Pokój numer 10 – Åke Edwardson

pokojNr10Komisarz Erick Winter powraca w kolejnej odsłonie i tym razem także musi rozwikłać zagadkę sprzed lat. „Pokój numer 10” to już ósma część perypetii zespołu śledczego, któremu przewodzi Erick, i niestety od czasu, gdy recenzowałam czwartą część cyklu pt. „Niech to się nigdy nie kończy”, niewiele się zmieniło – zarówno w warstwie fabularnej, jak i w podejściu autora do bohaterów. Åke Edwardson jest rekomendowany jako jeden z najlepszych szwedzkich pisarzy o międzynarodowym uznaniu, ale jakoś nie potrafię tego dostrzec.

Owszem, Edwardson misternie buduje śledztwo i zwłaszcza w tej powieści tworzy interesujący, obyczajowy wątek, który skłania sprawcę do popełnienia morderstwa, ale poza tym w zalewie skandynawskich kryminałów w żaden sposób się nie wyróżnia.

Erick Winter to najmłodszy komisarz w dziejach gotebordzkiej policji. Na swoim koncie ma już wiele rozwikłanych spraw, posłał też wielu zabójców za kratki. Kiedy jednak trafia do praktycznie opuszczonego hotelu, gdzie w pokoju numer 10 zastaje ciało młodej dziewczyny, odżywają w nim wspomnienia jednego z jego pierwszych śledztw, które od niemal dwudziestu lat nie może doczekać się rozwiązania. W sposobie postępowania mordercy jest coś irytująco znajomego, coś, co sprawia, że Erick błądzi myślami wokół przeszłości, przywołując w pamięci inną kobietę, która także nocowała w pokoju numer 10, a potem nagle zniknęła, pozostawiając męża i policję bez odpowiedzi na wiele zasadniczych pytań. Tymczasem sprawa coraz bardziej się komplikuje. Śledczy nie rozumieją, dlaczego sprawca pozostawił na miejscu zdarzenia gipsowy odlew ręki swojej ofiary. Kiedy dochodzi do kolejnego morderstwa, upragniony urlop Wintera w Hiszpanii staje pod wielkim znakiem zapytania.

Czy do czasu wyjazdu zdąży zdemaskować mordercę? Czy jego przeszłość rzeczywiście ma jakiś wpływ na teraźniejszość i jeśli tak jest, to czy zdoła na czas odkryć te powiązania? Na te i na inne pytania znajdziecie odpowiedzi w książce.

Jak już wspomniałam, wielkim plusem „Pokoju numer 10” jest intryga i wręcz niezwykła umiejętność Edwardsona do trzymania czytelnika w napięciu praktycznie do ostatniej strony książki. W tej części dodatkowo w miarę postępu akcji dowiadujemy się więcej szczegółów na temat brudnych sekretów ofiar, wyłania się z nich zaskakujący obraz relacji rodzinnych. Ich toksyczność, potęgowana powtarzanymi kłamstwami, stała się podstawą do popełnienia mrożących krew w żyłach zbrodni.

Największy problem w trakcie czytania ponownie sprawiały mi dialogi – drętwe i czasami absolutnie nic nie wnoszące do toczącej się sceny. Dodatkowym utrudnieniem ze strony Edwardsona jest jego kompletna niedbałość o zaakcentowanie, kto aktualnie się wypowiada. To doprowadza do sytuacji, w których czytelnik nie ma pojęcia, kto akurat sformułował daną myśl, a nawet, o czym rozmawiają bohaterowie.

W porównaniu z wcześniejszymi częściami nic nie zmieniło się również w podejściu autora do jego postaci. Policjanci są pozbawieni cech indywidualnych, znamy ich tylko z nazwiska i przypisanej im funkcji. Jedynie dwaj czołowi bohaterowie: Winter i Halders mają swoje dobre momenty, zwłaszcza gdy czytamy o początkach ich przyjaźni. Winter to elegancki jegomość, gustujący w towarach luksusowych, zapatrzony w kulturę Zachodu być może dlatego, że jego rodzice przeprowadzili się do Hiszpanii. Z drugiej strony Halders jest twardym, zadziornym gliną, celującym w prostotę, do tego cynicznym i boleśnie bezpośrednim. Razem tworzą iście wybuchową mieszankę. Szkoda tylko, że z biegiem lat nie pozostaje po niej nawet najmniejsze wspomnienie. Czytelnik ma okazję zobaczyć tylko kilka scen ze wspólnej przeszłości obu panów, ale są na tyle wyraźnie napisane, że zapadają w pamięć. Czuć w nich odrobinę emocji. Edwardson przemyca ją niczym zatrwożony szpieg, byle tylko nie przyciągnęła niczyjej uwagi. I to jest chyba największy problem serii o Ericku Winterze. Brak emocji. Zarówno autora do jego wykreowanych postaci, jak i w ich wzajemnych relacjach.

Nie ma nawet odrobiny namiętności w uczuciu Ericka do jego życiowej partnerki Angeli, ani tym bardziej w uczuciu Haldersa do jego przyjaciółki z pracy – Anety. Co gorsza, w zachowaniu Wintera ciężko się również dopatrzeć ojcowskiego zaangażowania w wychowywanie dwóch córek.

Jego jedyną prawdziwą namiętnością jest praca i może powinno tak pozostać, bo to dodaje mu autentyczności. Edwardson na siłę wciska mu tę rodzinę i ojcowskie szczęście, co irytuje nie tylko samego Wintera, ale przede wszystkim czytelnika. Osobiście wolałabym poczytać więcej iskrzących sprzeczek Ericka z Haldersem, niż w kółko przyglądać się jego rodzinnym frustracjom.

Reasumując, cykl powieści Åke’a Edwardsona ma w sobie interesujący potencjał, zwłaszcza w warstwie kryminalno-śledczej. Nieustannie brakuje mu jednak wyrazistości w charakterystyce postaci i nadaniu wydarzeniom płynności. To sprawia, że ciężko jest zignorować obecne w książkach niedociągnięcia oraz całkowicie skupić się na intrydze. Sami zdecydujcie, czy macie ochotę zagłębić się w mroczny świat Edwardsona i jego kryminalnych zagadek. Ja mam wobec niego mieszane uczucia, ale zapewne, wiedziona ciekawością, sięgnę po następną część.

Magdalena Pioruńska

Ocena: 3/5

Autor: Ake Edwardson

Tytuł: „Pokój numer 10”

Wydawnictwo: Czarna Owca

Data wydania: 2012

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *