Rewolucji nie będzie, chyba nigdy nie było – recenzja komiksu „Fight Club 2”

O tym, jak odbieram „Fight Club 2”, pisałem już przy okazji recenzji kolejnych zeszytów. Mówiąc w skrócie: nadzieja stopniowo ustępowała przekonaniu, że nic z tego nie będzie. Dlatego też zaskoczyło mnie, że wydawnictwo zdecydowało się wysłać mi tom zbiorczy. Znaczyło to, że albo nie czytali moich tekstów, albo mimo wszystko zdecydowali się doprowadzić do końca coś, do czego się zobowiązali. Chociaż jestem dosyć niską figurą, żywię nadzieję, że prawdziwe jest to drugie. Dlatego tym bardziej szanuję wydawnictwo Niebieska Studnia – jakby samo wydawanie Chucka Palahniuka czy Huberta Selby’ego było niewystarczającym powodem.

FC2_int

O klasie wydawcy świadczy to, jak komiks jest… wydany: twarda oprawa, papier doskonałej jakości. Dobrze prezentują się na nim nie tylko rysunki Camerona Stewarta, ale również kolory Dave’a Stewarta. Praca obydwu Stewartów – żadna rodzina – jest zresztą najjaśniejszym punktem tego komiksu. Rysunki są bardzo różnorodne, od szczegółowych przez satyryczne po przedstawiające jedynie postacie na jednobarwnym tle. W obydwu odsłonach (Cameron) Stewart wypada świetnie. Kolory zaś doskonale oddają nastrój poszczególnych scen. W przypadku nudy codziennego życia mamy szarość, natomiast wybuchom towarzyszy żywa czerwień, i tak dalej.

Z tym większym smutkiem muszę napisać o treści.

W moim odczuciu komiks wydaje się jedynie okazją do szybkiego zarobku dla Palahniuka. Sam fakt, że od razu napisał wszystkie części – potem je przerabiał, żeby bardziej pasowały do stylu rysownika, chociaż trudno stwierdzić, czy zmieniał cokolwiek w fabule – świadczy tak naprawdę o lenistwie autora. Chodzi mi zwłaszcza o końcówkę, która sprawia wrażenie pisanej na szybko, tuż przed deadlinem. Ponieważ komiks ukazywał się zeszytami, autor miał sporo czasu, żeby ją zmienić, ale zamiast tego zadowolił się tym, co miał, przez co finał historii jest ogromnym rozczarowaniem. Cały komiks też należy jako takie zaklasyfikować, między innymi z racji częstych skrótów myślowych i zaskakująco słabych dialogów. Podczas niektórych rozmów bohaterowie wydają się mówić o dwóch zupełnie innych rzeczach.

FC2_p1

Rozumiem przywiązanie do głównego bohatera, wszak Tyler Durden był bohaterem kontrkultury – chociaż nie wiemy, ile w tym zasługi Brada Pitta. To wszystko jest jednak bardzo smutne, bo wygląda trochę tak, jakby Palahniuk nie mógł zostawić za sobą przeszłości. Świat poszedł do przodu, rewolucja się nie udała, a „Fight Club” sam w sobie inspiruje przede wszystkim nazistów . Krytycyzm, z jakim spotyka się autor – adresatami jego pisarstwa są przede wszystkim studenci dopiero co zagłębiający się w filozofię i twórczość nihilistycznych autorów – wydaje się jak najbardziej uzasadniony, gdy czyta się takie perełki jak: „trenerzy sportowi noszą piętno potencjalnych pedałów” czy „ganek nie jest ani w domu, ani na dworze”.

Co więcej, mamy uwierzyć, że Tyler rzekomo jest z Sebastianem od zawsze, ba, ma nawet swoje miejsce w historii świata? Mnie to nie przekonuje. Bardzo fajną rzeczą są natomiast nawiązania do oryginału. Na przykład: kiedy Marla ma pobić Sebastiana, za pierwszym razem trafia go w ucho, podobnie jak Sebastian Tylera podczas pierwszej bójki na parkingu. Części szósta i siódma, czyli środek komiksu, są najlepsze, najbardziej obiecujące. Tu Palahniuk błyszczy nie tylko formą pisarską, ale też zrozumieniem komiksu jako gatunku literackiego. Później niestety jest gorzej, a sama końcówka zdenerwowała mnie na tyle, że musiałem wyjść na spacer. A mieszkam na trzecim piętrze, bez windy.

FC2_p2

„Fight Club” widziałem jakieś dwadzieścia razy. Żeby było śmieszniej, było to w liceum i… właśnie na studiach. Byłem zatem w dobrym wieku, by wchłonąć Palahniuka. Potem jednak poczytałem inne rzeczy i cóż, już nie wydawał się tak świetnym autorem jak wcześniej. Może dlatego, że rewolucja mnie ominęła, kontynuacja jednej z moich ulubionych książek po prostu nie może budzić we mnie takich emocji? A może recepta autora na to nieuniknione rozczarowanie życiem okazała się kolejnym rozczarowaniem?

PS. Magnum opus Ayn Rand nosiło tytuł „Atlas zbuntowany”, nie „Atlas zbuntowanych”. Przepraszam, musiałem.

Łukasz Muniowski

Polecamy wcześniejsze recenzje Łukasza:

Kontynuacja skończonego dzieła – recenzja komiksu „Fight Club 2” (Zeszyty 1-3)

Dokąd to wszystko prowadzi? – recenzja komiksu Fight Club 2 (zeszyty 4 – 5)

Tytuł oryginału: Fight Club 2
Scenariusz: Chuck Palahniuk
Rysunki: Cameron Stewart
Przekład: Elżbieta Gałązka-Salamon, Bruno Jasieński, Klaudia Stępień
Rok wydania: 2016
Wydawca: Niebieska Studnia

About the author
Łukasz Muniowski
Szef działu recenzji książkowych. Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów naukowych o koszykówce, grach video, serialach, gentryfikacji i literaturze. Ma trzy psy. Chciałby mieć świnię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *