co po niektóre bardzo szybko znikały po to tylko, aby znów pojawić się na sekundę lub dwie. Zazwyczaj w Zabrzu nie było można dostrzec Gwiazdy Polarnej, nie mówiąc już o mniejszych planetach. Jednak tamta noc była łaskawa i Damian mógł nacieszyć się widokiem malutkich światełek, które pochodziły z innych galaktyk.

Pośród gwiazd, wisiał olbrzym porażający swoją dostojnością i powagą, niczym orzeł pławiący się wolnością. Księżyc bezwstydnie przyglądał się dwudziestodwuletniemu Damianowi i widział każdy jego ruch, słyszał każdą jego myśl i każde słowo (nawet te niewypowiedziane) – wiedział o nim więcej, niż on sam. Damian wyczytał kiedyś w jakiejś książce, że: „Księżyc będący w pełni wygląda jak twarz mędrca, który widząc wszystko, co dzieje się na Ziemi, płacze”. Tamtej nocy księżyc przyglądał się mu z tym samym, smutnym namysłem, co zwykle.
Jednak w tamtej chwili nie podzielał jego smutku. Zapadnięte kratery, w których kryły się opuchnięte oczy bardziej go śmieszyły, niż smuciły. Damian zdawał sobie sprawę z tego, że kiedy jest zmęczony to prawie wszystko może go rozbawić i nie miał zamiaru tego ukrywać. Był środek nocy, siedział na swoim Osobistym Podkładzie a ognisko, które paliło się dwa metry od niego ogrzewało go dostatecznie. Spojrzał na nie – parę godzin wcześniej rozpalił ten ogień z swoim przyjacielem – Pawłem. Języki ognia zdawały się być żywymi istotami, które pożerały kawałki drewna. Mniejsze kawałki już dawno zostały pochłonięte przez ogień. Te większe natomiast leżały w samym środku stosu i człowiek miał wrażenie, że przemawiają ludzkim głosem: „To ma być ogień? Takie ognisko nigdy nas nie strawi. Jesteśmy twardzi jak skała. Hahaha…”. Fakt był faktem – były one twarde. Były to kawałki pociętych i porąbanych siekierą podkładów kolejowych. Ten podkład, na którym siedział Damian był jednym z nielicznych, które zostawili w całości. Pomyśleli, że przerobienie wszystkich podkładów na rozpałkę jednego popołudnia, było by po prostu głupotą. Więc te podkłady, które się nie smażyły, były ułożone wokół ogniska.

Dobrze się czuł. Był zmęczony, ale również zadowolony z tego gdzie jest i z kim jest. Był na działce. Oparł się o duże drzewo, które rosło za jego plecami. Był na działce z Weroniką, Pawłem i Olą.

Autor: Adam Parada

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *