PATRONAT SZUFLADY: Sarah J. Maas „Dom Ziemi i Krwi” cz.2 – fragment

Sarah J. Maas „Dom Ziemi i Krwi” cz.2
Wyd. Uroboros
Premiera 3 czerwca 2020 r.

Część I: https://bit.ly/Księżycowe-miasto-1-1
Część II: https://bit.ly/Księżycowe-miasto-1-2

Część trzecia

Kanion

– To ma sens – powiedział ostrożnie Hunt, przyglądając się Bryce, która przycupnęła na oparciu kanapy i przygryzła dolną wargę. Ledwie pamiętała o tym, by podziękować Declanowi przed zakończeniem rozmowy. – Demona nie udało się uchwycić żadną z kamer w mieście. Sabine doskonale wie, gdzie one są rozlokowane, zwłaszcza jeśli dzięki swoim uprawnieniom może dysponować nagraniami z miejsca zbrodni.

Zachowanie Sabine tej nocy… Był gotów ją zabić.
Widział, jak Bryce śmieje się w twarz Żmijowej Królowej, rozmawia z Philipem Briggsem i drwi z trzech najbardziej niebezpiecznych wojowników Fae w mieście, a mimo to na widok Sabine po prostu zaczęła dygotać ze strachu.
Nie mógł tego znieść. Jej lęku, poczucia winy i nieszczęścia.
Nie odpowiedziała, a więc powtórzył:
– To ma sens. Sabine może za tym stać.
Usiadł obok Bryce na kanapie. Chwilę temu założył koszulę, choć czysty zachwyt dziewczyny na jego widok sprawił mu wielką przyjemność.
– Sabine nie zabiłaby własnej córki.
– Naprawdę w to wierzysz?
Bryce otoczyła ramionami kolana.
– Nie.

W krótkich spodniach od piżamy oraz zbyt dużej, znoszonej koszulce wydawała się bardzo młoda. Drobna. Zmęczona.
– Wszyscy wiedzą, że Pierwszy wśród Wilków chciał zignorować Sabine i mianować Danikę swoją następczynią – ciągnął Hunt. – Dla mnie to zajebiście dobry motyw. – Zamyślił się, bo nagle coś mu się przypomniało. Wyciągnął telefon. – Zaczekaj.
Isaiah odpowiedział po trzecim sygnale.
– Co tam?
– Czy możesz znaleźć notatki, które robiłeś w pokoju obserwacyjnym w noc śmierci Daniki? – zapytał i nim jego przyjaciel zdołał cokolwiek powiedzieć, dodał: – Chodzi mi głównie o to, co powiedziała nam Sabine. Zapisałeś to?
Cisza po drugiej stronie była pełna napięcia.
– Tylko mi nie mów, że twoim zdaniem to Sabine ją zabiła.
– Masz te notatki czy nie? – naciskał Hunt.
Isaiah zaklął, ale zamilkł na moment.
– Tak, mam je – rzekł po chwili.
Hunt przysunął się do Quinlan, by ona również usłyszała głos jego dowódcy.
– Mam ci przeczytać całość?
– Nie. Tylko to, co mówiła o Danice. Zapisałeś to?
Wiedział, że tak było. Jego dowódca miał w zwyczaju robić obszerne notatki.
– Sabine powiedziała: „Danika nie potrafiła trzymać się z dala od kłopotów”.
Bryce zesztywniała, a Hunt położył wolną dłoń na jej kolanie i ścisnął je.
– „Nie umiała trzymać gęby na kłódkę, nie wiedziała, kiedy trzeba milczeć wśród wrogów. I patrzcie, do czego ją to doprowadziło. Ta głupia zdzira dalej oddycha, a Danika nie żyje! Powinna była przewidzieć!”. Potem zapytałeś ją, Hunt, co takiego powinna była przewidzieć, a Sabine powiedziała: „Wszystko! Począwszy od tego, że mieszkanie z tą dziwką to był zły pomysł!”.
Bryce drgnęła, a Hunt musnął jej kolano kciukiem.
– Dzięki, Isaiah – powiedział.
Ten odkaszlnął.
– Uważajcie na siebie – dodał i przerwał połączenie.
Szeroko otwarte oczy Bryce migotały.
– To, co powiedziała, można rozumieć na wiele sposobów – przyznała. – Ale…
– Mam wrażenie, że chciała, by Danika milczała w jakiejś sprawie. Może zagroziła, że zdradzi coś na temat kradzieży Rogu, a Sabine zabiła ją za to?
Bryce przełknęła ślinę i pokiwała głową.
– Ale po co było czekać dwa lata?
– Tego chyba musimy się od niej dowiedzieć.
– Po co Sabine zepsuty artefakt? A nawet gdyby znała kogoś, kto umie go naprawić, do czego miałby jej posłużyć?
– Nie wiem. I nie wiem też, czy ktoś inny go ma, a ona go pragnie, ale…
– Jeśli Danika widziała, jak Sabine kradnie Róg, nie dziwię się, że nigdy niczego nie powiedziała. Podobnie sytuacja ma się ze strażnikiem i z akolitą. Zapewne byli zbyt przestraszeni, by zgłosić się z tym do kogokolwiek.
– To wyjaśniałoby, dlaczego Sabine podmieniła nagrania. Wyjaśniałoby też, dlaczego wpadła w panikę, gdy pojawiliśmy się w świątyni, i zaczęła zabijać wszystkich, którzy być może widzieli ją podczas kradzieży. Bomba podłożona w klubie miała zapewne na celu zniechęcić nas do prowadzenia dalszego dochodzenia lub nawet nas pozabijać, a przy tym chodziło o to, by zrzucić całą winę na ludzi.
– Ale… nie wydaje mi się, by to ona go miała – zamyśliła się Bryce, muskając palcami paznokcie u nóg, pomalowane na ciemny rubin.
Hunt wyzwał się w myślach od idioty, ale nie mógł powstrzymać wizji, w której smakuje każdy palec u jej stóp, a potem powoli przesuwa się w górę, muskając skórę jej pięknych, smukłych nóg. Nóg, które znajdowały się tuż przy nim. Złocista skóra mieniła się w blasku lamp. Zmusił się, by cofnąć dłoń z jej kolana, choć instynkt nakazywał mu poruszyć palcami, gładzić, przesuwać się naprzód. W górę.
– Nie rozumiem, dlaczego Sabine, mając Róg, miałaby przyzywać kristallosa – ciągnęła Bryce, nieświadoma jego kosmatych myśli.

Hunt odkaszlnął. Mieli za sobą zajebiście długi dzień. A do tego dziwny, zważywszy na to, dokąd zmierzały jego myśli.
A zmierzały tam, szczerze powiedziawszy, od wizyty na strzelnicy. Od chwili, gdy uniosła karabin jak pieprzona weteranka. Zmusił się do koncentracji. Istotne było to, co Bryce miała mu do powiedzenia, a nie to, czy jej nogi okażą się tak miękkie i smakowite, jak sądził.
– Nie zapominaj o tym, że Sabine nienawidzi Micaha. Uciszając świadków, osłabiałaby też jego pozycję. Sama widziałaś, jak bardzo zależy mu na tym, by sprawa została rozwiązana przed Naradą na Szczycie. Morderstwa dokonywane przez niezidentyfikowanego demona podczas pobytu Sandriel? Micah wyszedłby na głupca i słabeusza. Wystarczyłoby zresztą samo zabójstwo Maximusa Tertiana, by wywołać polityczny zawrót głowy i zatrząść ziemią pod stopami Micaha. Kurwa mać, nie wykluczam nawet tego, że Sabine i Sandriel połączyły siły w nadziei, że osłabią go w oczach Asteri. Gdyby ci oddali Valbarę Sandriel, Archanielica mogłaby z wdzięczności uczynić Sabine Pierwszą wśród wszystkich zmiennokształtnych Valbary. Nie tylko wilków.

Bryce pobladła. Taki tytuł nie istniał, ale gubernator mógł go stworzyć.
– Sabine nie ma w sobie tego czegoś. Jest żądna władzy, ale nie na taką skalę. Ona jest małostkowa, Hunt. Myśli w wąskich kategoriach. Słyszałeś, jak ciągle gada o zaginionym mieczu Daniki. – Bryce w zamyśleniu bawiła się warkoczem. – Nie powinniśmy marnować czasu na próby odgadnięcia jej motywów. Tą kobietą może kierować dosłownie wszystko.
– Racja. Mamy naprawdę dobry powód, by sądzić, że zabiła Danikę, ale nic na tyle solidnego, by wyjaśnić te nowe morderstwa.
Przyglądał się jej długim, delikatnym palcom, zagłębiającym się we włosy. Zmusił się, by przenieść wzrok na ciemny ekran telewizora.
– Jeśli przyłapiemy ją z tym demonem, zyskamy dowód na jej udział w sprawie.
– Myślisz, że Viktoria odnajdzie nagranie, o które nam chodzi?
– Mam nadzieję – odparł Hunt i pogrążył się w zadumie. Sabine… Kurwa, jeśli to rzeczywiście ona…
Bryce podniosła się z kanapy.
– Idę pobiegać.
– Jest pierwsza nad ranem.
– Muszę przez chwilę pobiegać, bo nie zasnę.
Hunt zerwał się na równe nogi.
– Dopiero co wróciliśmy z miejsca zbrodni, a Sabine jest gotowa wychłeptać twoją krew, Bryce!
Dziewczyna skierowała się do sypialni, nie oglądając się na niego. Wyszła z niej dwie minuty później ubrana w dres. Hunt czekał przy drzwiach, również przebrany.
– Chcę biegać sama. – Bryce zmarszczyła brwi.
– No to masz problem. – Hunt otworzył drzwi i wyszedł na korytarz.

Słyszała tylko własny oddech, tupot nóg na chodniku i ryczącą muzykę w słuchawkach. Podkręciła głośność tak bardzo, że słyszała praktycznie tylko ryk. Ogłuszający, rytmiczny ryk. Nigdy nie puszczała muzyki tak głośno podczas porannego biegania, ale Hunt był dziś tuż za nią i nie musiała się martwić, że jakiś potwór skorzysta z sytuacji i na nią naskoczy.
Biegła wzdłuż szerokich arterii, skręcała w boczne ulice i uliczki. Hunt podążał z tyłu, emanując siłą. Każdy jego ruch był pełen gracji, a dziewczyna mogłaby przysiąc, że za nimi migotały błyskawice.
Sabine. Czy zabiła Danikę?

Nie mogła tego rozgryźć. Każdy jej oddech był surowy i pełen bólu, jakby w jej gardło wbijały się szklane okruchy.
Musieli ją przyłapać na gorącym uczynku. Musieli zdobyć jakieś dowody.
Jej noga zaczynała promieniować bólem. Po kości udowej pięło się nieprzyjemne, kwasowe doznanie, ale je zignorowała.
Biegła teraz przez Łąki Złotogłowiu trasą tak dobrze sobie znaną, iż czasem się dziwiła, że jej ślady nie odcisnęły się jeszcze na bruku. Wykonała ostry skręt i zdusiła jęk bólu, gdy jej noga stawiła opór. Hunt zerknął na nią, ale ona nie patrzyła na niego.
Sabine. Sabine. Sabine.

Noga płonęła bólem, mimo to Bryce nadal biegła. Przez Łąki. Przez Pięcioróż. Biec. Oddychać. Nie miała odwagi się zatrzymać.

Po powrocie do mieszkania godzinę później uświadomiła sobie, że Hunt robi wszystko, co w jego mocy, by się nie odzywać. Musiała się złapać framugi, by nie paść na ziemię. Anioł zmrużył oczy, ale nie powiedział ani słowa. Nie skomentował tego, że stan jej nogi pogorszył się na tyle, iż ledwie zdołała przebiec ostatnie dziesięć przecznic.
Rankiem ból miał być jeszcze gorszy. Z każdym krokiem miała ochotę wrzasnąć, ale dusiła to w sobie.
– Nic ci nie jest? – wycedził, unosząc podkoszulek, by wytrzeć twarz z potu.
Zerknęła na jego niedorzecznie perfekcyjne mięśnie brzucha, lśniące teraz od potu. Wytrwał u jej boku przez cały czas. Ani razu się nie odezwał, nie narzekał. Po prostu utrzymywał tempo.
Bryce ruszyła w kierunku sypialni, robiąc przy tym wszystko, by nie opierać się o ścianę.
– Nic – wyszeptała. – Musiałam tylko wypocić to wszystko.
Wskazał jej nogę. Na jego policzku zadrgał mięsień.
– Często się to dzieje?
– Nie – skłamała.
Hunt poprzestał na spojrzeniu.

Bryce zrobiła kolejny krok, ale tym razem nie zdołała zamaskować utykania.
– Czasami – poprawiła się z bolesnym grymasem na twarzy. – Obłożę nogę lodem. Rano wszystko będzie w porządku.
Gdyby była Fae pełnej krwi, doszłaby do siebie w godzinę czy dwie. Ba, gdyby była Fae pełnej krwi, obrażenie na nodze znikłoby już dawno temu.
– Czy dałaś ją kiedyś komuś do obejrzenia? – spytał ochrypłym głosem.
– Yhm – okłamała go ponownie i potarła spoconą szyję. – Dzięki za towarzystwo – powiedziała, zanim zdołał ją przyłapać na kłamstwie.
– Spoko.
Nie była to tak naprawdę odpowiedź, ale Hunt na szczęście nie rzekł już nic więcej. Dotarła do swego pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi.

Tłumaczenie: Marcin Mortka

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *