Oczko w pończosze czyli „Metamorfozy Marilyn Monroe”

Najczęściej fotografowana kobieta świata. Elektryzująca mieszanka niewinności i seksualności. Kobieta – dziecko. Każdy kto ją widział miał potrzebę, by się nią zaopiekować, a ona ciągle uwodziła: kamerę, aparat, lokajów, pokojówki, widzów, kolegów z planu. Taki miała pomysł na siebie, tak prawdopodobnie Norma Jane grała Marilyn Monroe. I być może była to najlepsza rola jej życia. Do perfekcji miała opanowane spóźnianie się i nonszalanckie zrzucanie płaszcza, spod którego oczom zakochanego w niej tłumu ukazywała się suknia przylegająca do ciała niczym druga skóra. Każdy jej gest był wyuczony i wystudiowany, każde spojrzenie wyćwiczone setki razy. Zmieniła nawet tembr swojego głosu…Czyż to nie fascynujące?

Nie pamiętam kto to opowiadał, ale z pewnością był to któryś ze znanych Polaków – dziennikarz, aktor albo polityk. Nie potrafię sobie przypomnieć, ale nie on w tej historii jest najważniejszy. Człowiek ów śpieszył się na ważne spotkanie w jednym ze szklanych biurowców w centrum Nowego Jorku. Na którymś z pięter winda zatrzymała się i weszła do niej Naomi Campbell. Nasz Polak oniemiał. To długonogie cudo o hebanowej skórze wydawało mu się bowiem od zawsze absolutną kwintesencją kobiecego piękna. W chwili, gdy stanęła przed nim, miał wrażenie, że obcuje z bóstwem. Chyba nie było to przyjemne uczucie, bowiem pointa tej opowieści jest taka, że dopiero gdy dostrzegł w tym nieskazitelnym obrazku skazę – a było nią oczko w pończosze supermodelki – odetchnął z ulgą. Pomyślał, że oto, na szczęście, stoi przed nim kobieta z krwi i kości: ani idealna, ani boska. Po prostu piękna i zwykła.

Przypomniała mi się ta anegdota, gdy czytałam (i oglądałam!) album Metamorfozy Marilyn Monroe autorstwa Davida Willsa. Chyba nie ma człowieka, który stał się większą ikoną pop kultury niż Marilyn. Wydaje nam się, że wiemy o niej wszystko: prawdziwe imię (Norma Jane), wymiary (60-90-60), znaki szczególne (burza tlenionych włosów, promienny uśmiech i dorysowany pieprzyk), sposób chodzenia (skracała jeden obcas, żeby kołysać biodrami), ulubiona błyskotka (diamenty), największa zagadka (czy umiała grać i czy miała romans z Keneddym). A tak naprawdę, wiemy chyba bardzo niewiele…

W wydanym przez Znak albumie zgromadzono blisko trzysta fotografii Gwiazdy. Wśród nich znajdują się prywatne zdjęcia aktorki, fotosy filmowe, migawki z planu,  zdjęcia z wczesnych powojennych sesji nikomu wówczas jeszcze nie znanej dziewczyny z fabryki samolotów. Znajdziemy tu również zdjęcia Marilyn, znane nawet tym, którzy nigdy nie obejrzeli żadnego z jej filmów – między innymi zdjęcie, które posłużyło Warholowi jako inspiracja do namalowania bodaj najsłynniejszego pop-artowego obrazu.

Komentarzem do licznych fotografii Marilyn są wspomnienia tych, którzy ją znali i którzy z nią pracowali: reżyserzy, fotografowie, makijażyści. Jedni odmawiają jej talentu, inni wspominają, że była nieznośna, jednak wszyscy są zgodni – była wyjątkowa i miała nadzwyczajny dar skupiania na sobie uwagi. Zdjęcia i tekst stanowią doskonale uzupełniającą się całość – odkrywają nieznane twarze tej kobiety, której prawdziwe życie zniknęło gdzieś w blasku fleszy, stało się – jak czytamy na okładce – filmem, serią zdjęć i obrazem.

Zatopiłam się w lekturze albumu na dobrych kilka godzin śledząc uwiecznione na zdjęciach życie Marilyn (lub to, co za jej życie uważamy) od pierwszych nieśmiałych sesji zdjęciowych z czasów, gdy była typową amerykańską pin up girl. Wpatrywałam się w każdy detal zdjęć, analizowałam roziskrzone spojrzenia ludzi, którzy ją otaczali. Na czym polegała jej magia? Wszędzie ten sam uśmiech. Promienny, przerażający… W czym tkwił sekret? Co się pod nim skrywało? Porównywałam ją do innych pozujących razem z nią aktorek. Niknęły w jej cieniu. Chcąc dostrzec człowieka, kobietę w wyniesionej na piedestał ikonie, przyglądałam się jej kolczykom, krzywo założonej apaszce, drobnym rankom po depilacji i temu co widelcem rozgrzebała na talerzu.

Jest w tym świetnym albumie pewne zdjęcie – moje ulubione. Lekko odklejają się jej sztuczne rzęsy, ma zmęczony wzrok i kurze łapki na powiekach. Nie uśmiecha się już tak histerycznie, a mimo to wygląda olśniewająco, a zarazem zwyczajnie. Ciągle gra, ale spod fasady z pudru i koronek Marilyn M. wydobywa się dusza Normy Jane.

Album „Metamorfozy” odkrywa nieznane twarze Blondynki, a to zdjęcie jest dla mnie niczym oczko w pończosze.

Agata Jawoszek

Autor: David Wills

Tytuł: „Metamorfozy Marylin Monroe”

Liczba stron: 320 stron

Wydawnictwo: Znak

Data wydania: 2011

About the author
Agata Jawoszek
rocznik `83, absolwentka slawistyki, obroniła doktorat z literatury bośniackich muzułmanów, specjalizuje się w kulturze krajów bałkańskich, czyta zawsze i wszędzie, najchętniej kilka książek na raz; ma słabość do sufizmu i sztuki islamu.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *