Najgorsza książka świata (o lesbijkach)

0

T252784Gdybym chciała określić ogólną postawę Elwiry Watały jako autorki, byłoby to stwierdzenie: „apologetka de Sade’a”. Przy czym zafiksowana na pornograficznym aspekcie prac osławionego markiza, chociaż z całą pewnością akurat uzdolnionym pornografem to nie był. Najbliżej swojego ideału Watała znalazła się w publikacji Mój chory de Sade, gdzie dała upust dzielonej ze swoim idolem pasji katalogowania, porządkując sadowskie powieści pod kątem przedstawianych tam parafilii. Kiedy więc autorka lubująca się w opisywaniu perwersji wzięła na warsztat historię i motywy kobiet kochających kobiety, pozostało tylko ciężko westchnąć. Książka jest dokładnie tak zła, jak można się było spodziewać. Z góry przestrzegam – ponieważ poświęciłam się i ją przeczytałam, aby inne nie musiały, nie marnujcie pieniędzy na tę publikację. Szczerze mówiąc, książka nie jest warta kupienia nawet po to, by ją wyśmiać.

Już wstęp pozawala zrozumieć, z jakiego rodzaju publikacją ma się do czynienia. Autorka przejawia bowiem iście michalakową mentalność, z miejsca odszczekując się „czytelnikom-krytykom-internautom”, którzy ośmielają się krytykować jej prace. Z przyjemnością dołączę do tego niecnego grona i wygarnę autorce brak kompetencji, nieznajomość elementarnego aparatu pojęciowego i generalny brak wrażliwości w odniesieniu do tematów, które podejmuje. Najchętniej przedstawiłabym recenzję w postaci pozbawionych komentarzy cytatów z książki, ponieważ mówią one same za siebie. A także dlatego, że część tego, co tam przeczytałam, pozostawiła mnie bez słów. Pod wieloma względami książka Watały wpisuje się w dokładnie ten sam nurt wypowiedzi o homoseksualności, który reprezentują publikacje spod znaku skrajnej prawicy. Co dziwne, nie wątpię, że autorka wzięła się za pisanie z dobrymi intencjami, nie zauważyła jednak, że temat ją przerósł, niezdolna odrzucić własnych przesądów i uprzedzeń, niechętna do podjęcia badań z tej dziedziny. Brak rozeznania w teorii lesbijskiej czy znajomości współczesnych źródeł aż bije po oczach.

Jestem w stanie nawet zrozumieć, skąd u autorki zrównanie biseksualności i lesbijskości. Ze względu na społeczne uwarunkowania niezwykle trudno jest opisywać historię kobiet kochających kobiety, które do niedawna jeszcze były uwikłane w związki z mężczyznami. W tym miejscu jednak najwyraźniej ujawnia się brak kompetencji teoretycznych Watały – nie znając pojęcia queerowości jako ogólnego terminu opisującego zachowania odbiegające od heteronormy, bez konieczności ich precyzowania, uznaje lesbijki za podkategorię biseksualistek. W tym momencie nie jestem nawet pewna, z wymazywaniem której tożsamości mamy do czynienia. Widać jednak, że Watała nie tylko nie zna pojęcia queer (w całej książce nie pojawia się ono ani razu), ale także nie rozumie, co oznacza orientacja seksualna jako taka. To ostatnie nawet dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę uwielbienie autorki dla oświeceniowej pornografii, gdzie orientacja jako taka nie istnieje, funkcjonują jedyne seksualne akty. Wątpię jednak, by było to celowe działanie z subwersywnym wymiarem. To raczej efekt zwykłego niedouczenia.

Definiowanie lesbijskości przez praktyki seksualne prowadzi prosto do głównego grzechu tej publikacji, jakim jest definicja lesbijki, którą Watała tutaj operuje. Otóż lesbijka to zdaniem autorki heteroseksualna kobieta przejawiająca specyficzne fanaberie, ponieważ seks z mężczyznami jej się znudził. Aby nie być gołosłowną, Watała formułuje to następująco: […] lesbijstwo pojawia się tam, gdzie dostęp do mężczyzny zbyt opatrzył się kobiecie i gdzie pragnie ona innych doznań z osobami tej samej płci. Z tego wynika, że czynnik genetyczny ma tu mniejsze znaczenie niż w homoseksualnym środowisku męskim (s. 31). Nie wydaje mi się, żeby taki punkt widzenia pozwolił na jakiekolwiek produktywne podejście do historii lesbijek czy kobiet queerowych. Szczerze mówiąc, naprawdę nie wiem, co zrobić z taką teorią, mogę jedynie stwierdzić, że takie są efekty opierania się na męskim porno jako autorytecie w sprawach seksualności.

Tym, co również uderza, jest męskocentryczne podejście. W książce, której tematem mają być lesbijki. Publikacja o kobietach kochających kobiety pisana jest z męskiego punktu widzenia, który przyjmuje Watała. Widać to chociażby w tym, jak zwraca się do czytelnika, nawet nie zakładając, że jej książką mogą zainteresować się, cóż, lesbijki (jedyny raz, kiedy autorka zwraca się do czytelniczek, zdarza się wtedy, kiedy wyzywa je od kurew). W tym sensie lesbijstwo – fanaberia heteroseksualnych kobiet – to także podnieta dla męskiego odbiorcy. Innymi słowy, książka Watały to porno dla tych, którzy nie wiedzą, jak obsługuje się Pornhube’a. Męskocentryczne podejście autorki przejawia się także w tym, że w kwestii lesbijskości pozwala ona wypowiedzieć się wszystkim, tylko nie lesbijkom, przedkładając to, co pisał Btantôme ponad doświadczenie Natalie Barney, co stanowi chyba najbardziej ewidentny przykład mansplainingu, z jakim miałam nieprzyjemność się zetknąć. Znamienne jest także to, że opisując lesbijską (przynajmniej nominalnie, jak już uzgodniliśmy) seksualność, autorka przytacza niemal wyłącznie przykłady heteroseksualnego seksu, co jest kuriozum samym w sobie (jedyny wyjątek stanowią odwołania do Mój świat jest kobietą Okoniewskiej).

Nieznajomość aparatu pojęciowego z zakresu teorii seksualności i praktyk seksualnych prowadzi Watałę na ciekawe manowce. Autorka nie odróżnia więc biseksualności i lesbijskości, używa pojęcia „homoseksualizm”, co też wskazuje na określoną mentalność, zwłaszcza że jako synonimiczne wobec lesbijskości wymienia takie pojęcia jak „dewiacja” i „zboczenie”, nawet jeśli powtarza za Freudem, że homoseksualności za dewiację nie uważa. Dość zabawnie było patrzeć, jak Watała męczy się z definicją fistingu jako praktyki seksualnej. Ostatecznie podaje ich trzy i w jednej z nich fisting to synonim seksu analnego. Wiem, że ambicją Watały nie było pisanie poradnika seksualnego, ale podejmując określony temat i upierając się na opisywanie praktyk seksualnych, można założyć, że odbiorcy będą oczekiwać minimalnych kompetencji w tej dziedzinie?

A może problemem nie jest to, co i jak pisze Watała, ale fakt, że książka chyba nie spotkała się z redakcją? Ponieważ nie dziwi mnie, że redakcja wydawnictwa Videograf nie chciała podpisać się pod tą pozycją imiennie. Publikacja roi się od błędów. Składnia i interpunkcja dalekie są od zasad obowiązujących w języku polskim. W ramach jednego akapitu pojawiają się ciągi zdań (czy wręcz równoważników zdań), które nie tworzą spójnej wypowiedzi: Forma seksu polegająca na stymulacji odbytu niezupełnie przyciąga lesbijki. Wolą raczej stymulować waginę palcami, językiem czy dłonią. Przodują pod tym względem Amerykanie. 32% mężczyzn i kobiet uprawia ten rodzaj seksu. W ten sposób lesbijki mogą zarazić się chorobą płciową (s. 18). Czy powinnam zacząć się niepokoić, że mogę zarazić się chorobą weneryczną, ponieważ 32% Amerykanów, mężczyzn i kobiet, uprawia lesbijski seks waginalny?

Tego rodzaju niechlujstwo sprawia, że książka staje się trudna w odbiorze. Autorka miesza porządki czasowe, pisząc o starożytności i współczesności w tym samym ciągu zdań, do poziomu, gdzie nie wiadomo, do której epoki odnosi się dana informacja. W efekcie np. przypisuje starożytnym kobietom wiktoriańską moralność seksualną (s. 26). Dodatkowym problemem jest podawanie cytatów bez wskazania źródła, co sprawia, że praca Watały nie kwalifikuje się nawet jako pozycja popularnonaukowa.

Nie jestem w stanie dociec, jakim cudem ta książka została wydana, biorąc pod uwagę, że jej treść urąga zdrowemu rozsądkowi, jeśli nie elementarnej wiedzy dorosłej osoby w XXI wieku. Czy nikt w Videografie tego nie przeczytał? Czy to self-publishing? Czy wydawnictwo nie było w stanie odzyskać zaliczki po tym, jak dostało gotowy materiał? Czy aż tak bardzo nie interesuje ich jakość tego, co publikują? Czy nikt nie pomyślał, że wydanie tego w miesiącu Pride może zostać odebrane jako zwykła obraza? Ostatecznie bowiem ciężko traktować tę publikację jak cokolwiek innego niż splunięcie na społeczność queerowych kobiet. Ale nie musicie wierzyć mi na słowo. Wciąż uważam, że lepiej nie wydawać pieniędzy na ten stek bzdur, więc może garść cytatów, aby ostatecznie zniechęcić do kupna:

U lesbijek pragnących dominować nad swoją partnerką – nie tylko w łóżku, ale we wszystkich dziedzinach życia – nazywanych trybadami, męski pierwiastek występuje bardzo jaskrawie, a one same uważają siebie za mężczyzn nie w ogóle, lecz tylko w stosunkach z lesbijką psychicznie i fizycznie słabszą od siebie, która jest traktowana przez nie jak słaba kobieta, wymagająca opieki i wsparcia (s. 7).

Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam, kiedy rzutuje się toksyczne heterokalki na mój związek. Gdybym chociaż mogła przypuszczać, że Watała odwołuje się do schematu butch/femme, ale nie, to kolejny zestaw pojęć, które nie pojawiają się w tej publikacji. Nie ma nawet wskazówki, że tego typu uwagi mają historyczny charakter. To ma być ogólny, uniwersalny opis związku lesbijskiego. Przy okazji zdradza wiele o tym, jak autorka traktuje związki hetero.

Lesbijki, które nie są biseksualistkami, czyli które fizycznie nie mogą seksualnie współżyć z mężczyznami, spotykane są skrajnie rzadko. Na ogół nawet gdy lesbijka preferuję kobietę, ma męża i nie wyklucza swoich stosunków z mężczyznami (s. 10).

Mam wrażenie, że w tym fragmencie Watała próbuje pocieszająco klepać swoich męskich czytelników po ramieniu, legitimizując ich fantazje masturbacyjne o lesbijkach z takim „nie martw się, one tylko udają, że wolą kobiety, masz szansę”.

Komu dać preferencję? – pytają biseksualne lesbijski (s. 10).

Głupota tego zdania mnie przerasta.

Jak mężowie reagują na biseksualizm swojej żony? (s. 10).

Bo to najważniejsza kwestia w dyskusji o lesbijskiej miłości: co powie mężczyzna.

Męskość była jedną ze swoistych cech kobiet dzikich. Dysponujemy portretami indiańskich piękności, w których trudno rozpoznać płeć żeńską, tak wielkie są ich czaszki i tak wydatne ich kości policzkowe, tak twarde i surowe ich rysy. Te kobiety były obdarzone męskimi cechami, przyrodzoną męską seksualnością, mogły być aktywne erotycznie wśród całkiem aseksualnych matek, żon, eleganckich kochanek (s. 12).

Rasizm tego zdania mnie przerasta.

„Być trochę lesbijką” – to znaczy sporadycznie odczuwać emocjonalne, niekoniecznie seksualne pożądanie wobec innej kobiety, nie unikając jednocześnie fizycznego obcowania z mężczyzną. I takich niestuprocentowych lesbijek, nie w pełni biseksualnych, jest ogromna masa (s. 12).

Ponownie, jestem rozbrojona przez głupotę tej wypowiedzi. Czy to deseksualizuje związki lesbijskie, czy to kolejny pocieszający zwrot do męskiego odbiorcy, zapewniający go o seksualnej dostępności lesbijek?

Niewinne przytulanki, lekki jak podmuch zefira pocałunek, delikatne trzymanie za rączki, to wszystko, na co mogą sobie pozwolić początkujące lesbijki (s. 13).

Teoretycznie wiem, że to efekt przyjmowania przeświadczeń na temat kobiecej seksualności jako biernej i receptywnej, ale – do jasnej cholery – naprawdę?

Orgazm analny różni się od łechtaczkowego czy pochwowego. Podwójna penetracja – kobieta uprawia seks z dwoma mężczyznami – z przodu i z tyłu. Naraz jeden penis znajduje się w pochwie, drugi w odbytnicy (s. 19).

To wciąż książka o lesbijkach?

Lukian wnikliwie przeanalizował stosunki lesbijskie ze wszystkich stron, zahaczył o głębię psychologiczną, przedstawił namiętności kobiet, które darzą siebie miłością, tak, że mimo woli odnosi się wrażenie, że pisała to kobieta lesbijka (s. 29).

Myślę, że ten cytat najdobitniej ilustruje, w czym tkwi problem całej publikacji. Mogę mieć tylko nadzieję, że godziny zmarnowane na lekturę Najsłynniejszych lesbijek świata nie pójdą na marne i uda mi się każdą queerową kobietę w Polsce uchronić przed zerknięciem w stronę tej pozycji.

 

Autorka: Elwira Watała

Tytuł: Najsłynniejsze lesbijki świata/ Krótka historia homoseksualizmu. Lesbijki

Liczba stron: 304

Wydawnictwo: Videograf

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(rocznik 1988, Toruń) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Współautorka "Słownika fandomu i fanfiction". Pisze pracę doktorską poświęconą przemianom autorstwa w kulturze zachodniej. Prowadzi badania z zakresu pornografii, kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz