Piromani: skwiercząca od iskier powieść, wypełniona wszechobecną atmosferą oczekiwania.

0

Po pierwsze – jestem fanką Aleksandra Dumasa. Nie potrafię przejść obojętnie obok książki, która zaczyna się jednym z jego cytatów. Po drugie – tęskniłam. Za akademikiem. Za tym gorzkawym posmakiem w ustach, kiedy budzisz się rano po imprezie z przyjaciółmi i okazuje się, że wykład na politologii trwa już od dobrych piętnastu minut. Za tymi niekończącymi się rozważaniami, czy chce mi się wracać z Wydziału Anglistyki do Collegium Civitas i uczestniczyć w ćwiczeniach z doktryn politycznych.okladka-sorussklep

W końcu ciepłe marcowe popołudnia miały tak wiele do zaoferowania: po drodze park, piwne ogródki i ostatecznie kino, w którym grali akurat ten film, którego nie mogłam przegapić; wtedy każdy taki był. W okolicach egzaminów przypadał zaś okres wieczornego grillowania i przedpołudniowego leżenia na trawie z kserówkami i z żółtym zakreślaczem – wymarzony sztafaż dla ciekawskiej dziewczyny, która tak naprawdę chciała tylko obserwować ludzi leżących na sąsiednich kocach i kraść ich życiowe historie. Piwo smakowało wolnością, relacje międzyludzkie były jeszcze niewymuszone, swobodne, spontaniczne… Czasem drażnił mnie bezruch, czasem powtarzalność studenckiego cyklu, zapach stresu na korytarzach uczelni, kiedy zbliżały się zaliczenia. Zdarzało się też, że dokuczała mi samotność, ten jej najgorszy rodzaj – samotność w tłumie, kiedy jesteś blisko ludzi, a jednak wiesz, że tylko krok dzieli cię od skoku w przepaść. Tę przepaść własnego umysłu, której nikt poza tobą nie widzi.

Wszystkie te wspomnienia wróciły do mnie za sprawą książki debiutującej pisarki Emilii Teofilii Nowak pt. Piromani. Lidia przyjeżdża do Poznania na studia polonistyczne z małej miejscowości Nowy Tomyśl. Początki jej studenckiego życia, jak w wielu przypadkach, nie zaczynają się zbyt kolorowo. Lidka trafia na niezrównoważoną współlokatorkę, a żeby przed nią uciec, przeprowadza się do innego akademika – Babla – i dopiero tam na dobre wpada w wir towarzyski. Bardzo szybko wzbudza zainteresowanie płci przeciwnej. Jej pierwszy romans, z Czesławem, okazuje się niewypałem; chłopak wyznaje, że pociągają go mężczyźni. Współczująca bohaterka zmienia więc swoją rolę – postanawia wspierać Czesława w jego dążeniach do akceptacji samego siebie. Następnie przychodzi bardzo intensywny czas Chudego, kolegi z tego samego piętra, który przyciąga ją do siebie złudną obietnicą bezpieczeństwa.

„Nagle znaleźliśmy się w jego pokoju, na sobie, pod sobą, w jedności, pośrodku Drogi Mlecznej, a dookoła wybuchały supernowe, tworzyły się galaktyki, które zasysane zostawały przez czarne dziury, a później przechodziły przez nie w postaci nowo narodzonych dzieci, a ich krzyk był moim krzykiem. Rozkosznym, słodkim, tak jak jego gorący oddech na moim karku, jak jego jęki przy moim uchu… Nie, to nieprawda. Tak miało być, tak było, ale nie z Chudym”.

Ona bowiem ciągle myśli o swoim przyjacielu z dzieciństwa, Danielu. Mimo upływu lat dziecięce uczucia do kolegi nie wygasają, zwłaszcza że zbieg okoliczności, a może przeznaczenie ponownie krzyżuje ścieżki bohaterów na jednej z poznańskich imprez. Sercowe i egzystencjalne perypetie Lidii mieszają się z całkiem serio wyartykułowanymi problemami społecznymi i politycznymi, rozgrywającymi się w tle. Autorka sięga zatem po wątek niepodległości Ukrainy za sprawą zaprzyjaźnionych z Lidią Ukraińców z wymiany, z nerwem kreśli również skomplikowane, toksyczne relacje rodzinne swoich postaci; zastanawia się nad sensem bycia artystą, żeby w końcu skoncentrować się na postępującej depresji swojej narratorki. Kolorytu temu studenckiemu misz-maszowi dodaje również druga równie ważna w tej historii kobieta – przebojowa i do bólu szczera Szoszana. Na koniec pozostaje tylko postawić sobie pytanie: o czym tak naprawdę jest ta książka?

Dla mnie właśnie o wspomnianej wyżej samotności w tłumie, maskowaniu wewnętrznego bólu kwaśnym uśmiechem udawanej radości; o poszukiwaniu samego siebie, które ostatecznie prowadzi do większego zagubienia. Co ciekawe, jest to również książka o pisaniu i o jego przeżywaniu, wręcz fizycznym wysiłku związanym z tworzeniem.

Możliwe, że jest to również książka o miłości, ale moim zdaniem to najsłabiej poprowadzony wątek w Piromanach. Jeżeli miałabym im coś zarzucić, to chyba właśnie ten mało dla mnie przekonywający młodzieńczy romans, który powrócił w najmniej spodziewanym i dość chybionym momencie. Autorka na zaledwie 245 stronach zgromadziła dużo wątków i naszpikowała je oryginalnymi bohaterami, którzy aż proszą się o większą głębię psychologiczną i rolę w fabule. Uważam, że porzucenie ich na rzecz dość nieprawdopodobnego spotkania z dawną miłością w najbardziej niedogodnym z możliwych momentów trochę rozstraja tę naprawdę świetną powieść. Z tego powodu dzieli się ona dla mnie jakby na dwie części: pierwszą, sprzed spotkania Lidki i Daniela, i drugą, zaraz po nim. Odnoszę wrażenie, że gdyby autorka zdecydowała się poświęcić więcej miejsca ich relacji, nabrałaby ona większej wiarygodności.

Zdecydowanie mocną stroną książki jest za to dopracowany warsztat Nowak oraz jej barwny i sugestywny język, który doskonale współgra z opisywanymi zdarzeniami. Gustuję w niekonwencjonalnych porównaniach i metaforach, więc obrazek Szoszany pochylonej nad garnkiem z gotującym się kakao na długo zapisze się w mojej pamięci. Dlaczego to kakao było takie ważne? Tego musicie dowiedzieć się sami, a zatem serdecznie polecam sięgnąć po tę – zaryzykuję stwierdzenie – aż skwierczącą od iskier powieść, wypełnioną niekonwencjonalnymi zdarzeniami, pełnokrwistymi bohaterami i wszechobecną atmosferą oczekiwania. Wszyscy na coś czekamy – na początek, na koniec, na miłość, na sukces, na upragniony dźwięk dzwonka telefonu albo wręcz przeciwnie – na ciszę. Lidia czeka na spokój. Taki wewnętrzny, oparty na spójności i zwyczajnym byciu konsekwentnym. A ja czekam na kolejną powieść spod pióra Emilli Teofilii Nowak.

Magdalena Pioruńska

Tytuł: Piromani

Autor: Emilia Teofila Nowak

Wydawnictwo: Sorus

Liczba stron: 243

Data wydania: 2015

Polecamy również wywiad z autorką:

Wywiad z Emilią Teofilą Nowak: w kwestii literatury trzeba zawsze być uczciwym.

4fd17-sorus2bkwadrat

Podziel się

O autorze

Magdalena Pioruńska

twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sama też próbuje swoich sił w roli nauczyciela kreatywnego pisania. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Odpowiedz