Roman Pastuszuk – Pamiętnik schizofrenika II

0

IMG_6061

Twórczość Romana Pastuszuka jest już dobrze znana Czytelnikom Szuflady. Poza opowiadaniami, autor tworzy poezję, o czym dowiedzieliście się w osobnym artykule – klik.

W sierpniu Autor podzielił się z nami „Pamiętnikiem schizofrenika„.

Dziś powraca w kolejnej odsłonie.

 

SZUFLADA poleca:

Pamiętnik schizofrenika II. Palce Srebrnowłosej

 

22 października

białe mundury nigdy nie śpią białe mundury

rażą krzyczą grożą oślepiają swoją bielą

nigdzie nie można się przed nimi ukryć wszędzie

mnie znajdą białe mundury wwiercają mi się w głowę

rozrywają mnie pożerają miażdżą kleszczami wydłubują

po kawałku lodowatymi szczypcami wgryzają się

w mózg cały czas cały czas cały las oni ciągle szukają

wiem o tym ciągle szukają moich własnych myśli

moi – ich – włas – nych – myś – li

m o i ch m y ś l i m o i ch m y ś l i

ALE NIE ZNAJDĄ ICH! NIGDY ICH NIE ZNAJDĄ!

NIGDY! NIGDY! NIGDY! NIGDY! NIGDY!

bo    bo

bo nie wiedzą jak one wyglądają

białe mundury są najgorsze ich biel jest najgorsza

biel ich mundurów boję się ich tak bardzo się boję

parzy mnie paraliżuje nie mogę jej dotknąć bo

jeśli mnie dotknie rozpuści mnie roztopi jak bryłkę lodu

na parapecie i moje myśli się roztopią nic z nich nie zostanie

nikt ich nie odnajdzie staną się niczym staną się

bielą potworną oślepiającą pożerającą bielą

która miażdży rozrywa wydłubuje wgryza się wwierca

biała okrutna biel

 

25 października

najgorszy jest Karzeł który nosi przy sobie piorun

on jest z nich najgorszy potrafi strzelać nim i zsyłać ból

a jego ból jest tak ogromny tak ogromny tak znajomy

każe nazywać siebie Zeusem i klękać

jego boję się najbardziej ma twarde czerwone ręce

Karzeł przychodzi często ma dwa pioruny

rozpina biały mundur i każe ssać

jego drugi piorun jest gorzki i taki wielki

przychodzi nawet wtedy kiedy jestem rozszczepiony

i strzela we mnie błyskawicą która bardzo boli

wszystko wiruje wtedy wściekle i tłucze się

świat w jednej chwili zamienia się w gąbczasty kłębek mroku

Karzeł zawsze rozpina biały mundur i każe ssać swój piorun

ssać i ssać bez końca aż cały robi się gorzki

Karzeł – Zeus

 

28 października

nie ma już ich odeszli albo tylko się gdzieś schowali

i patrzą patrzą ciągle patrzą wszędzie patrzą obserwują

biegną tu ciiii słyszycie to zżżżżżżż

zżżżżż zżżżżż zgrzytają zębami zawsze zgrzytają zębami

dlaczego to robią dlaczego sobie nie pójdą   i

i jeszcze drapią pazurami najpierw drapią w okno

skrobią skrobią potem skrobią skrobać skrobać potem

znowu drapią pazurami swymi szponami zębami

a teraz drapią w drzwi najpierw cicho cichutko

tak że prawie w ogóle nie słychać a potem coraz głośniej

coraz natarczywiej coraz drapniej coraz bardziej drapnie coraz

dlaczego oni to robią dlaczego nie zostawią mnie w spokoju

drapią w ścianę potem drapią w ścianę pazurami drapią

swymi krogulczymi pazurami och jak oni drapią

rozdrapują mnie od środka rozdrapują mnie są we mnie są

tu coraz szybciej coraz mocniej coraz głębiej dlaczego oni

tak drapią zgrzytają zębami zgrzytają pazurami i jeszcze jęczą

tak jeszcze jęczą zawodzą wyją strasznie wyją skowyczą

jęczą żałośnie płaczliwie okropnie wyją swoimi pazurami

skrobią jękiem jęczą wyciem wyją skrobaniem

będą tak drapać zawsze coraz głośniej coraz bliżej

nigdy nie zostawią mnie w spokoju

 

1 listopada

od jutra wszystko skrzy się srebrem

ściany podłoga klamki poręcze foteli

od jutra pokryte są drobniutkimi kryształkami srebra

jak one pięknie lśnią uśmiechają się wołają coś do mnie

a może grożą palcem skąd się wzięły kto je tu przyniósł

to Srebrnowłosa z niej sypią się te kryształki

i teraz wszędzie tańczą i śmieją się

od wczoraj cały świat będzie srebrnowłosy

 

2 listopada

najbardziej nie lubię spacerów nienawidzę ich

nienawidzę kiedy oszalały wiatr mnie dotyka

obmacuje nie mogę otworzyć ust bo wlewa mi się do środka

cały czas zamykać usta nie otwierać nic nie mówić

nie dopuszczać go a jeśli wleje się przypadkiem

to go wypluć natychmiast go wypluć nie połykać

broń Boże nie połykać można też wsadzić dwa palce

i go zwymiotować albo wyrzygać oszalały wiatr

jest trujący bardzo trujący tylko czeka by wlać się do ust

nie mogę też patrzeć na niego nie mogę patrzeć

jak się wygina rozciąga i przelewa jak się rozsypuje

nie otwieram wtedy oczu na spacerach można jedynie wąchać

tylko wąchanie jest bezpieczne ale nie za dużo!

dużo wąchania też jest groźne najlepiej wąchać po troszeczku

małymi kęsami nienawidzę spacerów bo tam jest pośpiech

pośpiech piechpoś na spacerach jest zawsze piechpoś

niczego nie można dotykać niczego nie można wąchać

tylko trzeba się spieszyć nie zatrzymywać chodzić

nie zatrzymywać chodzić nie zatrzymywać chodzić nie zatrzymy

i czasami brak już tchu ale nie można otwierać ust

bo trujący wiatr tylko na to czeka

nie zatrzymywać chodzić nie zatrzymywać chodzić

białe mundury ciągle każą chodzić nie dotykać

nie wiedzą nie wiedzą białe mundury nie widziały

 

6 listopada

zawsze trzeba się modlić modlitwa jest miła Panu

modlitwy nigdy nie jest za dużo nigdy

inny – ja często się modlę z mamą z tatusiem

w innym – moim – mnie   innym – kiedyś

inny – ktoś – mama i inny – ktoś – tatuś zawsze się modlimy

rano kiedy wciąż jestem rozszczepiony i nie można otworzyć oczu

w pierwszej ławce świątyni głośno najgłośniej najszybciej

by zagłuszyć tych z drugiej ławki tych o złocistej skórze

tak złocistej jak skórka chleba który zbyt długo leżał w piecu

ale my śpiewamy głośniej niż te brudasy o wiele głośniej

jesteśmy lepsi i bardziej kochamy Pana my o skórze surowego chleba

przy stole wąchając słodkawy zapach papryki i stygnącej herbaty

wieczorem kiwając się na łóżku inny – ktoś – mama często bije po twarzy

nie zasypiaj! krzyczy inny – ktoś – mama nie wolno zasypiać w modlitwie

czy chcesz obrazić naszego Pana i mocno bije po twarzy raz drugi trzeci

a może to inna – moja – twarz nie ta którą mam teraz

ciągle za mało się modlisz moja inna – moja – twarzo ciągle za mało

trzeba cię ukarać trzeba cię ukarać

moja inny – ktoś ­– mama ciągnie mnie za włosy i drapie pazurami

och jak drapie trzeba cię ukarać kara jest miła Panu

inna – moja – mamo tylko nie strych!

tylko nie tam gdzie pęcznieje wielki kłębek mroku który wyżera myśli

który lodowatymi szczypcami wgryza się w mózg

moja – inna – mamo czarnoskrzydła mamo

ciągle za mało się modlisz chcesz obrazić Pana

kara jest miła Panu trzeba cię ukarać trzeba cię ukarać

 

8 listopada

o najświętsze palce Srebrnowłosej które do niczego już nie służą

są jak wykrzywione gałązki jak połamane patyczki sękate konary

o najsrebrniejsze palce

 

10 listopada

od stu lat bezszelestnie snuję jedwabną nić modlitwy

otwórzmy Wielką Księgę Przeznaczenia zajrzyjmy do niej

sprawdźmy komu przyjdzie umrzeć jutro komu przyjdzie

Srebrnowłosa jest boginią ona wie widziała STERTY CIAŁ

oblewanych benzyną widziała jak wsadzają im do gardła

pięści by nie mogli krzyczeć od tysiąca lat bezgłośnie tkam nieme

zaklęcia zamilknij oszalały wietrze czego chcesz jeszcze

Srebrnowłosa jest boginią widziała niejedno cmentarzysko

a może postawić kostki domina które przewróciliśmy niechcący

otwórzmy wielką księgę przeznaczenia gdzie zapisano losy świata

nadzieja – skreślone   miłość –skreślone   wolność – skreślone

zatrzymaj się oszalały wietrze zatrzymaj się na chwilę

wszystko rozbijemy w puch wszystko rozbiliśmy w puch

od milionów lat na nowo wymyślam słowa modlitw

by zapisać je w wielkiej księdze przeznaczenia

próbujemy śpiewać mając zamknięte serca czy tak

Srebrnowłosa jest boginią sterty płonących ciał

a niektóre żyły jeszcze

stój lodowaty wietrze czyż nie widzisz naszych starań

wielka księga przeznaczenia nie istnieje

strach – podkreślone   wojna – z wykrzyknikiem

cierpienie – ach znane od wieków

spalmy wielką księgę i napiszmy nową

małą postawmy kostki domina zaśpiewajmy

ale nie dolewajmy już benzyny nie dolewajmy jej

Srebrnowłosa Srebrnowłosa Bogini

co mamy napisać w małej księdze przeznaczenia

 

13 listopada

popełniłem zbrodnię numer jeden jestem nie-sam

nikomu nie wolno być nie-sam nikomu i nigdzie

zasłużyłem na karę wiem o tym kara jest miła Panu

moja zbrodnia to ćma która ciągle trzepocze skrzydełkami

zrywa się do lotu trzepocze zawzięcie obija się o szybę i pada bez sił

nie potrafi już latać oduczyła się tego odtąd będzie chodzić

Srebrnowłosa prosi bym ją wypuścił ale nie mogę

nauczę ją modlitw by nie obrazić Pana

razem będziemy się modlić i będę pilnował by nie zasypiała w modlitwie

przypomina mi Srebrnowłosą bo ma srebrne skrzydełka

które do niczego nie służą z nich także sypią się kryształki srebra

może są siostrami

 

14 listopada

to nieprawda że znaleźli moje myśli

ONI KŁAMIĄ! zawsze kłamią białe mundury zawsze kłamią

biel ich mundurów kłamie

nikt nie wie gdzie je ukryłem

 

18 listopada

Beznosy jest przeklęty nie może wąchać może za mało się modli

może zasypiał w modlitwie i Pan zabrał mu nos by nie mógł wąchać

zamiast nosa ma zaklejony gałgan nasiąknięty ropą

który okropnie śmierdzi ale Beznosy tego nie czuje

czasami gdy go mocno swędzi albo dla zabawy

odrywa go i wtedy ukazuje się głęboka dziura pulsująca rana

pełna białych wijących się robaków z której sączy się jad

Beznosy jest przeklęty nie może wąchać

ale dzięki temu zawsze jest wybierany królem

królem złotego gówna i w koronie z papieru toaletowego

może czyścić kible jest z tego bardzo dumny

robił chyba coś gorszego niż tylko zasypianie w modlitwie

bo nie ma również zębów jest Beznosym i Bezzębym

ja nie boję się go bo on nigdy nie zgrzyta

 

23 listopada

nie ma już niedziel zabrał je oszalały wiatr

porwał je wdarł się przez niedomknięte okno

i porwał wszystkie niedziele do końca świata

nie została ani jedna nawet najmniejsza

ktoś zostawił uchylone okno ktoś kto jest z nim w zmowie

a oszalały wiatr tylko na to czekał

trzeba będzie poprawić wszystkie kalendarze

odtąd soboty będą niedzielami wszystko jedno

po co w ogóle podzieliliśmy czas po co pokroiliśmy go na kawałki

jakby był jakimś surowym ciastem które do woli możemy miętosić

i rozciągać w nieskończoność

a może go to boli może cierpi w milczeniu

albo wprost przeciwnie wrzeszczy z bólu rzuca się i miota

i nie może skonać bo jest nieśmiertelny

skąd wiadomo że tak nie jest lepiej zostawmy go w spokoju

nie krójmy go na godziny i miesiące dosyć tych tortur

chociaż czas zostawmy w spokoju uwolnijmy go

dlaczego wszystko musimy kroić na kawałki

wszystkie kalendarze wyrzućmy do kosza precz z kalendarzami

precz z zegarami niech giną w płomieniach

 

24 listopada

wrócili

błyskając pełnią księżycowatych ślepiów

i znów drapią gubiąc wszędzie łuski rozdrapują wydłubują

ich pazury i zęby są coraz ostrzejsze a głód coraz większy

mlaskają pełnymi ustami swymi szczecinowatymi gęboryjami

i już mnie nie zostawią będą tak mlaskać i kąsać bez końca

aż wszystko rozdrapią aż wszystko wyliżą

bo oni są silni a silni zawsze zjadają słabych

 

26 listopada

przejrzałem ich zamiary wszyscy są w zmowie

każą patrzeć na wybuchające obrazy które zmieniają się tak szybko

że nie potrafię ich zapamiętać oślepiają mnie nimi

to strasznie boli ból tak znajomy

ale wiem po co to robią chcą bym oddał im swe myśli

myśli innego – mnie o którym nic nie wiedzą

wydaje im się że niczego się nie domyślam ale są głupcami

zamykam mocno oczy i jestem bezpieczny

wybuchające obrazy są nieme bo białe mundury

nie znoszą hałasu siedzę z zamkniętymi oczami w narastającej ciszy

której ciągle przybywa  która podnosi się jak woda w zlewie

ta cisza chętnie by mnie zatopiła ale wystarczy zaszurać nogami

albo klasnąć w dłonie a znika bez śladu

ale tylko na chwilę zawsze wraca bo obrazy są nieme

a białe mundury nie znoszą hałasu

 

28 listopada

ciągle za mało się modlisz moja ćmo ciągle za mało

czy chcesz obrazić Pana modlitwy nigdy za wiele

czy mam cię uderzyć w twoją ćmią twarz

czy muszę ciągnąć za ćmie włosy tego chcesz

nie wystarczy ci że nie potrafisz już latać

jak śmiesz zasypiać w modlitwie ty wstrętna leniwa ćmo

trzeba cię ukarać trzeba cię ukarać kara jest miła Panu

a może wolisz iść do Karła i ssać jego pioruna

tego byś chciała poczuć jego gorycz

chciałabyś poczuć rosnący w gardle gąbczasty kłębek mroku

nie zasypiaj w modlitwie! nie wolno zasypiać w modlitwie

co będzie jeśli rozgniewasz Pana a jeśli i On nosi piorun

 

30 listopada

zabrali Srebrnowłosą

nocą kiedy nie można patrzeć nikt nie wie dokąd

zostało puste krzesło na którym siadała

przy oknie z nosem przyklejonym do szyby

z wypalonymi oczami z powykręcanymi od wilgoci palcami

które nie służyły już do niczego

ani do czesania włosów ani do zbierania liści

ani do trzymania gąbki mogły tylko ściskać moją dłoń

ale i to niezbyt dokładnie bo żaden z jej palców

nie prostował się nie miał już na to dość siły

wszystko co potrafiły to tylko boleć

dlatego trzymała mnie za rękę ściskając w środku swoje palce

wykręcone od wilgoci

a teraz nigdy już tam nie usiądzie nigdy nie weźmie za rękę

na oparciu pozostały błyszczące kryształki srebra z jej włosów

zbiorę je wszystkie i schowam tam gdzie ukryłem swoje myśli

by nikt ich nie odnalazł

zabrali ją nocą kiedy była rozszczepiona

Srebrnowłosą srebrnopalcą srebrnopowieką

bo powieki też miała srebrne

nocą kiedy nago pływała w krzyku z czarnoskrzydłymi ćmami

przyszli i zabrali ją i nigdy już nie osłoni przed oszalałym wiatrem

już jej nie zwrócą nie oddadzą

nikt nie wraca

nikt już nie wraca

 

9 grudnia

co to za hałas co tak tętni i dudni czy to kule karabinowego deszczu

czy to ty oszalały wietrze czego chcesz jeszcze

jeszcze ci mało jesteś przerażający w swym nienasyceniu

a może i ty jesteś z nimi w zmowie na ich usługach

tętnisz i dudnisz tylko wtedy kiedy ci każą

czy to prawda jeśli tak to jesteś równie żałosny jak oni

równie śmieszny odejdź stąd nie potrzebuję ciebie

ty także nie wiesz dokąd zabrali Srebrnowłosą

albo wiesz ale zabronili ci mówić żałosny śmieszny wietrze

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz