Pamiętnik z powstania warszawskiego – Miron Białoszewski

okladka_-_pamietnik-obc_(1)„Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego od momentu pierwszego wydania w 1970 roku wzbudzał gorące dyskusje i liczne kontrowersje. Obecna edycja, przygotowana przez Państwowy Instytut Wydawniczy, jest najpełniejszą wersją tekstu, uzupełnioną o fragmenty wykreślone przez cenzurę w czasach PRL lub usunięte prze samego autora.

Od pierwszego wydania Białoszewskiemu zarzucano desakralizację powstania, posługiwanie się  językiem potocznym w opisach jednego z najbardziej traumatycznych doświadczeń w polskiej historii, brak artystycznej kreacji. Wielu postrzegało „Pamiętnik” jako utwór zbyt przegadany, detaliczny, niemal karykaturalny. Właśnie te zarzuty ukazują problem, jaki pojawił się w percepcji tego szczególnego dzieła. Jest to bowiem tekst wyjątkowy nie tylko w literaturze polskiej, ale i europejskiej. Białoszewski nie był pierwszym autorem, który zmierzył się z wyjątkowością apokaliptycznej wojny, niosącej ze sobą całkowite unicestwienie starego porządku. Wcześniej próbowali tego dokonać Tadeusz Borowski i Zofia Nałkowska. Język i narracja „Pamiętnika” różnią się jednak w wielu punktach od literackich prekursorów. Jest to „historia opowiadana”, stąd wybór mowy potocznej dla opisania przeżyć narratora. Sam autor deklaruje także: „Będę szczery, przypominający sobie siebie tamtego w fakcikach, może za dokładny, ale za to tylko prawda będzie”. To zastrzeżenie od razu wprowadza kategorię subiektywności, pracy nad „odpominaniem” przeżyć. „Pamiętnik” jest głęboko antyheroiczny, czym sprzeciwia się utrwalonym w polskiej historii i literaturze tradycjom. Historia wojen, powstań, rewolucji niemal w całości jest historią walczących. Historia „cywilna”, strategie przetrwania obierane przez ludność uwięzioną między walczącymi stronami bywają przemilczane lub zepchnięte do sfery prywatnej, gdyż nie są widowiskowe. Odzwierciedlają tylko mozół przetrwania, zdobywania żywności, wody, schronienia przed toczącymi się walkami, biernego trwania.

Utwór Białoszewskiego jest wielowątkowy, wielowarstwowy i wcale nie łatwy do odczytania. Mieszają się w nim porządki, często od sfery profanum Białoszewski przechodzi do sacrum. „Kto by myślał, jak wtedy się tak wsłuchiwałem w te sienie, bramy, że zbuduje — pilnuje, dom Boży — mnoży, że teraz jak wylecę szukać z kubłem wody, na Podwale, to zobaczę ten «Syjon», już ten drugi, w gruzach, siwy, czerwony, « dom nasz, dom Boży» — drugi po Muranowie, po starcach w sieni, co lud sądzić będą, że zobaczę tych Augustianów. Tyły. Od Podwala. Zburzone. Już nie ma Siedmiu Boleści. Palm. Tłoku. Śpiewania żydowskich spraw. Od Melchizedeka”. Burzone zabytki, bezradni królowie na pomnikach i kolumnach patrzący na zagładę miasta, powstańcze wojsko, które nie może nikogo uratować. Powstanie Białoszewskiego jest czekaniem w „podziemnej” Warszawie, walką o przetrwanie, modleniem się o cudowne ocalenie. Nie ma w tym bohaterstwa, taniego heroizmu, wojowników. Zmienia się hierarchia potrzeb. Ważne okazuje się to, co najbardziej elementarne: piwnice o mocnych sklepieniach, studnie, wychodki. Białoszewski odpowiada na nigdy niezadane pytanie o „piwniczną Warszawę”, o cywilne życie i śmierć w ginącym mieście. Często postrzegane jako mniej ważne, nieciekawe, antyheroiczne.

Opisy, wydobyte z pamięci Białoszewskiego, są bezlitosne dla narodowej mitologii. Jak wtedy, gdy pisze o powstaniu w getcie, które nie weszło do kanonu polskich powstań: „Niemiec strzelał spod Garnizonowego przy Miodowej, z armaty, w getto, w Bonifraterską. Tam spadali ludzie. Z murów takich wielkich, ślepych, z okienkami. I z tych okienek. A tu zebrało się publiki — łobuzerki — i bili brawo temu Niemcowi. A on po iluś tam walnięciach zdjął hełm, bo słońce, spocił się, zmęczył — ten bohater — w tym tłumku życzliwych — i ocierał się z potu”. Albo gdy przedstawia przedmieścia powstańczego Starego Miasta: „Żydom sprawdzają jakieś papierki. Oddzielają ich. Żeby pomagali w robotach. Żydzi mają pod pachami zawiniątka, coś w rodzaju worków. Nas puszczają. Całą grupę”. To zakłóca powszechnie utrwalony obraz, niepokoi. Podobnie jak scena z ludźmi w piwnicy, z których nikt nie zgłasza się do niesienia noszy z ranna kobietą.  Jak więc ocenić mit o powszechnej w powstaniu solidarności?

Narracja Białoszewskiego jest zawikłana, poszarpana, niejednoznaczna. W tym właśnie przejawia się siła tego tekstu. Narrator dostrzega rzeczy, które umykają w batalistycznych narracjach, jak rola kobiet w piwnicznej Warszawie. „Nawrót do matriarchatu”, rządy matek wprowadzające nieco ładu w świat entropii i chaosu. Przestrzeganie zasad (choć już nieco słabsze ze względu na okoliczności), organizacja codziennego życia, gotowanie żywności. Białoszewski używa żeńskiej formy słowa powstaniec, więc pojawiają się u niego „powstańczynie”. Powstanie wzbogaca się o rodzaj żeński. Wojna przynosi ze sobą feminizację nie tylko wśród cywilów, ale i wojskowych. Białoszewskiego „praca pamięci” dała zadziwiające rezultaty: obraz piwnicznej wspólnoty, ginącej zbiorowości, która wraca niemal do korzeni tworzenia się każdej społeczności: potrzeby przetrwania, kooperacji, wyraz instynktu stadnego mającego ułatwić przeżycie. I dopiero gdzieś w najgłębszej swojej warstwie „Pamiętnik” okazuje się litanią, wypominkami za umarłym miastem, które pozostało na zawsze pogrzebane pod fundamentami odbudowanej Warszawy.

 

Autor: Miron Białoszewski

Tytuł: Pamiętnik z powstania warszawskiego

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Data wydania: lipiec 2016

About the author
Ewa Glubińska
historyczka, feministka, wielbicielka herstories pisanych przez życie i tych fikcyjnych również

komentarz

  1. Dzięki, b dobrze napisane, niemalże oddaje duch i zgrozę tamtych czasow. Nowe pojecia, feminizacja powstania, powstanczynie, dodają do swieżośći spojrzenia w tym memuarze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *