Recenzja komiksu „Cromwell Stone”

Komiks legenda powraca. Niedostępny od kilku lat „Cromwell Stone” Andreasa (wł. Andreas Martens) na aukcjach internetowych bił kolejne rekordy, wydawcę zaś zasypywano prośbami o wznowienie. Wreszcie, po dziewięciu latach od pierwszego wydania, komiks znów pojawił się w regularnej sprzedaży. Fani opowieści obrazkowych, którym nie było dane poznać dzieła niemieckiego twórcy, z pewnością mają duże oczekiwania. Czy lektura komiksu rzeczywiście im sprosta?

CromwellStone_w2

 

Wraz z pojawieniem się Wydawnictwa Sideca Andreas powrócił na polski rynek. Kontynuacja „Koziorożca” (zapoczątkowanego przez nieistniejące już Wydawnictwo Manzoku), integral „Rorka” czy zapowiedzi kolejnych komiksów artysty to dopiero początek. Egmont także nie rezygnuje z głośnego nazwiska, publikując pozycje, które nigdy po polsku się nie ukazały („Coutoo”), oraz przypominając stare klasyki. Tomasz Kołodziejczak, redaktor naczelny Klubu Świata Komiksu, odpowiedzialny za komiksy w Wydawnictwie Egmont, na sugestię jednego z wydawców, że możemy mieć do czynienia z przesytem Andreasa na rynku, odpowiedział jedynie przekornie: „A jest [go] za dużo?”. Wielbiciele skomplikowanych, wymagających fabuł powinni być z takiej postawy zadowoleni.

Tytuł wznowionego komiksu Andreasa to imię i nazwisko głównego bohatera. Album zawiera trzy zeszyty prezentujące kolejno losy trzech postaci. Punktem spajającym wszystkie historie jest tajemniczy przedmiot, którego posiadanie – mimo że sprowadza on na właściciela niezwykłe powodzenie – okazuje się śmiertelnie niebezpieczne. Czym jest dziwny twór i jakie jest jego pochodzenie? Cromwell Stone będzie musiał stawić czoła niebezpieczeństwu i odnaleźć odpowiedzi na te pytania.
Pierwszym i najpowszechniejszym skojarzeniem, jakie nasuwa się podczas lektury albumu, jest proza Howarda Phillipsa Lovecrafta. Nie bez powodu – umiejscowienie akcji na początku XX wieku, konstrukcja bohaterów, pradawne bóstwa i wizje postaci na pograniczu obłędu mogą przywieść na myśl tylko jedno nazwisko, mistrza grozy z Providence. Andreas po raz kolejny udowadnia, że jest scenarzystą niezwykle uzdolnionym, doskonale konstruującym swe fabuły, dbającym o każdy detal i po mistrzowsku wprowadzającym nastrój grozy i szaleństwa.

Na szczególną uwagę zasługują także rysunki Andreasa; w „Cromwell Stone” są plansze, których wprost nie da się opisać – trzeba je zobaczyć na własne oczy. Dla niemieckiego artysty ważny jest każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. Andreas nie pozwala sobie na żaden kompromis: ani w ogromnych splash page’ach, wycyzelowanych do granic możliwości, ani w mniejszych kadrach. Szczególnie przedstawienie mimiki bohaterów sprawia, że w komiksie tak trudnym pod względem fabularnym nie ma żadnych zbędnych słów. Groza, obłęd, strach czy zaskoczenie bohaterów jest obecne w wyrazie ich twarzy, w spojrzeniu. Czytelnik nie potrzebuje dodatkowych wskazówek co do stanu wewnętrznego postaci.

„Cromwell Stone” to jeden z tych tytułów, które z całą pewnością można zaliczyć do kanonu gatunku. Nie tylko dzięki niesamowitej opowieści Andreasa czy rysunkom, ale przede wszystkim ze względu na modelowy wręcz sposób konstruowania fabuły, wprowadzania nastroju grozy do komiksu czy ukazania całego kalejdoskopu uczuć targających bohaterami i ich wnętrza z użyciem minimalnej liczby słów.

 

Cromwell Stone

Scenariusz: Andreas
Rysunki: Andreas
Wydanie: II
Data wydania: kwiecień 2016
Seria: Plansze Europy
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Stron: 144
Cena: 75,00 zł
Wydawnictwo: Egmont

About the author
Karol Sus
Rocznik ‘88. Absolwent Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego w Olsztynie. Wychowany na micie amerykańskiego snu. Wciąż jeszcze wierzy, że chcieć – to móc. Wolnościowiec. Kinomaniak, meloman, mól książkowy. Namiętnie czyta komiksy. Szczęśliwy mąż i ojciec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *