Pamiętajcie o ogrodach…

Do tej pory, mówiąc o mitologii, głównie zwracałam uwagę na bogów i ludzi, którzy są bohaterami kolejnych opowieści. Ale oprócz nich pojawiają się tam przecież także zwierzęta i rośliny, które stanowią integralną część ich historii. Bóstwa, jeśli tylko potrzebują tego w jakimś celu, przybierają wygląd zwierząt, jak choćby Zeus, który aby porwać piękną Europę, przyoblekł się w ciało byka. Należy przy tym wspomnieć, że ten motyw był później licznie wykorzystywany w sztuce, czego przykładem mogą być obrazy Rembrandta czy Strozziego.

Ale dziś chciałabym się skupić bardziej na florze, niż faunie. Zacząć może należy właśnie od słowa „flora”, które oznacza zbiór gatunków roślin występujących na danym terenie lub też – potocznie – po prostu roślinność, bez dokładnego określenia jaki obszar ona zajmuje. Nazwa ta wywodzi się od rzymskiej bogini kwiatów, Flory, więc czasem nawet nieświadomie wracamy do mitologii, wspominając o niej.
Oprócz samej nazwy, wywodzącej się ze starożytności, mamy też inne współczesne odwołania do mitologicznych roślin. Pierwszym przykładem może być wspominany już kiedyś przeze mnie narcyz, biały kwiat, któremu imię dał bohater jednej z opowieści, młodzieniec, który zakochał się w swoim własnym odbiciu za sprawą boskiej zemsty. Warte uwagi są też złote jabłka Hesperyd, które w mitologii pojawiają się kilkakrotnie: jako dar Gai – Matki Ziemi – podczas zaślubin Hery i Zeusa, podczas jednej z prac Heraklesa oraz stanowiąc przyczynę niezgody pomiędzy boginiami. Skupmy się może teraz na tej ostatniej historii, w której jedno ze złotych jabłek zostaje rzucone pomiędzy niewiasty z okrzykiem: „Dla najpiękniejszej”.

Otrzymać  niezwykła nagrodę, jako hołd dla swojej urody, pragną Hera, Atena oraz Afrodyta, a sędzią w tym konkursie zostaje Parys. Każda z bogiń pragnie zaofiarować mu to, co wydaje się jej najcenniejsze w zamian za wygraną – bogactwo, mądrość lub najpiękniejszą kobietę za żonę. Mężczyzna, słysząc te propozycje, wskazuje Afrodytę, a kobietą, którą w ten sposób zdobywa, jest Helena, o którą potem toczy się wojna trojańska. A złote jabłko? Do dziś pojawia się ono we frazeologizmie „jabłko niezgody”, oznaczając, podobnie jak częściej używana „kość niezgody”, przyczynę konfliktu.

Chciałabym jednak zwrócić uwagę, że nie tylko w mitologii greckiej (w niej nawet wyjątkowo mało) pojawiają się motywy roślinne. Chyba najbardziej znanym przykładem jest bowiem Yggdrasil, wywodzący się z mitologii nordyckiej. Ten jesion swoimi korzeniami łączy poszczególne światy, umożliwiając im kontakt między sobą i przekazywanie informacji przez boskich posłańców, stanowiąc w ten sposób axis mundi – oś świata, a nawet można by rzecz wszechświata. Wyobrażenie Yggdrasil podobne jest germańskiemu świętemu dębowi Irminsul, który miał łączyć ze sobą niebo i ziemię, lub też w nieco innej wersji podtrzymywać niebo, by nie spadło. Oba drzewa znalazły swoje odbicie również we współczesnych dziełach, z których pragnę wymienić tylko dwa. O skandynawskim jesionie wspomina między innymi jedna z piosenek szwedzkiego zespołu Therion, należąca do albumu koncepcyjnego „Secret of the Runes”. Dąb, który w zasadzie ma więcej cech Yggdrasil niż Irminsul, został przeniesiony na karty fantastycznej powieści Elizabeth Haydon pt. „Rapsodia”, gdzie główni bohaterowie najpierw odbywają podróż do świętego drzewa, a następnie po jego korzeniu i axis mundi przechodzą na drugą stronę wykreowanego przez autorkę świata.

Na sam koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o naszym rodzimym kwiecie paproci, który zgodnie z tradycją i słowiańskimi legendami zakwita w Noc Świętojańską, a swemu znalazcy zapewnia dostatek i pomyślność. Jego poszukiwania stały się nieodzownym elementem obchodów Kupały, wkradając się na stałe do kultury europejskiej, choć obecnie stanowią tylko rozrywkę dla młodzieży, nie niosąc ze sobą głębszego znaczenia, związanego z wierzeniami naszych przodków.

I pozostaje tylko pytanie, czy wciąż roślinność znaczy dla nas tyle, co dawniej? Nie otaczamy przecież czcią dębów, jesionów czy gajów oliwnych, nie wierzymy już, że jeden mały kwiatek da nam to, o co musimy walczyć każdego dnia, w szarym życiu, w którym nie ma magii nawet, jeśli bardzo byśmy jej pragnęli. Może więc to już tylko relikt przeszłości i element kultury, który wynika z tradycji, ale poza swoim symbolicznym znaczeniem, które przejawia się w związkach frazeologicznych czy utworach artystycznych, nie daje nam nic?

A może jest inaczej i potrzebujemy tych przekazów z dawnych czasów, tak samo jak potrzebujemy kwiatów na parapecie, parków i ogrodów, by nie zamienić się w nieczułe istoty, które nie potrafią dostrzegać piękna, gdyż ich oczy przywykły do klockowatych brył z metalu, szkła i betonu? Osobiście wolałabym tę drugą wersję, szczególnie, że znam wiele osób czujących się znacznie lepiej na łonie przyrody – w jej ciszy, która z reguły wcale nie jest całkowitym brakiem dźwięków, tylko cichymi odgłosami, które „normalnie” giną w zgiełku otaczającego nas, pędzącego świata. I z tą nadzieją pozostaje mi tylko zacytować słowa Jonasza Kofty:

Pamiętajcie o ogrodach,
przecież stamtąd przyszliście,
w żar epoki użyczą wam chłodu,
tylko drzewa, tylko liście…

Marta Choińska

About the author
Studentka chemii z zacięciem literackim, która zawsze pisze za długie zdania i gromadzi w domu wszystkie książki, które ją do siebie przyciągną, ograniczeń gatunkowych nie uznając. W wolnych chwilach czyta i pisze, słuchając muzyki starannie dobieranej do klimatu tekstu, albo zwiedza z upodobaniem miasta, zamki i muzea. Kiedyś chciałaby połączyć swoje zainteresowania chemiczno-artystyczne, na razie lawiruje między nimi i próbuje równocześnie kończyć eksperymenty oraz opowiadania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *