Rewolucja przemysłowa a los jednostki – recenzja komiksu „Dzień targowy”

Do moich ulubionych zabobonów należy posiadanie obrazu przedstawiającego Żyda liczącego pieniądze. Powieszony w domu miał przynosić dobrobyt jego mieszkańcom. W komiksie Jamesa Sturma próżno szukać tak „uwielbianych” przez antysemitów zaradnych Żydów, stale powiększających swoje bogactwo. Jeśli któryś z nich liczy tu pieniądze, to jedynie po to by sprawdzić czy jeszcze cokolwiek mu zostało.

okladka-200

Najbardziej uderzający w komiksie Sturma jest rytm z jakim następują po sobie kolejne kadry. Nie ma tu melodii – jest jedynie tempo wyznaczane przez kroki głównego bohatera, wędrującego przez komiks ze zwieszoną głową. „Dzień targowy” przedstawia jeden dzień z życia Mendlemana. Tkający dywany mężczyzna zostawia w domu będącą w zaawansowanej ciąży żonę i pełen obaw wyrusza na targ. Jak się okazuje, obaw uzasadnionych, ponieważ ma ogromne problemy ze sprzedażą swojego asortymentu.

skan1-640
Problem Mendlemana polega na tym, że urodził się jakby na skraju epok i ciężko mu przyjąć, że już nie szuka się artystów, a jedynie rzemieślników. Na jego oczach dokonuje się rewolucyjne przejście do produkcji masowej, on sam zaś może się jedynie przyglądać. Autor zresztą kilkakrotnie podkreśla obserwatorską naturę bohatera. Precyzyjnie tkając swoje dywany, Mendleman pragnie by ludzie odnajdywali w nich sytuacje z życia, by znaczyły dla nich równie wiele co dla niego. Stając przed wyborem: fuszerka lub rezygnacja, Mendleman jest skłonny wybrać to drugie. Tkanie to dla niego największa radość, największym koszmarem jest zaś sprzedaż efektów jego pracy.

skan3-640
Łatwo odczytać w tym analogię do twórców/rysowników komiksowych, poświęcających czas na doskonalenie warsztatu, który jeśli już zostanie doceniony, to jedynie przez nielicznych, zapewne takich samych pasjonatów jak oni sami. Zaadresowanie dedykacji do „kolegów po fachu” można rozumieć w dwójnasób: jako skargę na ciężki los artysty lub jako dodanie otuchy. Osobiście jestem skłonny wierzyć w to drugie. Pomimo ciemności i smutku, ten niemal sączący się komiks powinien być pocieszeniem dla artystów w chwilach zwątpienia. Dla nich, podobnie jak dla Mendlemana jest nadzieja. Pytanie tylko: jaka?

Łukasz Muniowski

Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
Tytuł oryginału: Market Day (2010)
Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg
Data wydania: kwiecień 2015
Ilość stron: 96
ISBN: 978-83-64638-11-4

About the author
Łukasz Muniowski
Szef działu recenzji książkowych. Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów naukowych o koszykówce, grach video, serialach, gentryfikacji i literaturze. Ma trzy psy. Chciałby mieć świnię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *