Pikselowe równouprawnienie

Stereotyp gracza nie należy do najprzychylniejszych. Zgarbiony, pryszczaty nastolatek, wpatrzony w ekran, siedzi i powoli zrasta się z fotelem. Nie ma dziewczyny, bo która by chciała takiego faceta. Choć jest to wyjątkowo krzywdzące i nieaktualne spojrzenie na graczy, zdaje się, że tak właśnie widzą ich nie tylko „zwykli ludzie”, ale również producenci gier. Spełniają więc marzenia, tych nieprzystosowanych do życia chłopców, ofiarowując im piękne kobiety na wyciągnięcie myszki.

Wraz z rozwojem sprzętowym, poprawiła się grafika, a wiele z pikselowych pań zyskało kilka poligonów, tu i ówdzie. Nic nie przyciąga przed ekran monitora silniej niż seks, a ten w połączeniu z przemocą działa na graczy jak elektromagnes na porozrzucane po złomowisku wraki samochodów.

Od ciasta do łamania kości

Gdy na bazarach królowały kartridże do Pegasusa, wiele dzieciaków spędzało popołudnia ratując Księżniczkę Peach, wcielając się w rolę wąsatego hydraulika. Mario stał się ikoną, personą znaną pod każdą szerokością geograficzną i rozpoznawalną przez każdego, kto spędził przed automatami choć chwilę swojego dzieciństwa. Podróż przez „Mushroom Kingdom” oferowała graczom świat pełen magii i przygody. Nie wolno jednak zapomnieć, dlaczego Mario narażał się na niebezpieczeństwa i połykał niezliczone ilości halucynogennych specyfików. Robił to wszystko dla Księżniczki. Stało się jasne, że kobieta to siła napędowa gier.

Odziana w różową suknię Peach była idealnym celem podróży. W końcu o czym innym mógł marzyć niski, grubawy, kiepsko opłacany hydraulik, jak nie o pięknej kobiecie? Księżniczka początkowo była bezbronna i bierna, lecz gdy imperium Mario zaczęło rozrastać się o coraz to nowsze produkcji, dostała do ręki broń. Niestety pod postacią parasola lub patelni, choć w grze skierowanej głównie do młodszych odbiorców nie można było liczyć na nic innego. W zakamarkach Internetu można odnaleźć liczne fanowskie produkcje pokazujące Peach z nieco innej strony, niż ta do której zostaliśmy przyzwyczajeni. Księżniczka w wersji sado-maso lub zabawiająca się z innymi bohaterami platformówek (m.in. Sonic) to nic nadzwyczajnego. Daje jednak pewien pogląd na to co bawi graczy. Szkoda, że ciasto które obiecała Mario pojawia się tylko sporadycznie.

„Super Mario Bros.” prezentowało agresję w czysto bajkowym wydaniu, za to wyprodukowany w 1992 roku „Mortal Kombat”, uderzał gracza prosto między oczy krwawymi pięściami. Sonya Blade, jedyna kobieca postać w grze, nie wsławiła się niczym specjalnym. Sub-Zero potrafił zamrażać przeciwników, Scorpion miał swoje słynne „Sznurowadło”, a Sonya „tylko” spopielała przeciwników ognistymi pocałunkami. Nie przeszkodziło jej to jednak z zdobyciu popularności, a co więcej przyciągnęło od gry również dziewczyny, które z uśmiechem na ustach gnębiły przeciwników. Kolejne części „Mortal Kombat” wprowadzały nowe bohaterki, coraz skąpiej ubrane, tak by graczom sztywniały nie tylko palce. Przy promocji najnowszej części gry wykorzystano przebrane za bohaterki, modelki. Filmiki z ich udziałem oglądają setki tysięcy ludzi, a komentarze nie pozostawiają złudzeń. Seks i przemoc to idealne połączenie, a liczne zbliżenia na ciasno opięte lateksem biusty to standard w dzisiejszej promocji produktu.

Kobiece postaci posiadały też gry „Street Fighter” (m.in. Cammy – agentka ubrana w przypominający strój kąpielowy kombinezon), „Tekken” i „Dead or Alive”. Ostatni tytuł wsławił się bohaterkami w wyjątkowo obcisłych i kusych strojach, a wypuszczony w 2003 roku „Dead or Alive Xtreme Beach Volleyball”, pozwalał na rozgrywanie meczy siatkówki plażowej. Podskakującym piersiom nie było końca.

Wśród skalnych półek namiętności

Najpopularniejszym przykładem wykorzystania postaci kobiecej, bez wątpienia okazała się Lara Croft, protagonistka serii „Tomb Rider”. Zielona bluzka, krótkie szorty i broń na zawsze wpisały ją do kanonu gier, a sama postać stała się symbolem siły i seksu. Niestety, najczęściej jako główny atrybut pani archeolog wymienia się biust, a nie zwinność. Już przy pierwszej części „Tomb Rider” można było wgrać specjalną „łatkę” do gry, by cieszyć się biegającą topless bohaterką.

Nie można wymagać od twórców gier, by obsadzali w rolach głównych zmęczone życiem kury domowe. Produkt ma być grywalny, pomysłowy, wizualnie atrakcyjny (choć są od tego chlubne wyjątki, np. „Minecraft”), ale przede wszystkim powinien się sprzedać. Chcąc nadążyć za kultem ciała, tworzy się mało chlubna gałąź przemysłu, w której bohaterki (mimo swojej siły) traktowane są jako obiekty seksualne. Doskonale widać to na przykładzie targów E3, gdzie ogromna popularnością cieszą się „Booth Babes”, seksowne kobiety przebrane za postaci z gier. Chętnie pozują ku uciesze gawiedzi, a reklamowane przez nie produkty same się sprzedają.

Bartosz Szczygielski

About the author
Bartosz Szczygielski
- surowy i marudny redaktor, który oglądałby świat najchętniej z perspektywy dachu psiej budy, oparty o maszynę do pisania. Czyta wszystko, co wpadnie mu w ręce i ogląda wszystko, co wpadnie mu w oko. Chciałby kiedyś przytulić koalę i zobaczyć zorzę polarną – niekoniecznie w tym samym czasie.

4 komentarze

  1. I ja się przyznaję, że swego czasu grywałam w Mortal Kombat. 🙂 Ale nigdy nie wcielałam się w Sonję Blade, raczej w Kitanę, a potem w Tanyę w nowszej wersji. Zatem masz rację, że kobiece postacie w grach przyciągąły też do nich dziewczyny. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *