Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944–2014 – Marcin Napiórkowski

powstanie-umarlych-historia-pamieci-1944-2014-b-iext41851808Napiórkowski mocny cios wyprowadza już na początku książki: „Współczesne odczytania powstania nawiązują w mniejszym stopniu do tego, co działo się w roku 1944, w znacznie większym stopniu zaś do skomplikowanej historii pamięci” (s. 7). A potem jest tylko ciekawiej i lepiej. „Powstanie umarłych” to książka ważna, po której można obiecywać sobie wiele bez strachu przed rozczarowaniem.

W bardzo dużym skrócie wygląda to tak, że do obecnej mody na powstanie warszawskie – ostatnio wypieranej przez kult żołnierzy wyklętych – przyczyniło się kilka czynników. z których wyróżnić można trzy kluczowe: nowa kultura pamięci, represje wobec dawnych powstańców i rozczarowanie transformacją. Pierwszy czynnik jest stricte kulturowy, dwa kolejne bardziej historyczne, dlatego pozwolę sobie zacząć od nowej kultury pamięci. Doskonałym przykładem tejże jest Muzeum Powstania Warszawskiego. Napiórkowski dokonuje podziału na muzea starego i nowego typu. Muzea tradycyjne opierają się na tym, co widzi zwiedzający – przechodząc korytarzami, przygląda się kolejnym eksponatom z dawnych czasów. Muzeum PW, zgodnie z intencją organizatorów, zorganizowane jest w sposób dający odczuć ducha tamtych dni, a zatem rzeczy autentyczne mieszają się w nim z rekonstrukcjami. Do objaśniania eksponatów nie jest potrzebny przewodnik – one mówią same za siebie. Przykładowo: kanał, którym mają okazję przejść się zwiedzający, nie jest autentycznym kanałem, lecz „takim jak” podczas powstania. Chodzi o klimat, pewne uczucia, które wizyta ma wywołać w zwiedzającym. W ten sposób odchodzi się od prawdy namacalnej, zawartej w przedmiotach, dając prym prawdzie wyciągniętej z relacji uczestników, lecz także prawdzie, jaką samemu chce się zaprezentować. Inaczej mówiąc, muzeum tego typu pozwala organizatorowi na pewną manipulację. Ogromny sukces Muzeum PW polega przede wszystkim na tym, jak doskonale sugestywnie jest zaprojektowane. Inspiruje do tego stopnia, że młodzi ludzie bez mrugnięcia okiem są gotowi przyznać, że w tamtych czasach, stojąc przed takim samym wyborem jak młodzi warszawiacy, oni też stanęliby do walki. Na potwierdzenie tych słów zakładają patriotyczne koszulki, odpalają race na rocznicach czy śpiewają piosenki powstańcze. Nowa kultura pamięci opiera się przede wszystkim na postpamięci, a zatem na pamiętaniu tego, co zaszło przed naszymi narodzinami, jakby to dotknęło nas samych.

Skąd taka potrzeba pamięci i chęć walki w ludziach, którzy nie muszą stawiać czoła tak wielkim wyzwaniom? Według autora ma ona dużo wspólnego z rozczarowaniem transformacją. W wypadku tak wielkiej zmiany, jaka zaszła w Polsce po 1989 roku, ludzie sprawiali wrażenie zagubionych. Chęć odcięcia od historii była na tyle mocna, że nawet 50. rocznica powstania nie została potraktowana z należytym szacunkiem. Oto wreszcie można było otwarcie uczcić pamięć bohaterów, bez narażania się na represje ze strony władz, a mimo tego nie skorzystano z okazji. Wszyscy byli zbyt zajęci doganianiem Zachodu. Socjalistyczne – o ile w przypadku PRL o prawdziwym socjalizmie może być mowa – „my” zastąpiło kapitalistyczne „ja”. Postawieni przed okazją, obywatele tkwili jeszcze w poprzedniej epoce, mentalnie nadal pod wpływem toposu Pochodu, który wyjaśnię za chwilę. Kiedy postęp, na jaki liczyli obywatele, nie dokonał się lub zawiódł ich oczekiwania, zwrócili się do tego, co nadawało sens życiu ich przodków – do historii. W ten sposób Pochód przeszedł w Kondukt.

By zaprezentować zmianę w postrzeganiu powstania, Napiórkowski dokonuje rozgraniczenia między Pochodem i Konduktem. Pochód porusza się naprzód, jego miarą jest natomiast postęp – jeśli coś przyczynia się do postępu, odczytywane jest jako pozytywne. Przeciwieństwem Pochodu jest Kondukt, który również porusza się naprzód, ale koncentruje na przeszłości. To ona inspiruje, ją musimy niejako przepracować, by móc iść do przodu. Napędem Pochodu jest rewolucja; według Konduktu odcinanie się i zapominanie nie jest możliwe. Przez to pamięć o powstaniu nie jest już tylko pamięcią o samym wydarzeniu, którą można manifestować jedynie podczas oficjalnych uroczystości. Według Konduktu przeszłość jest elementem teraźniejszości, nawet codzienności. Mieszkańcy Warszawy obcują z nią codziennie, ilekroć wychodzą z domu. Co więcej, idea powstania nie jest ograniczona do wspomnianych 63 dni na przełomie lata i jesieni 1944 roku. Pamiętając powstanie, należy pamiętać również to, co było po nim, czyli represje, jakich doświadczyli członkowie AK, oraz funkcję jednoczącą, jaką pełniło powstanie w oczach wrogów panującego w Polsce reżimu. Według Konduktu pamiętanie powstania to także pamiętanie o przedwojennej Warszawie i micie II Rzeczpospolitej.

Idąc tym tropem, Warszawa w istocie może się jawić jako miasto zombie. Ponieważ ofiary powstania nie zostały dostatecznie upamiętnione, gdy był na to odpowiedni czas, powracają i prawdopodobnie będą do nas powracać, wciąż upominając się o należny im hołd. Najbardziej przerażające w „Powstaniu umarłych” jest przekonanie, z jakim autor głosi tę tezę. Stopniowo, pod wpływem kolejnych argumentów, czytelnik zaczyna coraz bardziej w nią wierzyć. Spacer po Warszawie nie jest spacerem tylko po jej teraźniejszym wydaniu. Mury, chociaż już nie te same co podczas wojny, nadal domagają się powtarzania tych samych historii, odtwarzania ich z każdym krokiem. Odpowiedzialność spoczywająca na każdym przemierzającym miasto jest ogromna, przed swoimi oczami i pod swoimi nogami ma ona/on bowiem miasto, którego żałoba nie została jeszcze – a bardzo możliwe, że nigdy nie zostanie – ukojona. I to jest w tym wszystkim najstraszniejsze.

Łukasz Muniowski

Tytuł: Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944–2014
Autor: Marcin Napiórkowski
Liczba stron: 471
Wydawca: Wydawnictwo Krytyki Politycznej

About the author
Łukasz Muniowski
Doktor nauk humanistycznych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *