PATRONAT SZUFLADY: Skrzynia ofiarna – Stewart Martin

Ostatnio częściej sięgam po literaturę młodzieżową, z którą przez jakiś czas nie miałam w ogóle styczności. I muszę przyznać, że powrót do tego gatunku oceniam pozytywnie. Dlatego też byłam ciekawa powieści Martina Stewarta „Skrzynia ofiarna”, szczególnie że pomysł wydawał się dosyć świeży i interesujący.

Historia skupia się na piątce przyjaciół, którzy w 1982 roku, letnim popołudniem składają dary w magicznej skrzyni, którą później zakopują. Bohaterowie nie traktują tej zabawy do końca poważnie, ale trzymają się trzech zasad, które wtedy ustalili. Aż do momentu, gdy w ich życiu zaczynają dziać się niespodziewane, straszne rzeczy. Okazuje się, że są one powiązane z ową skrzynią i Sep, Arkle, Mack, Lamb oraz Hadley muszą odkryć, kto złamał przyrzeczenia i jak powstrzymać magiczny przedmiot, który niszczy im życie.

I to właśnie początek tej powieści jest najbardziej intrygujący. Ciekawi przede wszystkim to, do czego zdolna jest skrzynia i jak może pokrzyżować plany piątce przyjaciół. Wydawało się też po zapowiedziach książki, że będzie wiele fragmentów mrożących krew w żyłach, ale im dalej historia się posuwała, tym bardziej były powielane schematy i powtarzane cały czas te same wątki. Jako element horroru można uznać próby straszenia głównych postaci, ale sposób, w jaki to przedstawiono, mroczny wcale nie był. Za głównych antagonistów bowiem można uznać lalkę z dzieciństwa i pluszowego misia. Pomimo kilku zaskakujących momentów większa część historii okazała się dość przewidywalna.

Jako głównych bohaterów mamy pięciu młodych znajomych, z których każdy się czymś wyróżnia. Niestety, podkreślanie na każdym kroku tych cech stało się w pewnym momencie nużące. Ciągłe powtarzanie, że Mack lubi jeść i je w każdej sytuacji, przestało być zabawne w chwilach rzekomo strasznych, kiedy bohaterowie powinni uciekać, gdzie pieprz rośnie. Najbardziej jednak nieprawdopodobne wydawało się zachowanie rodziców głównych protagonistów. Były momenty, kiedy to ich dzieci zachowywały się poważniej i dojrzalej.

Przy okazji premiery tej powieści pojawiło się wiele porównań do popularnego serialu „Stranger Things”, który również opowiada o przyjaciołach i niesamowitych zjawiskach. I na tych podobieństwach się kończy. Obie historie skupiają się na czymś innym i mimo że widać wzorowanie się na serialu Netflixa, to fabularnie autor stworzył nowy świat.

„Skrzynia ofiarna” to lektura, która wciąga od pierwszych stron, ale po obiecującym początku mamy do czynienia z serią powtórzeń i po setnej stronie akcja mocno zwalnia. Trudno było mi wciągnąć się w tę historię, bo przewijały się wątki niedorzeczne, które mało straszyły i mało też bawiły. Na pewno jest to powieść, która może zostać cieplej przyjęta przez młodszych czytelników, bo ja dostrzegałam wiele niespójności w fabule, a dziecinne zachowanie bohaterów nie zachęcało do uwierzenia w otaczający wszystkich oddech śmierci. Martin Stewart miał swój sposób na fabułę i może nawet interesujący, jednak do realizacji mam dużo zastrzeżeń. Mogło być ciekawiej i mroczniej, a było tylko intrygująco.

Klaudia Osuch

Autor: Stewart Martin
Tytuł: „Skrzynia ofiarna”
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 400
Data wydania: 2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *