Oświęcimki – Wojciech Albiński

0

wojciech-albinski-oswiecimki-wydawnictwo-nisza-2015-01-14-519x800Bezpretensjonalne Oświęcimki wciskają w fotel. Doskonale łączą różne motywy współczesnej tożsamości z tragicznymi faktami historii. Wojciech Albiński znakomicie wpisuje się w dyskurs o „postpamięci”. Trwałe określenia, zrośnięte z historią, nagle zostają zburzone i wsadzone w szokujące zestawienia codzienności.

Zacznijmy od wiersza o tytule zahaczającym o „kłamstwo oświęcimskie”, które normuje ustawa z roku 2012, zmieniona, czy też poprawniej będzie napisać: utworzona po tym, jak z ust Baracka Obamy padło szokujące określenie „Polish dead camps”, której zapisem zajęło się kilku znanych wówczas polityków. Ustawa brzmi: Szczególnymi przejawami negowania eksterminacji lub sprawstwa eksterminacji są: tzw. „kłamstwo oświęcimskie” oraz „kłamstwo katyńskie”. Tolerowanie zakłamywania faktów dotyczących odpowiedzialności organów państwowych III Rzeszy za eksterminacje ludności, dokonywane w obozach śmierci na terytorium okupowanej Polski, może prowadzić do błędnego utożsamiania Polaków ze sprawcami zbrodni w obozach koncentracyjnych. W zagranicznej prasie już niejednokrotnie pojawiały się podobne „skróty myślowe” zakłamujące istotę odpowiedzialności za holokaust (np. „polskie obozy koncentracyjne”).  Nie wiem, czy jest jeszcze ktoś, kto nie zdaje sobie sprawy z tego, że negowanie istnienia obozów koncentracyjnych jest przestępstwem. Ale wróćmy do wiersza Wojciecha Albińskiego, ma on tytuł „Wątpliwości co do istnienia obozów koncentracyjnych” (s. 66) i zaczyna się wersem:

Jak to w ogóle przyjąć, co, sąsiad?

I to właściwie jakby zawieszenie. Możemy założyć, że pytanie dotyczy tytułu, ale dalsza część zmienia naszą hipotezę.

Rozmawiam z sąsiadem, a przez Warszawę

idzie fala powodziowa, coś tam zalewa, podtapia […]

I tu pojawia się zdziwienie. Słowami człowieka rozmawiającego z drugim:

Wrocław czeka na wielką wodę, kilka osiedli może został zalanych.

Rozumiesz, sąsiad! Ale fajnie!

I może tylko ostatnie dwa wersy skłonią nas do refleksji. O tym, co myśleli inni wtedy. I nie pomagali. Może to o to chodziło, tylko wszyscy bali się tak to napisać, podsumować. A poeta napisał.

To nie może być tak naprawdę, żeby to się działo.

Co mnie to obchodzi. Chuj.

I tak mi się wydaje, że Albiński poprzez ukazanie zobojętnienia sąsiada, społeczeństwa w ogóle mówi nam o wydarzeniach rozgrywających się wokół Holocaustu. Ale nie wchodźmy w debatę, gdzie byli tamci czy ci, kiedy się to działo. Bo byli przecież ci, którzy próbowali ocalić, choć poeta przypomina o tych, którzy nie robili tego bezwarunkowo.

I tak to, co kiedyś, wydawałoby się, przerastało ludzkie życie, teraz nagle staje się tanie

albo bez wartości. To pocieszające. Pisze ironicznie w wierszu „Cena” (s. 61).

Kamienice, place budowlane, diamenty, złoto, garnitury, futra, etole i mufki, zegarki i koronki na zębach, a nawet kołdry i poduszki.

Poprzez nawiązanie do powodzi (zdjęcie starych ludzi wynoszących z powodzi w 97 roku tylko kołdrę i poduszki) twórca przypomina o wysiedleniach w czasie II wojny światowej, przekazuje informacje historyczne, które posiada. To opowiadanie o Żydach pozbawianych majątków, o tych, którzy ukrywali się w lasach, i o tych, którym za pieniądze udzielano schronienia w domach. Jakie to pocieszające, jakie szczęśliwe i promienne. Jakie prawidłowe. Ludzkie, żywe ciało jest warte więcej niż niejeden skarb!  To wcale nie jest obwieszczenie o tym, że dla ludzkości jest jeszcze nadzieja, bo Albiński kończy strofę: Płacą przecież. Za wydanie gościa.

Smutna prawda o przeszłości. Jest też o przyszłym życiu, dużo w wierszu „Intuicja” (s. 63)

I o teraźniejszości, bo Albiński pisze o IKEA. Świetnie, bo wszyscy przecież wiemy, co to jest za sklep. Prawda? Wszakże jesteśmy pokoleniem plastiku, tanich szwedzkich mebli i jeszcze tańszych kiczowatych dodatków. Niejeden z nas robi sobie wycieczkę rodzinną do tego przybytku radości. Poeta też. Tym wierszem rozpoczyna tom Oświęcimki. Wielu mi powiedziało, że wiersz jest przegięciem. Piszą, że nie można tak, że przesada. A ja uważam, że rewelacja. W życiu bym na to nie wpadła. A porównanie jest szokująco-naturalistyczne. Pisarz bowiem porównuje IKEA do pamięci o wędrowaniu Żydów z rampy do obozu.

Rampa. Idą przez nią ludzie, ja jestem z nimi,

raczej z tyłu, a potem inni są za mną. Gdyby

na nas spojrzeć z góry, tworzymy coś w rodzaju regularnego wzoru ludzi. Staramy

się zachować jakieś odległości między sobą, tak żeby bliscy byli z bliskim […]

Wszystkie twarze w jedną stronę.

Sugestywnie. I bardzo obrazowo. Nic dodać, nic ująć.

Podłoga betonowa i ten regularny ruch ludzi,[…]

I wtedy uświadamiam sobie, że (a jednak) cały

mój świat da się wpisać w takie skojarzenie.

Że Oświęcim dzisiaj, co już zostało powiedziane

tysiąc razy w uczonych książkach, jest metaforą

wszystkiego.

[…]

Poeta sunie po IKEA pod groźnym spojrzeniem Strażników-Rzeczy, robi zakupy w bladym świetle. Nie chce rozmawiać z innymi, choć jest bardzo blisko. Pilnuje swojej rodziny, żeby się nie rozeszli, nie zgubili.

W końcu trafiamy do kas, przeciskamy

się pod wrogimi spojrzeniami mebli

i informacji sprzedażowych, które na nas

polują. Zniechęcenie zmienia się w marazm.

Oczekujemy na wolność, wolność niewolnika.

Witamy w Oświęcimku.

 Ula Orlińska-Frymus

Autor: Wojciech Albiński

Tytuł: Oświęcimki

Wydawnictwo: Nisza

Rok: 2014

Liczba stron: 94

Podziel się

O autorze

Ula Orlińska-Frymus

doktorantka US, ukonczyła szkołę dla emigrantów w Izraelu oraz podyplomowe studium nauki o Holokauście na UW, autorka reportaży z Izraela i Japonii, zakochana w Harukim Murakamim, sushi i komiksach Rutu Modan. A przede wszystkim - mama Franka.

Odpowiedz