Na ratunek momentom – prywatne podsumowanie literackie roku 2014

0

Podsumowania roku 2014 – naczytaliśmy się ich ostatnio. Podsumowania wszelakie: najważniejsze wydarzenia sportowe, największe wpadki polityków, najlepiej ubrane gwiazdy, w końcu najważniejsze, wydane w tym roku książki. Nie będzie pewnie niespodzianką, jeśli właśnie przy tym punkcie na moment się zatrzymam. Tego typu rankingi oprócz widocznej medialności i potencjału bulwarowego, jaki z nich się wylewa, mają pewną istotną zaletę: zmuszają do zastanowienia. Do zebrania myśli, sięgnięcia po (nieaktualny już) kalendarz, przewertowania jego stron i przypomnienia sobie, co nas w tym roku właściwie spotkało.

W mediach możemy znaleźć pełen wybór książkowych rankingów, list TOP 10 i tym podobnych. Najczęściej przewijającymi się przez nie tytułami są zdecydowanie „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk, „Szum” Magdaleny Tulli, „Drach” Szczepana Twardocha, a także „Sońka” Ignacego Karpowicza i „Wschód” Andrzeja Stasiuka. Mocnym punktem tego roku jest również „100/XX. Antologia polskiego reportażu” pod redakcją Mariusza Szczygła oraz „Beksińscy. Portret podwójny” Magdaleny Grzebałkowskiej. To zdecydowanie istotna dla nas – czytelników informacja, pomocny drogowskaz w poszukiwaniach godnych lektur. Mnie jednak, tak szczerze mówiąc, te wszystkie klasyfikacje, ponoć przepłacone godzinami burzliwych obrad wielce zacnych jury, guzik obchodzą (bądź – jakby to określiła moja śp. babka – „zwisają mi obojętnym kalafiorem”).

ksiazki2014
Znacznie bardziej mnie ciekawią nasze prywatne rankingi, subiektywne zestawienia dobrych książek, artykułów, które nam się w tym roku zdarzyło przeczytać. Zachęcam wszystkich do skonstruowania takiego podsumowania. Stańcie sobie przed domową półeczką z książkami i przejrzyjcie ją dokładnie, wyciągając tylko te pozycje, które mieliście w rękach w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W żadnym wypadku nie muszą to być tegoroczne wydawnictwa, jeśli ktoś w tym roku dopiero dorwał się do Fredry, czemu nie?! Odłóżcie wszystkie tomiki, które waszej sympatii nie zdobyły, i niech zostanie wam w dłoni dosłownie kilka książek. Przewertujcie je raz jeszcze w poszukiwaniu „momentów” – tych zdań, przy których się zatrzymaliście, stron, którym zagięliście rogi, albo krótkich historii, które utkwiły wam w głowach na dobre. Spiszcie je gdzieś w notesach albo wykujcie na pamięć, zróbcie cokolwiek, żeby w was ocalały i zatrzymały się w waszych umysłach na dłużej. Takie jedno zachomikowane w człowieku zdanie jest w stanie zrobić z nim więcej niż cała gruba książka.

2e9288bb3a31854d1ae657454885543f
Ja ze swojej strony wrzucę tylko kilka moich tegorocznych „momentów”. Pierwsze dwa pochodzą ze zbioru opowiadań Sylwii Chutnik „W krainie czarów”. Na początek dość oczywista i w gruncie rzeczy mało odkrywcza konstatacja, która swoją smutną prawdziwością i powszechnością najzwyczajniej mnie wzruszyła:

„Czasem tak człowieka zatyka w gardle, nie wiem, może nawet gdzieś niżej, od tych niewypowiedzianych słów. Przed snem, kiedy oczy wypatrują wnętrza powiek i czekają na dalekie kraje, to sobie umysł produkuje przemowy. Cięte riposty, złote myśli, którymi rzuca na lewo i prawo w pluszowym samozadowoleniu”.

Drugi moment, to dosłownie jedno zdanie, krótka definicja, która językowo mnie wprost zachwyciła:

„Takie uczucie: na zewnątrz prima sort, wewnątrz ruina i pożoga”.

Jeśli chodzi o najpiękniejsze historie, które się do mnie przyplątały, to jest ich wiele, ale jedna z nich wyjątkowo długo trzymała się mojego ucha, a to z racji takiej, że pochodzi z pewnej piosenki, swego czasu mocno eksploatowanej przez radiową Trójkę. „Nie mam dla ciebie miłości” Skubasa do najweselszych opowieści nie należy, ale zawiera typ refleksji, jaki bardzo sobie cenię – niby stanowi studium jednego przypadku, a tak na prawdę kwintesencję sporego fragmentu rzeczywistości.

„Jeśli chcesz, możesz przyjść, kupić wino, zostać na noc
Nie przytulę Cię potem, odwrócę, rzucę dobranoc
Jeśli chcesz, możesz przyjść, zdjąć bluzkę, zostać do rana
Nie odprowadzę Cię potem, do drzwi trafisz sama

Nie mam dla Ciebie miłości, Ktoś tu był przed Tobą
Nie ma we mnie miłości, odchodząc, zabrała ją ze sobą

Jeśli chcesz, troszcz się o mnie, tylko pozbądź się złudzeń
Nie zacznę Cię kochać, choć przy Tobie się budzę
Jeśli chcesz, to dbaj o mnie, bądź zawsze pod ręką
Jeśli pójdę z inną, nie mów: serce Ci pękło

Nie mam dla Ciebie miłości, Ktoś tu był przed Tobą
Nie ma we mnie miłości, odchodząc, zabrała ją ze sobą”

Jako ostatnie na tej mojej mocno okrojonej liście intelektualnych delicji pojawi się słowo, które w tym roku odkryłam, pierwszy raz usłyszałam, a właściwie przeczytałam w analizowanej niedawno przeze mnie pozycji „Mrożek w odsłonach. 39 opowieści z różnych miejsc i czasów”. Otóż pada tam hasło „dezabil”, które wyjątkowo przypadło mi do gustu, najprawdopodobniej z powodu swojego ewidentnie francuskiego pochodzenia. Ale tak poza tym na próżno szukać jasnych przyczyn tego zachwytu. Co więcej, z przerażeniem stwierdzam, że w dzisiejszych czasach jest to słowo wyjątkowo niepraktyczne, ale nie ustaję w nadziei, że znajdę okazję, by się nim publicznie pochwalić.

Tak więc szczerze polecam opracowanie prywatnego rankingu literackich wspaniałości i zapewniam, że to mądry sposób na to, by nic istotnego nam nie umknęło. Bo łatwo pogubić jest treści, które przez nas przepływały w ciągu długiego roku. Zapodziały się w naszej pamięci, ustępując miejsca kolejnym tytułom. Ale my się nie damy:) Nie pozwólmy, żeby ważne strony i wartościowe zdania przepadły z naszych głów wraz z rokiem 2014. Bo nie ma chyba nic bardziej inspirującego do własnej twórczości niż właśnie mądre wymysły cudzych głów, zachomikowane gdzieś w notesie, zbierane przez lata z wszystkiego, co trafiło do naszych rąk i przed nasze oczy.

4c1091cff36884224151f7facfb7a789

Podziel się

O autorze

Agnieszka Świerczek

ur. w 1989 w Krakowie. Na socjologii nauczono ją opisywać rzeczywistość przy pomocy obiektywnych liczb. Na szczęście coś ją tknęło i skończyła też Studium Literacko-Artystyczne na UJ. Teraz opisuje świat za pomocą subiektywnych zdań. Zazwyczaj krótkich. Raz wydrukowali ją w Ha! Arcie (Zbiór opowiadań "Flash Fiction"), raz w pokonkursowej antologii KAFEL (Festiwal im. Jana Himilsbacha w Mińsku Mazowieckim), raz w języku rosyjskim (do dziś szuka swojego tekstu, bo nie zna bukw). "Zbiór tekstów współczesnych, znaczy krótkich" to jej debiut książkowy. Wszystkie publikacje pod panieńskim nazwiskiem Ślaska.

Odpowiedz