Opowieści celtyckie: Cena przywództwa – Karolina Janowska

2

OPOWIESCIMyśląc o Galach, na ogół mamy przed oczami Asterixa i Obelixa. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej niż przygody dwóch sympatycznych zabijaków. Była ponura, krwawa i bezlitosna, gdyż Rzymianie często okazywali się znacznie bardziej barbarzyńscy niż ludy, które podbijali.  Przeświadczenie o wyższości własnej cywilizacji owocowało bezlitosną pogardą dla wszystkich, którym nie było dane urodzić się Rzymianami.

Jeśli weźmie się jeszcze pod uwagę, że współczesne pojęcie obiektywnego dobra i zła było mieszkańcom Imperium Romanum właściwie nieznane, trudno się dziwić, że Cesarstwo miało taki kształt, jaki znamy z podręczników do historii. Podboje uznawano za coś całkowicie normalnego, a nawet pozytywnego, bo oprócz oczywistych korzyści dla Rzymian miały one – według ich opinii – również dobre skutki dla podbijanych ludów. Pozwalały owym „barbarzyńcom” stać się częścią Imperium i korzystać z narzucanych im zdobyczy cywilizacyjnych. A co o tym myśleli podbijani? Kto by się tym przejmował…  Karolina Janowska w swoich „Opowieściach celtyckich” pięknie ukazała nie tylko realia świata antycznego, ale też sposób myślenia jego mieszkańców. Kolejna część tego cyklu nosi tytuł „Cena przywództwa”.

Juliusz Cezar nadal toczy walki na terenie Galii. Ma coraz więcej przeciwników, między innymi germańskiego wodza Ariowista. To niebezpieczny wróg, odważny, okrutny i bezkompromisowy. Ma tylko jedną słabość: pierworodną córkę Lorelei, którą kocha nad życie. Miłość do pięknej, pełnej wdzięku dziewczyny całkowicie przesłania mu zalety młodszej córki, brzydkiej i niezgrabnej, ale obdarzonej inteligencją i ambicjami, obcymi pupilce ojca. Gdy Lorelei zostaje przeznaczona wodzowi Galów na drugą żonę, nikt nie jest z tego zadowolony, nawet sam Galvan. Dla Wercygentoryxa, który wcale nie pragnie wojny z Imperium, taka gwarancja sojuszu oznacza głównie kłopoty z ukochaną Gwynn. Ariowista boli to, że musi złożyć ukochaną córkę na ołtarzu polityki międzyplemiennej. Dla samej Lorelei jest to konieczność rozstania z ukochanym Jorgiem. Najbardziej jednak cierpi zakochana w Galvanie Adair, której znienawidzona starsza siostra odbiera już drugiego mężczyznę, a nawet trzeciego – jeśli doliczyć ojca. Zazdrość i gorycz popchną młodą dziewczynę do czynu, który odmieni losy jej rodziny, Galii i całej słynnej wojny…

Żywe, kolorowe postacie, realistycznie oddane wydarzenia znane z historii – to wszystko sprawia, że cykl „Opowieści celtyckie” należy do moich ulubionych. Autorka tej serii jest nieprawdopodobnie utalentowana i w każdym innym kraju wróżyłabym jej wielką przyszłość. W Polsce… no cóż, wszyscy wiemy, jak jest w Polsce. Wierzę jednak w to, że Karolina Janowska pokona wszelkie przeciwności. Zasługuje na rozgłos. Jej cykl książkowy to gotowy scenariusz serialu historycznego, w którym będzie wszystko: miłość, nienawiść, walka, życie rodzinne i szczypta magii, do tego na starannie opracowanym tle historyczno-obyczajowym. Może najsłabiej wypadła postać Lorelei, ale też chyba taka miała być – piękna i rozpieszczona, lecz nieciekawa, mdła. Co do innych bohaterów – trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Budzą w czytelniku żywe emocje, a ich perypetie wciągają tak, że trudno odłożyć tom na półkę, nawet gdy trzeba iść spać.

Najnowsza odsłona historii Wercygentoryxa i jego walki z Juliuszem Cezarem jest równie ciekawa jak poprzednie i równie dobrze opracowana pod względem historycznym. Jeśli miałabym wytknąć autorce coś nie do końca właściwego, byłoby to okazjonalnie użyte przez nią nazewnictwo. Nie chodzi mi o to, że Karolina Janowska nie archaizuje ani języka narracji, ani dialogów – to akurat jej się chwali. Chodzi o użycie określeń, które nie istniały w danej epoce. Co od biedy można wybaczyć Sapkowskiemu, piszącemu powieści fantasy, w przypadku autorki powieści stricte historycznej nie uchodzi. Wspomina ona bowiem, i „Cezar miał przeczucie, że owszem, ta dziewczyna potrafi wysilać swe szare komórki”. Nie jest to właściwe, podobnie jak użycie w innym miejscy frazy „czuć każdą komórką ciała”. W opisywanych czasach „komórka” była jedynie szopą na drewno lub węgiel. Nie istniało takie określenie jak „szare komórki”, ba! nawet nie wiedziano o tym, jaka dokładnie jest funkcja mózgu! Powszechnie uważano, że siedliskiem myśli i uczuć jest serce, a jeśli nawet niektórzy lekarze mieli inne zdanie, to ich teorie nie były rozpowszechnione. Podobnie nie należało pisać, że „Labienius był naładowany testosteronem”. Kto w czasach starożytnego Rzymu słyszał o steroidach, na Eskulapa?!  Pomijając jednak te drobne wpadki, książkę czyta się wspaniale. W niczym nie ubliżając wydawnictwu Novae Res, dziwię się, że tak utalentowaną pisarką i jej cyklem nie zainteresowała się któraś z większych i ważniejszych oficyn. Oczywiście przyznaję, że Novae Res umiało zadbać o piękne, profesjonalne wydanie i dobrą korektę, a grafika na okładce, nawiązująca do starych tradycji, naprawdę budzi uznanie.

Tytuł: Cena przywództwa

Cykl: Opowieści celtyckie

Tom: 3

Autor: Karolina Janowska

Okładka: miękka

Liczba stron: 425

Rok wydania: 2017

Wydawnictwo: Novae Res

Podziel się

O autorze

Technik MD, czyli maniakalno-depresyjny. Histeryczna miłośniczka kotów, Star Treka i książek. Na co dzień pracuje z dziećmi, nic więc dziwnego, że zamiast starzeć się z godnością dziecinnieje coraz bardziej. Główna wada: pisze. Główna zaleta: może pisać na dowolny temat...

2 komentarze

  1. Brzmi jak bardzo ciekawy tytuł od Novae Res. Dużo się czyta o Rzymie czy innych starożytnych, a mało o ludach tutaj na północnej części Europy! Dziękuję za recenzję.

    • Do dziś nie mogę się nadziwić, jakim cudem tak zwane „dobre” wydawnictwa przegapiły taką perłę. Świadczy to albo o totalnej indolencji tradycyjnych wydawców, albo o ich obojętności na prawdziwie wartościową literaturę.

Odpowiedz