Pokój, ale nie spokój (Z. Pawlak, J. A. Wlazło, Pęknięte miasto. Biesłan)

0

pekniete-miasto-bieslan

Między wierszami wielu książek, o których tutaj piszemy, wyczytać można bardziej lub mniej skrywane pragnienie, by zrozumieć Innego. Podczas lektury reportażu Zbigniewa Pawlaka i Jerzego A. Wlazły odniosłam wrażenie, że – dla odmiany – podszyty jest on chęcią zrozumienia Swojego.

Zbigniew Pawlak spędził wiele lat Azji Środkowej i wielokrotnie możemy się przekonać o jego przywiązaniu, a może nawet poczuciu przynależności do Kaukazu. Kiedy więc dowiaduje się, że w Biesłanie rozgrywa się tragedia, stawiając na szali własne bezpieczeństwo albo i więcej – życie – robi wszystko, żeby być tam, wśród tamtych ludzi. Jego poczucie misji może irytować. Polak, którego posłannictwem jest być z osetyjskimi rodzinami czterdzieści dni po feralnym pierwszym września, słuchać ich historii, pocieszać, dawać wsparcie, starać się zrozumieć… Tak, to może irytować. Potrzebowałam kilkudziesięciu stron, żeby zatrzeć to wrażenie innym, zobaczyć w Pawlaku prawdziwego znawcę Kaukazu, mentalności mieszkających tam ludzi, ich obyczajów, codziennego życia. Dość emocjonalny zapis doświadczeń z pobytu w Biesłanie w 2004 i 2014 roku nie jest jednak, na szczęście, jedynie deklaracją przywiązania do Osetyjczyków i współczucia ich tragedii. Narracja Pawlaka i Wlazły niepozbawiona jest wzmianek o niepowodzeniach, rozczarowaniach, niemożności zrozumienia niektórych aspektów kultury Wschodu. Fakt, że Pawlak nie mógł dostać się do Biesłanu jeszcze w czasie oblężenia szkoły, nie powinien nikogo dziwić, jednak i wtedy, i później w reportażu napotykamy frazy w stylu „a kim ty jesteś, Polak, żeby tam jechać, żeby z tym lub tamtym się spotkać, tego lub owego się dowiedzieć?”. Być może w Pękniętym mieście przewija się jakaś współczesna, zmodyfikowana wersja toposu afektowanej skromności, bo narrator wielokrotnie przyznaje się do tego, że w tragicznej, krwawej historii, korzeniami sięgającej daleko i głęboko, jest tylko niewiele znaczącym przybyszem, obcym, „innostrańcem”. Może jednak uczynić coś dla innych i dla samego siebie – słuchać i starać się zrozumieć więcej.

Pęknięte miasto. Biesłan to bogata w szczegóły opowieść o tragedii osetyjskiej szkoły, pisana z perspektywy kogoś, komu trudno zachować dystans do wydarzeń i świata, w którym się rozegrały. Czy to źle? Być może jedynie dla stylu, czego dopełniają liczne wtrącenia po rosyjsku. Fragmenty w mowie niezależnej pisane są na przemian po polsku i po rosyjsku albo kolejno w obu językach, co czyni dialogi nienaturalnymi (prawdopodobnie na przekór intencjom autorów) bądź po prostu trudnymi w odbiorze. Właściwie styl dialogów jest nieprzekonujący nie tylko ze względu na zbyt liczne rosyjskie wstawki. W sposób mało wiarygodny rozmawiają ze sobą studenci, komandosi, niekiedy nawet sam autor ze swoimi rozmówcami. Są to rozmowy nieco ugrzecznione, co nie zawsze pasuje do usianego nerwami kontekstu.

Pawlak i Wlazło przedstawiają natomiast niejednoznaczne napięcia w Osetii, Inguszetii i Czeczeni bez lęku, jak się wydaje, o zachowanie poprawności politycznej. Nie ma tu miejsca na usprawiedliwianie terroru pragnieniem wolności i niezależności od Rosji. Fakt, że Moskwa jest tutaj swego rodzaju czarnym charakterem, podobnie jak zamaskowani zbrodniarze ze szkoły w Biesłanie. W relacji Pawlaka nie brakuje prób zrozumienia, a raczej wyjaśnienia przyczyn zamachu, leżących po stronie oprawców. Autor nie wybiela jednak nikogo ani nie stara się na siłę wchodzić w niczyją skórę. Ludzie dopuścili się zła – i to nie podlega dyskusji. W Pękniętym mieście nie padają jednak ciężkie, mocno brzmiące oskarżenia. Jest za to dużo współczucia dla ofiar, ich rodzin i całego regionu, wspaniałego Kaukazu, w którym brakuje spokoju, nawet gdy jest pokój.

 

Joanna Bierejszyk

Autor: Zbigniew Pawlak, Jerzy A. Wlazło

Tytuł: Pęknięte miasto. Biesłan

Wydawnictwo: Znak

Miejsce: Kraków

Rok: 2014

Liczba stron: 320

Podziel się

O autorze

doktorantka literaturoznawstwa US, absolwentka psychologii US. Na portalu Szuflada redaguje dział Literatura Świata, przez słowo „świat” rozumiejąc nie tylko zróżnicowaną przestrzeń, lecz miejsce burzliwego i mało romantycznego współżycia kultur podporządkowanych wspólnej, ludzkiej naturze. Interesuje się między innymi literaturą postjugosłowiańską oraz recepcją Bałkanów w literaturze polskiej, regionalizmem, geopoetyką, postkolonializmem. Publikuje tu i ówdzie.

Odpowiedz