PATRONAT SZUFLADY: Dni Fantastyki 2014

Skromność to choroba, którą można leczyć.

Skórzane stroje, akcesoria z mosiądzu i miedzi, gorsety, spódnice z czasów królowej Wiktorii, googles i płaszcze z dwurzędowym zamkiem. Zwisające z sufitu kapelusze i koła zębate jako dekoracje. Spacerująca po parku w towarzystwie służki Daenerys ze smoczymi jajami. Tegoroczne Dni Fantastyki zostały opanowane przez miłośników wieku pary oraz Siedmiu Królestw.

P6284595Największą atrakcją było spotkanie z Andrzejem Sapkowskim, które ściągnęło na amfiteatr  większość konwentowiczów. Gdy tylko wszedł na scenę, wybuchły gromkie brawa. Podczas rozmowy jeszcze kilka razy słuchacze nagradzali pisarza oklaskami. Jak widać, pewność siebie połączona z poczuciem humoru są przepisem na sukces. Sapkowski na początku przyznał, że ma sentyment do Wrocławia, ponieważ w innych miastach nie można poczuć takiej atmosfery. Wrocław to miasto prawdziwie kulturalne, w którym można znaleźć księgarnie lepsze niż gdzie indziej i interesujących ludzi — zwłaszcza w barach. Co więcej, Wrocław zawsze ściąga wielu fanów fantastyki.

Sapkowski zdementował również pogłoski, że skłamał na temat pisania nowej części o Geralcie:

– Sezon burz był planowany już od dawna. Obiecywałem tylko, że nie będzie nowego wiedźmina i rzeczywiście nie napisałem – wyjaśnił Sapkowski.

Pisał go przez 14 lat, bo nie mógł historii podzielić na dwa tomy – jak sugerowało wydawnictwo – gdyż miał początek i koniec, ale bez środka. Przyznał też, że był zaskoczony powodzeniem opowiadania o Geralcie. Napisał go, ponieważ wpadł mu w ręce należący do jego syna numer „Fantastyki”, w którym akurat ogłoszono konkurs.
– Myślałem, że zaskoczę jury, a tu guzik. Przysłano wiele podobnych historii o bohaterze, który zabija orków i odchodzi w stronę zachodzącego słońca. Na szczęście okazało się, że moje opowiadanie było bardzo dobrze napisane i dostałem 3. miejsce – uśmiechnął się.

Często pisał do czasopism, bo jak sam twierdzi: dlaczego by nie? Nie ma recepty na pisanie, choć uważa, że każdy pisarz ma swoją własną. Nie wytłumaczył, co on sam robi, ponieważ wtedy diamenty byłyby ogólnie dostępne. Co więcej, nigdy nie wraca do tego, co kiedyś napisał:

– Nie ma to żadnego sensu, było minęło, napisałem tak, jak napisałem. Stwierdzam, że to był okres błękitny i tyle. Natomiast drugie wydanie ma sens, wtedy można znaleźć błędy, literówki i je poprawić.

P6284600Jest dumny z siebie, ponieważ Anglosasi właściwie nie dopuszczają na swój rynek obcych z uwagi na to, że mają bardzo wielu własnych twórców, a serię o Wiedźminie w końcu przełożyli.

Na pytanie o Martina, pochwalił go, choć i zganił za nieoszczędną gospodarkę bohaterami. Zdradził, że najbardziej się zdenerwował, gdy zabito Jona Snowa. Potem opowiedział o tłumaczeniach jego książek:

– Tłumacz to zdrajca, rzadko kiedy chce pokazać efekt swojej pracy autorowi lub dopytuje o coś, czego nie wie. Najlepiej przetłumaczył Wiedźmina tłumacz czeski, który zrozumiał moje neologizmy, żarty i gry słowne.
Zdradził również, że irytuje go, gdy ktoś pyta, co myśli o tym, jak gra komputerowa poprowadziła historią jego bohatera. Podkreśla, że gra nic mu nie mówi. Jego postać dowie się o tym, co się z nim dzieje od niego i tylko od niego.

Z okazji rocznicy niebieskie włosy

W tym roku można było również spotkać gościa zagranicznego: Licię Troisi, włoską autorkę czternastu wydanych w Polsce książek, astrofizyka z wykształcenia z doktoratem z astronomii. Jej sekret na pisanie?
P6284626– Od zawsze miałam pasję do pisania. Uwielbiałam to robić, podobnie jak opowiadać historie. Zaczęłam pisać w wieku 14 lat: bajki, opowieści o Świecie Wynurzonym. Mając 21 lat, w końcu zebrałam je w całość i wysłałam do dwóch wydawnictw. Już po czterech miesiącach jedno się odezwało. I tak to się zaczęło – wspominała z nostalgią Licia. –Rodzice byli bardzo szczęśliwi z powodu mojej pasji. Moja mama nie lubi fantastyki, ale przełamuje się dla mnie i czyta moje książki.

Na początku chciała być biologiem, potem paleontologiem, archeologiem i wreszcie astrofizykiem. Jej mama jest biologiem, a tata inżynierem, dlatego droga nauki była dla niej czymś naturalnym. Wcale nie żałuje, że ukończyła takie studia, ponieważ nabytą tam wiedzę wykorzystuje w swoich powieściach m.in. nazwy gwiazd, które przetłumaczone na arabski służą jej jako imiona kolejnych postaci.

Pomimo, że większość jej utworów stanowią trylogię, nie był to jej pomysł.
– Wojny Świata Wynurzonego napisałam jako jedną książkę. Wydawnictwo jednak z uwagi na mój młody wiek i niepopularność fantasy we Włoszech poprosiło mnie o podzielenie jej. A potem jakoś tak poszło, że pisałam trylogie – wyjaśnia pisarka.

Rok 2000 przyniósł wielkie zmiany we Włoszech: fantastyka stała się bardzo popularna, zaczęto organizować konwenty, na które zapraszano też Licię. Jej najgorsze spotkanie odbyło się w czasie meczu Francja – Włochy, gdy nikt nie przyszedł, a ona słyszała z okien okrzyki rozentuzjazmowanych kibiców. Najdziwniejsze natomiast, gdy podszedł do niej mężczyzna i uścisnął dłoń, mówiąc, że chciał uścisnąć rękę osobie, która zabiła włoską fantastykę. Nie potrafił jednak wyjaśnić dlaczego tak uważa.

Autorka nie tylko zachwyciła słuchaczy dystansem do siebie, ale również nietuzinkowym wyglądem. Jej niebieskie włosy wzbudziłyP6284631 niemałe zainteresowanie. Okazało się, że od zawsze chciała mieć kolorowe włosy, biorąc przykład z bohaterów japońskich kreskówek. Z okazji 10. rocznicy wydania książki, w której jedna z jej postaci miała niebieskie włosy, przefarbowała tak swoje.

Troisi przyznała, że we Włoszech fantastyka traktowana jest z przymrużeniem oka, ale jej twórczość jest dobrze postrzegana przez czytelników. Najlepiej wspomina serię Dziedziczka smoka, ponieważ ta historia jest osadzona w prawdziwych realiach, które tylko trochę zmodyfikowała. To była dla niej najciekawsza przygoda. Na pytanie o rady dla młodych pisarzy odpowiedziała z uśmiechem:

– Przede wszystkim dużo czytać. Ja tak robię. I to czytać z różnych gatunków. Trudno być nowatorskim, kluczem do sukcesu jest użycie starych motywów i przedstawienie ich w sposób oryginalny. Potem należy dać komuś do przeczytania, by ocenił, zobaczył ze swojej perspektywy. Co więcej, Internet jest doskonałą metodą do zostania odkrytym. Ostatnim krokiem jest wysłanie do wydawnictwa.

Czy poezja umiera?

Duże emocje wzbudził panel dyskusyjny na temat miejsca poezji w fantastyce. Uczestniczyli w nim: Kazimierz Kyrcz, Dawid Kain, Simon Zack i Greg Gajek. Słowa Zacka na temat Tolkiena jako idealnego mariażu poezji i prozy spotkały się z pełnym poparciem:
– Jego pieśni, wiersze… coś cudownego. Jego poetyka języka wspaniale buduje klimat, a metafory tworzą poszczególne postacie i ich psychiki.
P6294648Pisarze ze smutkiem stwierdzili, że poezja ginie w literaturze, odchodzi się od niej. Dzisiejszy czytelnik bowiem jej nie chce, woli proste pisanie, aby móc płynnie czytać. Nie pragnie czegoś ambitnego, tylko szybką historię. Moment czytania musi być tożsamy z chwilą przenoszenia się do świata przedstawionego. Gajek tłumaczył to następująco:
– Potrzeby ludzi jako odbiorców kultury się zmieniły. Kult zaskoczenia stał się najważniejszy. Kiedyś oryginalność nie była taka ważna i pisarze skupiali się na warstwie językowej. A teraz nie ważne jest jak, ale co.
Zaproszeni goście musieli odpierać trafne pytania na temat prawdziwej funkcji poezji, która ma być środkiem i przestrzenią do wyzwolenia oraz o sztukę dla sztuki, nie dla pieniędzy. Zack bronił się, że nie czuje się na siłach skakać na tak głęboką wodę i na razie doszkala swój zmysł artystyczny na linii pomysłów. Gajek stwierdził, że gdyby pisarz pisał tylko dla siebie byłby schizofrenikiem, a musi brać pod uwagę czytelnika. Kyrcz natomiast powiedział, że stawia na wykorzystanie poezji w tworzeniu postaci; to jego cel.
Kain dodał, iż zwraca uwagę na rytm, melodię zdań, które nie mają być „wypychaczami”. Czytelnik jednak nie zwraca uwagi na pojedyncze zdania, ale czyta je jako całość i traktuje jak zwykły opis. Jego utwory można czytać, pozostając na warstwie rozrywkowej lub pójść głębiej i dojść do przesłania.

P6294649Podobne zainteresowanie wywołała również rozmowa na temat steampunku w polskiej literaturze fantasy. Marcin Rusnak, Krzysztof Piskorski i Simon Zack zastanawiali się nad tym nowym trendem, który coraz mocniej ugruntowuje się w Polsce. Dla wielu jest już pełnoprawną estetyką. Skąd taka popularność steampunku?
– Idzie on w postapokalipsę. Nasza przyszłość kreuje się całkiem bezpiecznie, a steampunk oferuje trudną rzeczywistość. Jest też refleksją na temat nauki, pokazuje, że nie musi być wcale nudna i promuje ją – tłumaczył Rusnak.

5 cech ghost story:

obejmuje aurę realności, „przyjemną grozę”, brak niepotrzebnego straszenia, brak wyjaśniania tajemniczych sytuacji i osadzenie w czasach autora. Marek Grzywacz przedstawiał słuchaczom dzieje historii o powrotach zza grobów, która zaczyna się już u Szekspira i jego Hamleta. Aby nowatorsko podejść do tematu, radzi przenieść nacisk ze zjawiska na tych, co stykają się z duchami. Z ich perspektywy pokazać temat oraz napisać o ich tajemnicach i traumach. Co więcej, uczynić ducha bardziej wyrazistą postacią, obdarzyć ciekawą historią, ale uważając, by z eterycznej postaci nie stała się bohaterem z krwi i kości.

Dni Fantastyki w klimacie Pieśni Lodu i Ognia nie mogły obejść się bez dyskusji na temat serialu.

Michał Stachyra, Karolina i Agata – prowadzące blog o serialach – i Bartek Czartoryski – krytyk filmowy – rozmawiali o 4. sezonie, ulubionych i zbędnych scenach, bohaterach oraz zastanawiali się nad sekretem popularności telewizyjnej Gry o tron.

– Czytelnicy w ten sposób skracają czas oczekiwania na kolejny tom – stwierdziła Agata.
A Czartoryski dodał: ma na to wpływ również to, że to HBO go emituje.

P6284614

Słuchacze dowiedzieli się także więcej na temat planu filmowego:

– W Chorwacji mieści się Królewska Przystań. Okazało się, że ekipa serialu jest naprawdę wielka. Pokazuje to budżet i zaangażowanie produkcji – podsumował Czartoryski.

Zgromadzeni goście chwalili grę aktorską i dynamikę poszczególnych scen. Na sukces składa się także to, że niewiele jest teraz seriali kostiumowych, dlatego Gra o tron idealnie wpasowuje się w tę lukę.

P6284642

Nie tylko zamek przemienił się w raj dla miłośników fantastyki. W leśnickim parku można było postrzelać na strzelnicy, spotkać się z Zakonem Świętego Płomienia oraz nauczyć się paru sztuczek w kwestii samoobrony. Tegoroczne Dni Fantastyki podtrzymały poziom z zeszłego roku. Obszerna oferta obejmująca zajęcia dla młodych i starszych, spotkania z ciekawymi ludźmi w miłej, przyjacielskiej atmosferze jest sposobem na wspaniałą zabawę.

Kamila Zielińska

P6284571P6284576P6284574

P6284598P6284635P6284640

P6284578P6284641 P6294651

About the author
Kamila Zielińska
Studentka, uwielbiająca chodzić własnymi ścieżkami i leżeć na trawie. Patrzy wtedy w niebo i macha do gwiazd. Kocha wizyty po drugiej stronie lustra, dlatego uwielbia czytać. Kiedy zejdzie na ziemię, co nie zdarza się zbyt często, z radością przelewa swoje myśli na papier, mając nadzieję na związaną z tym przyszłość. Współpracuje z portalami Szuflada.net oraz prozaicy.blogspot.com. Plany na przyszłość? Tak wiele, że potrzebuje 9 żyć, by je wszystkie spełnić.

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *