Nieszczęścia chodzą parami – recenzja komiksu „Nieskończony kryzys”

Kiedy w 2016 roku Egmont opublikował wreszcie Kryzys na nieskończonych ziemiach, byłem podekscytowany. Wiedziałem, że to jeden z najważniejszych komiksów nie tylko dla DC, ale w ogóle w świecie amerykańskiego superhero, pokazujący, jak sprawnie poprowadzony event może posłużyć do restartu uniwersum, które po 50 latach było już nieco „zaśmiecone” (Kryzys na nieskończonych ziemiach pierwotnie ukazał się w 1985 roku). Gdy jednak wczytałem się w tamten komiks, moja ekscytacja ustąpiła rozczarowaniu płynącemu z chaotycznej fabuły i dość archaicznej kreski. Kiedy więc dwa lata później to samo wydawnictwo opublikowało Nieskończony kryzys – sequel Kryzysu na nieskończonych ziemiach – mój entuzjazm był już mniejszy.

O ile Kryzys na nieskończonych ziemiach miał uporządkować uniwersum DC po 50 latach gmatwania fabuł, tworzenia światów równoległych i alternatywnych wersji bohaterów lub wydarzeń, o tyle Nieskończony kryzys robił to samo po zaledwie 20 latach (oryginalnie komiks ten ukazał się w latach 2005-2006). Wydaje się zresztą, że tendencja do szybszego gmatwania i częstszych rebootów jest postępująca. W każdym razie Nieskończony kryzys miał posprzątać bałagan, jaki w uniwersum DC panował na początku XXI wieku. Dzięki temu udało się zakończyć parę serii, inne rozpocząć „na świeżo”. Ten cel został osiągnięty, przy okazji komercyjnego sukcesu. Jak jednak ocenić sam Nieskończony kryzys?

Zacznijmy od największej chyba bolączki Kryzysu na nieskończonych ziemiach, czyli postaci. Problem, jaki pojawia się także w Nieskończonym kryzysie, dotyczy liczby bohaterów (superbohaterów i łotrów, a także wielu postaci drugoplanowych) zaludniających karty komiksu. Jest ich bardzo, bardzo dużo, a na dodatek zapewne nie wszystkich uda nam się rozpoznać. Dzieje się tak zarówno przez to, że do polskich czytelników dociera tylko część tytułów amerykańskiego wydawcy, jak i przez to, że scenarzysta Geoff Johns postanowił dać popis „komiksowej erudycji”, wydobywając z archiwów DC postaci rzadko już obecne nawet w Stanach.

Druga sprawa to fabuła. Główny rys przedstawia się następująco: Superman z Ziemi-2, Alexander Luthor Junior z Ziemi-3 oraz Superboy w wyniku wydarzeń opisanych w Kryzysie na nieskończonych ziemiach znaleźli się (wraz z Lois Lane) w dość specyficznym miejscu multiwersum. W związku z pogarszającym się zdrowiem Lois starsza i bardziej doświadczona wersja Supermana z Ziemi-2 postanawia przywrócić tę wersję Ziemi, mając nadzieję na poprawę kondycji swojej ukochanej we właściwym dla niej świecie. Wraz z Luthorem i Superboyem udaje im się wydostać i zaczynają siać zamęt w superbohaterskich szeregach Ziemi. Zresztą ziemscy mściciele i obrońcy sami całkiem dobrze radzą sobie z eskalacją konfliktów. Dotyczy to zwłaszcza głównego trzonu Ligi Sprawiedliwości: Batmana, Supermana i Wonder Woman, których wiara we wzajemną przyjaźń zostaje mocno nadwątlona. Do tego momentu fabuła wydaje się jasna i gdyby pozostać tylko przy tym wątku – nie byłoby problemów. Jednak wplatanie kolejnych postaci sprawia, że Nieskończony kryzys obrasta kłączem wątków pobocznych, które nie mają większego znaczenia. Co więcej, o ile polski czytelnik dostaje tylko główne wydarzenie, o tyle w oryginale prowadziło do niego kilka serii, zawierających sytuacje, do których nawiązują postaci z tego komiksu, a o których możemy nie mieć pojęcia. Może nie jest to mankament samego komiksu, a jedynie (przez nikogo w zasadzie niezawiniony) problem różnic wydawniczych, ale w zasadzie nie sposób ogarnąć całego kontekstu wydarzeń Nieskończonego kryzysu.

Dużo lepiej komiks wypada pod względem problematyzacji wydarzeń, budowania charakterów postaci itd., o ile oczywiście skupimy się tu na tych głównych, przymykając oko na pozostałe. Zaskakujący Superboy, niejednoznaczny Superman z Ziemi-2, rozdarty Batman… Geoff Johns bardzo się stara pokazać, jak ewoluowały komiksy superbohaterskie, jak poważną rozrywką się stały lub przynajmniej miały się stać. Zmianę postaw widać zresztą bardzo dobrze w zestawieniu dwóch Supermanów i innych postaci napotykających swoje alternatywne wersje.

Pod względem graficznym również jest dobrze. Za całość odpowiada Phil Jimenez, ale wspomaga go zespół ilustratorów. Komiks jest stylistycznie spójny, a do tego pełen dynamicznych scen. Momentami stylistyka świadomie nawiązuje do Kryzysu na nieskończonych ziemiach i można ją przypisać do starej szkoły, choć jest dużo czytelniejsza, co w tym przypadku okazuje się niezwykle ważne.

Sądzę, że Nieskończony kryzys – jako pojedyncza, zamknięta historia – wiele by zyskał, gdyby odrzeć go z niepotrzebnych wątków i postaci. Problem w tym, że wtedy nie mógłby być tak szeroko zakrojonym wydarzeniem, potrzebnym wydawnictwu w 2005 roku. Przez to po latach wydaje się bardziej chaotyczny, jednak i tak wolę go od Kryzysu na nieskończonych ziemiach. A zatem: jeśli podobał wam się pierwowzór, sięgnijcie i po sequel. Jeśli lubicie eventy z epickim rozmachem, w których często nie wiadomo, o co chodzi, ale zawsze można mieć pewność, że o coś wielkiego – też wam się spodoba.

Aleksander Krukowski

Scenariusz: Geoff Johns
Rysunki: Phil Jimenez, George Perez, Ivan Reis, Jerry Ordway
Tusz: Andy Lanning
Kolor: Jeremy Cox, Guy Major
Wydanie: I
Data wydania: Sierpień 2018
Tytuł oryginału: Infinite Crisis
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 180×275 mm
Stron: 264
Cena: 99,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328134393

About the author
Aleksander Krukowski
Literaturoznawca, krytyk literacki i tłumacz. Wytrwały recenzent książek i komiksów, publikujący w różnych zakątkach internetu. Fan Granta Morrisona, Alana Moore'a, Warrena Ellisa i Neila Gaimana, chętnie sięgający po komiksy spoza swojej strefy komfortu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *