PATRONAT SZUFLADY: „Prawie zupełnie nikt” – William Sutcliffe

Sam to przeciętny, normalny piętnastolatek, który nie marzy o niczym innym, jak o… pozostaniu przeciętnym, normalnym nastolatkiem. Plan nie wydawał się trudny i naprawdę mógł się powieść. Sprawy komplikują się jednak, kiedy z dnia na dzień rodzina chłopaka staje się bardzo bogata i z małej miejscowości przeprowadza się do centrum świata – do Londynu.

Sam trafia do Akademii dla Zdolnych i Utalentowanych, w której pozostanie przeciętnym, normalnym nastolatkiem może się okazać najtrudniejszą i najbardziej nieprzeciętną rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobił.

Tytuł: Prawie zupełnie nikt

Autor: William Sutcliffe

Wydawca: YA!

Tłumacz:  Marcin Mortka

Liczba stron: 376

Data premiery: 26.02.2020 r.

Ponieważ jesteśmy w stanie
– Na dół! Wszyscy na dół! Rodzinna narada!
W sumie ciekawiło mnie, czemu tata wrócił tak wcześnie z pracy i co miało oznaczać owa „rodzinna narada”, ale mimo to nawet nie ruszyłem się z pokoju.
– Pizza! – dodał tata. – Kto ostatni na dole, ten je hawajską!

Gdzieś trzasnęły, a na schodach zadudniły kroki biegnących. Zerwałem się i pognałem za resztą. Po krótkiej przepychance z Ethanem w drzwiach do kuchni, którą wykorzystała Freya, by jakoś przecisnąć się między naszymi nogami i porwać pierwszy kawałek, wszyscy zgromadziliśmy się wokół stołu. Wyjadaliśmy pizzę prosto z pudełek, rozłożonych na stertach rysunków, niedokończonych zadań domowych, nieotwartych listów i nieprzeczytanych czasopism. Ethan, który ma już siedemnaście lat, a przez ostatnie trzy nie założył niczego, co nie jest czarne, oznajmił między jednym kęsem a drugim:
– Jest mi obojętnie, kto przejmie opiekę, ale swojego pokoju nie oddam.
– Opiekę? – spytała mama.
– Tak. Nigdzie nie wyjeżdżam i nie ma mowy o wypadach weekendowych do któregokolwiek z was.
– Na szczęście nie o to tu chodzi, skarbie. Nie rozwodzimy się.
– Nie? – zdziwił się Ethan. – To o co chodzi z tą rodzinną naradą?
Freya, która na ogół rzadko opuszczała świat siedmiolatki, zaludniony wyłącznie przez elfy, jednorożce i koty, na moment dostroiła się do rzeczywistości i zaczęła płakać.
– Rozowdzicie się?

Mama zerwała się z krzesła, obiegła stół i uniosła ją w w ramiona.
– Nie, wcale nie! Nie ma się czym przejmować.
– Ale Ethan tak powiedział!
– Pomylił się.
– Skąd mam wiedzieć, że to ty mówisz prawdę? – szlochała Freya. – Skąd mam wiedzieć, że nie mówisz tego dlatego, by mi nie było smutno?
– Widzisz, co narobiłeś, Ethan? – warknęła mama. – Powiedz teraz siostrze, że to zmyśliłeś!
– Niczego nie zmyśliłem.
– A właśnie, że tak. Nikt nie mówił nic o rozwodzie, póki ty się nie odezwałeś.
– Bo sam to rozpracowałem.
– Ale błędnie! MY SIĘ NIE ROZWODZIMY!
– Czemu nie? – spytał Ethan.
– Co? – odparła mama. – Czy ty naprawdę mnie pytasz o to, dlaczego się nie rozwodzimy?
– Skoro nie jesteś w stanie wymyślić żadnej odpowiedzi, to może jednak powinniśmy zacząć się martwić? – rzekł Ethan.
– Dość tego – przerwał tata. – Spokój. Wracamy do początku. Nie ma żadnego rozwodu. Wezwałem was na naradę, bo mam wam coś do przekazania.
– Próbna separacja? – dociekał Ethan.
– Nie. To dobre wieści.

Te słowa sprawiły, że wszyscy nagle zamilkli, bo nikomu nawet do głowy nie przyszło, że wieści mogą być dobre.
– Sprzedałem moją firmę – oznajmił tata, który rozparł się wygodnie na krześle i uśmiechnął się szeroko. Ethan, Freya i ja wpatrywaliśmy się w niego bez emocji.
– To ty masz firmę? – spytałem.
– Tak! Oczywiście, że tak. A jak myślisz, co ja takiego robiłem każdego dnia przez ostatnie sześć lat?
Wzruszyłem ramionami w odpowiedzi.
– Cóż – podjął tata. – A ściślej mówiąc miałem firmę do końca ubiegłego tygodnia. Ale teraz ją sprzedałem!

Uśmiechał się szeroko, promieniał wręcz, czekając na odpowiedź, ale żadne z nas nie miało pojęcia, o czym on mówił i dlaczego usiłował zrobić tryumfalne przedstawienie z tej niebywale nudnej informacji. Freya, która straciła już zainteresowanie całą rozmową, wyciągnęła notes z kieszeni i zaczęła rysować.
– Za mnóstwo pieniędzy – dodał tata.
Ethan uniósł głowę znad pizzy.
– Mnóstwo, tak? Czy to oznacza…
– Jesteśmy bogaci! – zawołała mama, która poderwała Freyę i zaczęła z nią tańczyć po kuchni. – Bogaci! Bogaci! Żegnaj, Stevenage! Żegnaj, ciasny, malutki domku! Rozpoczyna się całkiem nowe życie! Nikt nie wierzył w to, że mu się uda, ale dopiął swego! Udało mu się! Jesteśmy bogaci!
– Jak bardzo bogaci? – spytał Ethan.
– Bezpiecznie bogaci – odparł tata.
– Obrzydliwie bogaci! – wtrąciła mama.
– Wcale nie obrzydliwie – poprawił ją tata. – Umiarkowanie paskudnie.
– A kupicie mi nowy telefon? – spytał Ethan.

Jedyną wskazówką, że na coś takiego mogło się zanosić, była praca taty. A raczej jej brak. Gdy Freya nadal była malutka, tata przestał robić to, co robił wcześniej – nie mam pojęcia, co to było, ale wiązało się z noszeniem krawatu i powrotami do domu, gdy ja byłem już w łóżku – i wprowadził się do szopy na końcu ogrodu. Spędzał tam całe miesiące, ubrany jakby właśnie wypełzł ze śmietnika (co zresztą często mu się przytrafiało), a gdy ludzie pytali, z czego się utrzymuje, przedstawiał się jako „przedsiębiorca”. Gdy chciał kogoś zainteresować, mawiał, że jest „wynalazcą”. Ciągle nosił jakieś kawałki urządzeń w te i wewte, a czasem się zdarzało, że pojawiał się w kuchni w garniturze, na co wszyscy wołali: „Hej, a ty to kto? I jak się dostałeś do tego domu?” Robiliśmy sobie jaja z tego, że wreszcie wygląda jak dorosły, którego ktoś miałby ochotę zatrudnić, ale nikt już później nie pamiętał, by zapytać, dokąd właściwie zmierza. Jedno z owych spotkań musiało zaowocować sporym zastrzykiem gotówki, bo w pewnym momencie tata przestał już grzebać w szopie, wyrzucił łachy śmietnikowego nurka na drelich stałego bywalca wyprzedaży i ruszył do pracy w jakimś magazynie. A może było to biuro? Nigdy nie przyszło mi do głowy, by zapytać. Był moim tatą i wychodził do pracy jak wszyscy inni ojcowie, a to, co tam właściwie robił, nie wydawało mi się szczególnie interesujące. Dopóki pojawiał się na śniadaniu i weekendy i zawoził mnie tam, gdzie sobie tego życzyłem, nie wpadłem nawet na to, by zapytać, co właściwie porabiał całymi dniami. Potem poleciał do Ameryki z całkiem nową walizką i pokrowcem na garnitur, którego wcześniej nie widziałem. Tym razem przyszło mi do głowy, by spytać, co go właściwie tam ciągnie, ale powiedział jedynie: „spotkania. Gdy się rozstawali, mama życzyła mu powodzenia, ale jakoś tak inaczej, jakby naprawdę jej na tym zależało, ale kilka minut później o wszystkim zapomniałem. Niedługo po powrocie z Ameryki zwołał naszą pierwszą naradę rodzinną w historii.

– Zaraz, zaraz – odezwałem się, przerywając mamie taniec zwycięstwa. – Co to miało oznaczać? Jak to: „Żegnaj Stevenage”?
– Nie sądzisz chyba, że tu zostaniemy, co? – spytała mama. – Stevenage to nie miejsce dla bogatych ludzi! Tacy to mieszkaja w Londynie! Tata sprzedał firmę, ja złożyłam wypowiedzenie u siebie w pracy i możemy wreszcie wynieść się z tej dziury i przeprowadzić do Londynu!
– Ale mi się podoba w Stevenage – zaprotestowałem.
– Tylko ludziom, którzy nigdy nie wyściubili nosa poza Stevenage, może się tu podobać – stwierdził Ethan.
– Odwiedziłem te same miejsca co ty.
– Nie, wcale nie. Poza tym nie przypominam sobie, byś kiedykolwiek przeczytał jakąś książkę. Dla ciebie kręgle to szczyt kultury.
– A jaki ma to związek z tym, że podoba mi się w Stevenage?
– Ha! Sam już widzisz, jakim jesteś ignorantem?
Spojrzałem na mamę w poszukiwaniu wsparcia. Miałem nadzieję, że stanie po mojej stronie, ale wyglądało na to, że w ogóle nie usłyszała naszej sprzeczki. Gdy patrzyłem na jej twarz, przypomniały mi się kreskówki, kiedy to w oczach jakiejś postaci pojawiał się symbol dolara.
– Czyli przeprowadzamy się? – spytałem.
– Tak! – zawołała mama. – I to najszybciej jak się da! Przenosimy się do miejsca, o którym marzę przez całe życie. Jest tam mnóstwo pięknych domów z epoki wiktoriańskiej, a nieopodal ciągnie się ogromny park i choć jest tam drogo, wszędzie roi się od artystów, muzyków, wydawców i innych twórców. A zwie się ono – mama mówiła teraz szeptem pełnnym nabożnego podziwu – Hampstead.
– To tam teraz będziemy mieszkać? – spytał Ethan.
– Tak! Jest tam też niesamowita szkoła, gdzie wszyscy ci artyści, muzycy i wydawcy posyłają swoje dzieci. Nazywa się Londyńska Akademia dla Utalentowanych i Uzdolnionych. Już się z nimi skontaktowałam i mają tam miejsce dla całej waszej trójki. Freya, będziesz mogła malować do upadłego, a twoimi nauczycielami będą prawdziwi artyści. Ethan, ty będziesz miał okazję skupić się na muzyce i może założysz zespół. A ty Sam, cóż… No, spędzisz tam świetne chwila i poznasz wielu fajnych przyjaciół!
– Ale ja nie chcę nowych przyjaciół. Lubię tych, których mam tutaj! – upierałem się.
– Tak, twoi przyjaciele są bardzo mili, dobrze o tym wiem, ale świat poza Stevenage jest o wiele bardziej ekscytujący. Na pewno ci się spodoba.
– Czyli chcesz powiedzieć, że moi przyjaciele są nudni?
– Nie, to kochane dzieciaki!
– Kochane dzieciaki? Ja mam piętnaście lat, a nie pięć!
– A ja mówię o tym, że utknęliśmy w tej dziurze na dobre! To Stevenage jest nudne, a nie twoi przyjaciele. Londyn to światowa metropolia! Cały świat się tam spotyka! To będzie niezwykłe przeżycie!
– Zawsze mówiłaś, że Londyn to brudne, zanieczyszczone miasto.
– Ja?
– Tak! A to tego, że jest zatłoczone!
– Cóż, przyzwyczaimy się. Rodowici londyńczycy nie zwaracają na takie rzeczy uwagi.
– A poza tym co to właściwie za akademia dla zdolnych i w ogóle, co? Nie możemy pójść do normalnej szkoły?
– Pokażę ci ich stronę. To holistyczne środowisko twórcze, które rozwija w podopiecznych kreatywność i rozwija ich talenty.
– Dla mnie brzmi to jak koszmar – oznajmiłem.
Mama wyciągnęła rękę i ujęła moją dłoń.
– Otwórz swój umysł, Sam. Edukacja powszechna ogranicza i wpaja szablony, a do tego skupia się na bezsensownych celach i testach. To niezwykła szansa, byście się wyrwali z tego nonsensu i pozwolili, by ktoś wydobył z was prawdziwe talenty! Nawet jeśli nie spodoba się wam tam od razu, z czasem odkryjesz w sobie głębię, z istnienia której nie zdawałeś sobie sprawy!
– Nie chcę szukać żadnych nowych głębi. Podobają mi się te, które już mam.
– To nie głębie, a płycizny – rzekł Ethan.
– Noszenie czerni, oglądanie nudnych filmów i granie na gitarze wcale nie czyni się kimś głębokim, Ethan.
– A właśnie, że tak – odparł mój brat.

Wywróciłem oczami, ale w głębi serca zadałem sobie pytanie, czy on przypadkiem nie ma racji.
– Czyli nie ma już odwołania, tak? – Ethan zwrócił się do taty. Nigdy w życiu nie słyszałem, by był tak podekscytowany. – Wyjeżdżamy stąd?
– Tak – odparł tata.
– Obiecujesz?
– Tak! – Twarz Ethana rozciągnęła się w szerokim uśmiechu. Rozparł się na krześle i wypuścił z siebie długie, ekstatyczne westchnienie. – Nie mogę w to uwierzyć. Czuję się, jakby mnie wypuszczano z więzienia w połowie odsiadki!
– Jeśli to szkoła dla zdolnych i utalentowanych – zabrałem głos – nie powinni robić na początku jakichś testów, by sprawdzić, czy aby rzeczywiście jest się zdolnym? Bo ja na pewno nikim takim nie jestem.
– Ależ oczywiście, że jesteś – rzekła mama. – Jeszcze tylko nie odnalazłeś swego daru.
– Poza tym już dokonaliśmy wpłaty – rzekł tata.
– A skąd wiecie, że wszyscy nie dostają się do tej szkoły w ten sposób? – spytałem.
– Nie bądź taki cyniczny – powiedziała mama. – Obserwuję was od lat i widzę, że ten system nie wyzwala w was niczego dobrego. Macie zbyt wiele sprawdzianów i zżera was stres, dlatego chcę was stamtąd wyciągnąć. Odzyskacie wolność, by odkryć, kim naprawdę jesteście! Nie chcę, by uformowano z was trzy kolejne trybiki w tej kapitalistycznej maszynie. Chcę, byście byli unikalni, odmienni od reszty i pełni odwagi!

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *