Paryż nie ma końca – 3 – La Rrévolution

Place_VendomeBuddy rozejrzał się dookoła, węsząc potencjalne niebezpieczeństwo. Teren zdawał się czysty, publika na mocniejszym gazie nie stanowiła zagrożenia. W okolicy nie było też nikogo z obsługi, a Edward, oniemiały, wytężał wzrok, by zobaczyć cokolwiek przez chmurę dymu i niemal pozbawioną światła przestrzeń.

Korzystając z możliwości, jaka nadarzyła się po przekroczeniu progu, Buddy puścił się przed siebie, z gracją omijając przeszkody w postaci mebli i czyichś nóg. Wiedział, że Pan go nie dogoni.

Mimo krótkich kończyn prześlizgnął się przez salę niczym pocisk. Niezauważony przebiegł przez scenę, zmyślnie wykorzystując jej zacienioną, prawą stronę. Wbiegł do zabłoconego korytarza, gdzie na kamiennej podłodze walały się śmieci i niedopałki papierosów. Nie oglądając się za siebie, minął mały magazynek i trzy odrapane futryny. Przez mizerną warstwę sierści uczuł chłód, gdyż tę część lokalu pozbawiono grzejników. W końcu dotarł do garderoby. Drzwi były zamknięte, ale słyszał przebijające się przez nie dźwięki.

– A więc nie zostaniesz, żeby mnie posłuchać? – brzmiał wyraźny, ale podenerwowany głos Suzy.

– Wiesz, jakbym chciał, ale mam pilne sprawy… – odparł mężczyzna.

– Och, ty zawsze masz sprawy… – dąsała się.

– Moją najpilniejszą sprawą jesteś ty, dlatego muszę wyjść – odpowiedział mężczyzna, zapewne jej narzeczony. Ale Buddy nie był pewien, nie znał jego głosu tak dobrze jak melodyjny sopran Suzy.

– Proszę cię, zostań! – nalegała artystka.

– Muszę wyjść i na miłość boską, nie płacz! Chcesz, żeby śmiali się z ciebie, mówiąc: „to ta żałosna śpiewaczka z nędznej spelunki”?

3620_1154957781_9f3a_pBuddy usłyszał dźwięk tłuczonego szkła. Najpewniej był to wazon albo masywny kielich. Niemal szczeknął, powstrzymując się w ostatniej chwili. Zawarczał tylko pod drzwiami, a przez jego psi rozum przebijała się myśl wołania o ratunek. Porzucił jednak ten zamiar, zdawszy sobie sprawę, że nikt, za wyjątkiem może Edwarda, nie zrozumiałby jego psiej mowy. A zatem położył się koło drzwi i nasłuchiwał dalej.

– Uspokój się, musisz tam wyjść i zaśpiewać! – krzyknął mężczyzna. – A ja wrócę tu po ciebie z niespodzianką – dodał łagodniejszym tonem.

– Chcę wiedzieć, co to za niespodzianka… – Buddy słyszał pochlipywanie.

– Skoro nalegasz…

– Tak – powiedziała zdecydowanie.

– Idę do teatru. Wystawiają nową sztukę. Słyszałem, że poszukują śpiewaczki do zagrania ważnej roli.

– Co to za sztuka? – wydawała się udobruchana.

– Czy to ważne? Chcę porozmawiać z producentem, może uda się załatwić dla ciebie jakieś przesłuchanie, a wiesz, co by to oznaczało…?

– Że się ze mną ożenisz! – pisnęła już całkiem radośnie.

Buddy warknął, podnosząc łeb z podłogi.

– Że wyrwiesz się z tej nory – poprawił ją tamten.

Jamnik usłyszał, że ktoś podchodzi do drzwi, a wiec wycofał się nieco i ukrył za szeroką miotłą ze słomy.

– A teraz, moja gwiazdo, ubierz się. Za piętnaście minut masz występ. Załóż tę czerwoną suknię z frędzlami z koralików – rzucił mężczyzna, otwierając drzwi.

floral 3Postawny młodzieniec w milczeniu przestąpił próg, ruszając wzdłuż wąskiego korytarza. Buddy patrzył, jak wychodzi, oddala się, a dźwięk jego ciężkich butów dudnił muw głowie. Drzwi zostały niedomknięte. Jamnik wszedł więc do środka i schował się za wielką, drewnianą skrzynią, z której wylewały się kolorowe stroje, boa z piór i rozmaite damskie fatałaszki. Patrzył na nią. Siedziała przy lustrze w samej tylko halce. Jej ramiona były nagie, tak jak nogi, gdyż bielizna sięgała niewiele dalej jak do połowy ud. Nigdy nie widział tak roznegliżowanej kobiety. Zdawał się zaczarowany, w tle pobrzmiewała farelka. Suza pudrowała policzki jakąś sypką, jasną substancją, malowała usta na czerwono. A potem naciągała palcami nieskazitelnie gładką skórę twarzy, oglądając w lustrze raz lewy, raz prawy profil. Mogłoby to trwać w nieskończoność, ale ktoś zapukał do drzwi.

Obleśny, starszy mężczyzna wszedł do środka, nie czekając na zaproszenie. Mimo schludnego ubrania i gładko przyczesanych siwych włosów wzbudził w Buddym odrazę. Twarz miał pełną bruzd, z nozdrzy wystawały mu włosy, a ponadto cuchnął alkoholem.

– Moja piękna… – rzucił, nic sobie nie robiąc z faktu, iż widzi ją w negliżu.

– Ach, to ty… – Suza wydawała się znudzona. – Mówiłam ci, żebyś tu nie przychodził…

– Mam dla ciebie prezent, ale skoro nie chcesz… – dodał, udając, że wychodzi.

– Ach, Claude, zaczekaj! –rzekła chrapliwym głosem, wstając od toaletki. – Wiesz, że się z tobą droczę…

indeksZadowolony ze swojej przebiegłości podszedł bliżej i objąwszy ją wpół, złożył na ustach długi pocałunek. Buddy’ego zemdliło. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Był zbyt zaskoczony, aby zareagować. Przecież Suza była piękna i nieskazitelnie czysta. Na pewno była nietknięta, a przynajmniej do tej chwili. W każdym razie powinna była wyrzucić natręta za drzwi i wołać o pomoc, w momencie gdy naruszył jej intymność, bezpardonowo wkraczając do garderoby.

– Chcę mój prezent! – zawołała, uwalniając się z jego coraz bardziej natarczywego uścisku.

  – Moja ty mała sroko – powiedział, kaszląc jak gruźlik, i wydobył z kieszeni czarnego płaszcza małe puzderko.

Suza wyrwała mu niespodziankę z dłoni, zanim jeszcze zdążył wykonać jakikolwiek ruch. Zerwała opakowanie, wyjmując z wnętrza małego kartonika parę diamentowych kolczyków.

– Claude! – wykrzyknęła, niemal dławiąc się z wrażenia – niepotrzebnie…

– Należy mi się całus.

– Poczekaj! – zawołała znad wielkiego lustra – najpierw muszę je zapiąć!

Zaszedł ją od tyłu, a ona poczuła jego oddech; rękoma pokrytymi starczymi plamami błądził po jędrnym ciele, bezczeszcząc iluzję jamnika. Suza poddała się tym „pieszczotom”. Z kamienną twarzą patrzyła w lustro, ale nie dostrzegła tego samego, co Buddy.

– W tych kolczykach będę wyglądała jak dama, gdy zaprosisz mnie na kolację.

– Moja mała sroczko – mówił, bawiąc się jej piersiami przez zwiewną sukienkę – wiesz przecież, że jestem żonaty.

– Twoja żona niedługo umrze, a mężczyźnie takiemu jak ty nie pasuje żyć samotnie…

  Na te słowa zaprzestał czynności i przyjrzał się uważnie jej odbiciu w lustrze.

– Przecież jesteś zaręczona…

– Kobieta nigdy nie wychodzi za pierwszego napotkanego chłopaka – klarowała. – John to jeszcze młodzik zafascynowany karierą menagera i paryskimi lokalami. A ja potrzebuję stabilizacji i dojrzałego, statecznego mężczyzny, przy którym będę mogła czuć się bezpiecznie. – Spojrzała na niego badawczo i dodała: – Nie mogę do końca życia zabawiać publiczności w podrzędnych lokalach… to takie straszne!

Patrzył na nią przez moment w milczeniu. Dopiero teraz zrozumiał, że w tym ich małym układziku nie tylko on liczył na przyjemność.

– Jesteś w wieku mojej córki… – zauważył.

– Tym lepiej, będziemy najlepszymi przyjaciółkami – mówiła beztrosko, obserwując w lustrze, jak kolczyki lekko kołyszą się w jej uszach.

RTEmagicC_Diamentowe_kolczyki.jpgBuddy przyglądał się wszystkiemu zza drewnianej skrzyni. I to, co widział, zdawało mu się dziwacznym spektaklem, z którego niewiele rozumiał. Tak jak Claude, którego zdradzał wyraz konsternacji na twarzy. Mężczyzna najwyraźniej postrzegał Suzę jako ładną laleczkę, która, obdarowana błyskotką, pozwalała się sobą bawić.

– Dobrze więc – przemówił – ale niech to będzie tajemnicą, dopóki moja żona męczy się jeszcze na tym padole.

   Suzie zabłysły oczy.

– A więc się zgadzasz?

– Tak, moja sroczko.

Dziewczyna zapiszczała radośnie, obejmując starca.

– Cudownie, mój kochany, bo teraz mogę cię tak nazywać, a ty mów do mnie „najmilejsza”! Och, a teraz, Claude, wyjdź, bo za chwilę mam występ. Jeden z ostatnich moich estradowych popisów, jak się zdaje, więc muszę być fantastyczna!

– I będziesz – przytaknął, wypluwając na serwetkę grudkę fioletowej flegmy. – No już, pocałuj mnie. Będę siedział przy scenie i słuchał, jak radośnie zawodzi moja sroczka.

Kamila Błeszyńska

About the author
Kamila Błeszyńska
ukończyła Amerykanistykę na Krakowskiej Akademii, absolwentka Studium Literacko- Artystycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Debiutowała w 2013 r. opowiadaniem „Róża Tudorów”, które ukazało się drukiem w antologii „Teorie Spisków”. Zdobyła kilka wyróżnień na konkursach poetyckich. Pasjonuje ją średniowieczna Anglia, zwłaszcza rola kobiet w spiskach i przewrotach politycznych. Inspiruje się Paryżem lat dwudziestych minionego stulecia. W jej torebce zawsze znajdziesz napoczętą książkę, a w szufladzie kilka świeżych tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *