Powrót do Valdemaru, czyli „Kroniki Kolegium. Początek” Mercedes Lackey

0

601188-352x500Young adult nie jest oryginalnym zjawiskiem w kulturze literackiej. Zanim XXI wiek uznał „młodych dorosłych” za wartą eksploatacji grupę konsumpcyjną, istniała już długa tradycja literatury młodzieżowej. W tym szczególny fenomen literatury fantastycznej skierowanej do nastolatek, określanej zwykle pogardliwie jako „literatura menstruacyjna”. Tego rodzaju powieści skupiały się na dorastaniu, odkrywaniu swojej tożsamości i miejsca w życiu, głównie poprzez budowanie relacji z innymi ludźmi. W tym nurcie pisały chociażby Andre Norton, Patricia A. McKillip i przede wszystkim Mercedes Lackey. W okresie od późnych lat sześćdziesiątych do końca lat osiemdziesiątych wspomniane autorki – a także cały szereg innych – stworzyły wiele interesujących, przełomowych, a czasem wprost wywrotowych powieści. Zdobyły uznanie i wiele nagród, po czym – jak każdy kobiecy wytwór kultury – zostały zapomniane, zdeprecjonowane i ograniczone do przypisów na marginesie. Wiele rzeczy, które współcześnie uchodzą za niezwykle oryginalne podejścia czy rozwiązania, pojawiło się wcześniej właśnie w powieściach z tego nurtu. Young adult w zasadzie odkryło na nowo istniejące już wtedy motywy. Jednocześnie niezwykle ciekawie jest porównać, na czym skupiało się dorastanie wtedy i teraz i jaki wpływ na rozwój tego gatunku miała postępująca komercjalizacja. Wątek nastoletniego wybawcy przeszedł bowiem liczne zmiany, chociażby w odniesieniu do tego, jak definiuje się zło, któremu przeciwstawia się bohater literatury młodzieżowej. Współcześni wybrańcy obalają rządy oparte na społecznej niesprawiedliwości. Dawniej ich walka miała o wiele bardziej personalny charakter, a opresja, z którą się borykali, nie była definiowana jako systemowa, lecz jako ich osobiste doświadczenie wynikłe ze splotu okoliczności. Przejście od Talii do Katniss, od Strzału królowej do Igrzysk śmierci, może być postrzegane jako ciągła ewolucja gatunku. Nie sądzę jednak, aby było to tak proste, tym bardziej że powieści z nurtu „literatury menstruacyjnej” i współczesne young adult nie wykluczały się wzajemne. Dużo ciekawsze jest traktowanie ich jako lektur uzupełniających. Nie sądzę też, aby można było w pełni ocenić wszystkie wady i zalety współczesnych powieści, nie wiedząc, co je poprzedzało.

Twórczość Mercedes Lackey to absolutna klasyka fantasy i to bez względu na fakt, że wszystkie swoje książki autorka pisze na jedno kopyto. Przepis na powieść według Lackey jest bardzo prosty:

  • weź skrzywdzone dziecko po traumatycznych przejściach, społecznego wyrzutka lub wyrostka dyskryminowanego ze względu na płeć i/lub orientację seksualną;
  • daj mu Towarzysza;
  • poświęć znaczną część powieści na opisy tego, jak nasz bohater/ka odnajduje się w przyjaznym środowisku Przystani, odkrywa swoją wewnętrzną siłę i wartość oraz nawiązuje przyjaźnie, odcina się od toksycznych relacji i ratuje królestwo przed intrygą, której nikt inny nie był w stanie w porę rozpoznać, chociaż Przystań pełna jest kompetentnych ludzi wyszkolonych do walki w obronie Valdemaru.

O talencie Lackey świadczy to, że jest w stanie napisać kilkadziesiąt powieści, posługując się dokładnie tym samym schematem, i wciąż nie znudzić się czytelnikom. Powracać do Valdemaru to jak wracać do domu, odnajdywać na wpół zapomniane wspomnienie z dzieciństwa, to poczuć się u siebie. To eskapizm w czystej postaci, ofiarowany tym, którzy potrzebują go najbardziej. Te powieści mają sprawić, że poczujemy się lepiej ze sobą. I są bardzo mądre w tym, jak to robią.

Tom pierwszy Kronik Kolegium doskonale wpisuje się w ten schemat. Główny bohater to Mags, nastoletni niewolnik z kopalni, którego życie to pasmo ciężkiej pracy, walki o przetrwanie i nieustannego strachu. Jego egzystencja jest nędzna, pełna bólu, upokorzeń i ryzyka. Jeśli strop kopalni nie zwali mu się na głowę, może zginąć z kaprysu okrutnego pana lub umrzeć z głodu, jeśli nie wydobędzie dostatecznej ilości drogocennych kamieni, by zarobić na chleb. Wydawać by się mogło, że Magsa nie czeka już nic dobrego, kiedy w kopalni pojawia się Herold Valdemaru…

screenshot_02

Można sobie wyobrazić, jak wygląda dalsza część powieści. Fabuła ma wymiar niemalże pretekstowy, akcja przebiega bardzo powoli i skupia się na tym, jak Mags odnajduje się w zupełnie nowym świecie. Mamy wiele opisów, bardzo mało dialogów i rozpamiętywanie różnych aspektów traumatycznych doświadczeń głównego bohatera. Tego rodzaju powieści opierają się na osobowościach postaci raczej niż na wydarzeniach, bo nawet te mają znaczenie tylko dzięki temu, jakie wrażenie wywierają na Magsie, czego go uczą o sobie i o innych.

Powieść ma liczne wady i zalety, które w sumie składają się na interesującą lekturę. Kroniki Kolegium. Początek ma wiele do zaoferowania czytelniczkom i widać, że w tym tomie Lackey przemyślała uważanie, co właściwie zamierza napisać. Do zalet powieści zalicza się to, że Mags ma czas i środki na poradzenie sobie ze swoją traumą. Nic z jego doświadczeń nie zostaje pominięte. Chociaż więź z Towarzyszem i dar myślomowy zapewniają mu szybką socjalizację, nie zastępują psychicznego procesu dochodzenia do siebie. Wiedzieć, że jest się potrzebnym i akceptowanym, to nie to samo, co czuć. Ciekawe jest też wykorzystanie myślomowy właśnie (telepatycznej więzi ze swoim Towarzyszem) jako narzędzia do nauki i socjalizacji. Mags z miejsca wie wszystko, co wie jego Towarzysz Dallen, a to oznacza, że uczy się, czym są nóż i widelec, Heroldowie i królestwo Valdemaru. Nie zmienia to jego szoku, gdy wkracza do stolicy i pierwszy raz widzi miasto na własne oczy. Procesy psychiczne zostają w powieści potraktowane poważnie i z należytą uwagą. Jednocześnie jednak zadziwiająco mało dowiadujemy się o innych postaciach. Poznajemy świat z perspektywy głównego bohatera, ale nie tłumaczy to, dlaczego właściwie trudno określić, jaką postacią jest Dallen, ktoś, z kim Mags jest w nieustannym kontakcie. Miałabym poważny problem z nakreśleniem osobowości Towarzysza. Zgodnie jednak ze schematem Lackey poznajemy lepiej Towarzyszy w drugim tomie serii i Kroniki Kolegium nie są wyjątkiem od tej reguły.

Jednym ze szczegółów, który bardzo mi się spodobał, jest subtelne pominięcie bezpośredniej ekspozycji. Mags przechodzi od momentu, gdy nic nie wie o świecie, do tego, gdy wie praktycznie wszystko, co powinien, aby zostać Adeptem, tylko dzięki myślomowie. Mam wrażenie, jakby w ten sposób sama Lackey przekazywała czytelnikom: „Jestem obecna na rynku od pół wieku i kształtowałam fantasy jako gatunek. Nie muszę tłumaczyć, kim są Heroldowie Valdemaru, powinniście to już wiedzieć”.  Jest to dokładnie poczucie własnej wartości, jakim powinna dysponować autorka tego formatu. Nie znaczy to, że Kroniki kolegium. Początek nie stanowi dobrej lektury wprowadzającej do świata Heroldów dla tych, którzy dopiero zapoznają się z twórczością autorki. Mags poznaje świat, w którym żyje, a poza tym trafia do Przystani w momencie, gdy narastają w niej konflikty, które ukształtują świat, jaki znamy z wcześniejszych powieści autorki.

screenshot_04

Seria Kronik Kolegium prezentuje moment powstania Kolegium Heroldów, czyli przejścia od systemu praktyk (Adept znajduje się pod bezpośrednią opieką Herolda), który znamy z trylogii Ostatniego maga Heroldów, do systemu szkolnego, obecnego już w trylogii Strzał królowej. Jak każda zmiana, ta również powoduje konflikty. Heroldowie dyskutują nad wadami i zaletami nowego sytemu kształcenia swoich następców, pojawiają się starcia pomiędzy nimi i liczne intrygi. Z perspektywy wiernego czytelnika Lackey ciekawie jest oglądać początki czegoś, co we wcześniejszych powieściach jej autorstwa stanowiło fundament funkcjonowania Valdemaru. Rodzi się też pytanie, jaka jest właściwie rola Magsa w tym wszystkim?

Jeśli chodzi o wady powieści, Kroniki Kolegium. Początek wyraźnie cierpi na syndrom pierwszego tomu i nawet się z tym nie kryje, co widać po tytule. Pojawią się liczne wątki – konfliktu pomiędzy Heroldami, niesprecyzowanego zagrożenia dla Valdemaru, tajemnica pochodzenia Magsa – ale żaden z nich nie zostaje rozwiązany. Powieść kończy się w tak niezręcznym miejscu, że byłam pewna, iż polskie wydanie zostało rozbite na dwa tomy. Tak jednak nie jest, co sprawia, że trudno uznać powieść za samodzielną. Ma sens jedynie w kontekście całej serii. Jedyna intryga, która zostaje rozwiązana w powieści, jest zasadniczo infantylna. Muszę jednak przyznać, że podoba mi się to mierzenie zagrożenia na siły bohaterów. Mags jest dopiero Adeptem, który rozpoczął szkolenie i nierealne byłoby wymaganie od niego, aby samodzielne ratował królestwo. Zajmuje się więc drobnymi sprawami. To miła odmiana po tych wszystkich tytułach, gdzie nastoletni bohaterowie dźwigają na swoich barkach ciężar ratowania świata.

Większość zarzutów wobec powieści to kwestia polskiego wydania. Tłumaczenie pozostawia wiele do życzenia. Nie odwołuje się do wcześniejszych przekładów, dlatego można się zdziwić, że stolica Valdemaru nie nazywa się już Przystań. Nie proponuje nawet nowego tłumaczenia w miejsce poprzedniego, zostawiając oryginalną angielską nazwę, co jest oznaką lenistwa. Co gorsza, tłumaczenie sukcesywnie pomija wszelkie formy różnicowania wypowiedzi bohaterów. Znaczna część kompleksów Magsa ma swoje źródło w tym, że nie jest on w stanie dorównać lepiej socjalizowanym adeptom, a jego mowa w oryginale rzeczywiście odzwierciedla jego pochodzenie i sprawia, że Mags nie jest w stanie wtopić się w tłum rówieśników. Także wypowiedzi pozostałych bohaterów noszą ślady indywidualizacji. W polskim wydaniu to całkowicie znika, każdy wypowiada się dokładnie w taki sam sposób, w jaki snuta jest narracja, przez co można się zastanawiać, skąd biorą się problemy Magsa. Prócz tego w polskim wydaniu pojawia się kilka zabawnych literówek, co sugeruje, że korekta nie była zbyt uważna. Innymi słowy, seria Kroniki Kolegium stanowi dużo lepszą lekturę w oryginale niż w polskim wydaniu.

Co właściwie sprawia, że powieści Lackey są tak dobre? Nawet bazując na jednym schemacie, powtarzając nieustannie te same klisze i nie zawsze wchodząc na wyżyny warsztatu pisarskiego, Lackey mówi nam bardzo istotne rzeczy o nas samych. Towarzysze i myślomowa to tylko metafora tego, co odkrywamy z całą bolesną stanowczością, wchodząc w okres dojrzewania: nikt z nas nie jest samotną wyspą. Potrzebujemy innych ludzi. Potrzebujemy miłości i akceptacji. Nasza potrzeba bycia kochanymi jest ważna, esencjonalna wręcz, i odczuwamy ją, ponieważ jesteśmy ludźmi. Podstawową zdolnością Heroldów, która czyni ich tymi, kim są, jest empatia, współodczuwanie z innymi, nawiązywanie z nimi więzi. Być Heroldem to spojrzeć na konia i zobaczyć w nim kompana. To starać się nieustannie dążyć do najlepszej możliwej wersji samego siebie i pomagać innym w osiągnięciu tego samego celu. Być Heroldem to łączyć zdolność do samopoświęcenia z dążeniem do samorealizacji. Nie jest to łatwe zadanie i nie każdy zdołałby to osiągnąć, ale Heroldowie istnieją jako pewien ideał tego, czym możemy być.

Nie twierdzę, że masz nigdy nie odczuwać strachu. Ale strach nie może tobą rządzić. Może cię poprowadzić, ale nigdy nie może mieć nad tobą władzy. I nigdy nie możesz pozwolić, aby lęk powstrzymał cię przed czynieniem tego, co słuszne […]. Nie pozwól, by powstrzymał cię strach. Jeśli to robisz, wykonasz dla złych ludzi połowę roboty.

Seria Kroniki Kolegium składa się z pięciu tomów. Mags pojawia się także w trylogii Szpieg Heroldów i już w tym tomie widać, skąd wziął się tytuł. Pozostaje mieć nadzieję, że wszystkie powieści o Magsie zostaną wydane (oby w lepszym tłumaczeniu) na polskim rynku. Kilka lat temu Mercedes Lackey wychowała całe pokolenia Heroldów. Być może znowu jej się to uda.

Autorka: Mercedes Lackey

Tytuł: Kroniki Kolegium. Księga I. Początek.

Tłumaczenie: Joanna Szczepańska

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 364

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(rocznik 1988, Toruń) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Współautorka "Słownika fandomu i fanfiction". Pisze pracę doktorską poświęconą przemianom autorstwa w kulturze zachodniej. Prowadzi badania z zakresu pornografii, kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz