Recenzja komiksu „Grzech pierworodny”

0

Spójny – tak jednym słowem można scharakteryzować ten komiks. W przeciwieństwie do innych, kilkutomowych i w swoim założeniu epickich fabuł Marvela, jak chociażby „Nieskończoność”, której całość można było uzyskać, jedynie zbierając fragmenty rozrzucone po różnych tomach, „Grzech pierworodny” to komiks kompletny. W osobnych wydawnictwach pojawią się wątki poboczne, niepotrzebne do zrozumienia (i docenienia) całości, acz stosownie ją wzbogacające.

Grzechpierworodny1

Watcherzy to pradawna rasa, zajmująca się, jak sama nazwa wskazuje, obserwowaniem. Kiedyś – pytanie za sto punktów: jak ich wtedy nazywano? – te wszechwiedzące stworzenia chciały pomagać innym planetom. Gdy najbliższa zaimplementowała przedstawione przez Watcherów rozwiązania, początkowo wydawało się, że powstała utopia i wkrótce cały świat będzie żył w pokoju i dobrobycie. Mieliśmy zatem coś na zasadzie chilijskiego cudu, ale… w komosie. I tak jak chilijski cud, wkrótce udoskonalenia Watcherów doprowadziły do nieszczęścia.

originalsin1_p1

W przeciwieństwie do Miltona Friedmana i jego przyjaciół z Chicago Watcherzy nie skupili się na kilku dobrych latach, lecz na efekcie finalnym, i zamiast przenosić konsekwentnie swój model na inne planety, zdecydowali się zaprzestać jakichkolwiek interwencji. Stali się w ten sposób rasą zbliżoną do Boga w rozumieniu deistów, a zatem takiego, który stworzył świat, a teraz się nie wtrąca. Uatu, któremu przypadło zadanie obserwowania Ziemi, miewał problemy z dochowaniem przysięgi i czasem interweniował w ziemskich sprawach. Częściej jednak zajmował się tym tajemniczy Niewidoczny, który chronił Ziemię przed obcymi cywilizacjami, ponieważ ją kochał, a nie dla splendoru. O Uatu piszę w czasie przeszłym, gdyż ginie na początku komiksu, przez resztę zaś, razem z trylionem bohaterów z uniwersum Marvela, próbujemy dociec, kto to zrobił i dlaczego.

originalsin1_p2

Pomimo tylu bohaterów i personalnych wątków Aaron nie wpada w pułapkę niedociągnięć i zaniedbań. Obojętnie, czy to Punisher, Antman czy Gamora, każdy z herosów zachowuje swoje wyjątkowe cechy i jest rozpoznawalny. To samo dotyczy rysunków Deodata, w czytelny sposób pokazujących wszystkie postacie. Fabuła jest ciekawa, sama postać Watchera bardzo dobrze wprowadzona, również dzięki dwóm włączonym do tego tomu zeszytom autorstwa Brubakera i Waida. Chociaż komiks kończy się obligatoryjną już w przypadku Marvela jatką, tym razem w kosmosie, finał historii nie rozczarowuje.

Łukasz Muniowski

Tytuł oryginału: Original Sin
Scenariusz: Ed Brubaker, Mark Waid, Jason Aaron
Rysunki: Javier Pulido, Jim Cheung, Paco Medina, Mike Deodato
Przekład: Tomasz Sidorkiewicz
Rok wydania: 2017
Wydawca: Egmont

Podziel się

O autorze

Łukasz Muniowski

Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów i prezentacji naukowych o literaturze, sporcie i grach video. Pisze również dla WhatCulture i Hong Kong Review of Books. Scenarzysta komiksowy. Opiekun psów.

Odpowiedz