Mogło być tak pięknie, a wyszło średnio, czyli „The Defenders”

0

the-defenders

Nadzieje związane z The Defenders były spore, zwłaszcza po żenującym, pełnym błędów, kulturowych zawłaszczeń, seksizmu i małej zawartości logiki oraz kung-fu w kung-fu Iron Fist. Choć nie obyło się i bez dozy niepewności – w końcu nie wszystkie dotychczasowe produkcje zachwycały w takim samym stopniu jak pierwszy sezon Daredevila czy Jessiki Jones.Od strony fabuły również mogło być ciężko – połączenie w drużynę takiej zbieraniny osobowości postawiło przed scenarzystami nie lada wyzwanie.

Dłoń (the Hand) – przedwieczna, zła organizacja pod wodzą bogatej i wyrachowanej Alexandry (Sigourney Weaver) szuka czegoś niezwykle istotnego w Nowym Jorku i nie zawaha się przed niczym, aby osiągnąć cel. Teraz, gdy posiada broń nad bronie, Black Sky (Elodie Yung), nikt jejnie przeszkodzi –przynajmniej w teorii. Potrzebuje jeszcze tylko schwytać Żelazną Pięść (Finn Jones) i wykorzystać do otwarcia drzwi zapieczętowanych przez mnichów z Kun’lun. Co ze względu na dotychczasowy brak logiki i planu w działaniach Danny’ego nie powinno być trudne dla takich mistrzów manipulacji jak poszczególne palce Dłoni. Nie mogli się jednak spodziewać, że drogi nieśmiertelnego Iron Fist skrzyżują się z niezniszczalnym Lukiem Cage’em (Mike Colter), nadludzko silną Jessiką Jones (Krysten Ritter) oraz Mattem Murdockiem/Diabłem z Hell’s Kitchen na superbohaterskim odwyku (Charlie Cox). Powód, dla którego ta czwórka współpracuje ze sobą, jest tylko jeden: scenariusz tego wymagał. Zaaranżowanie sytuacji na tyle ważnej dla tak różnych osobowości nie należy do najłatwiejszych i niestety – wyszło twórcom tak sobie.

Pomimo szumnych zapowiedzi i wielkich planów The Defenders są serialem średnim – tak pod względem fabuły, rozwijania postaci,jak i montażu. Ogląda się go przyjemnie – dostarcza rozrywki, ale też niespecjalnie zapada w pamięć. W czasie oglądania uwagę przyciągają jednak zepchnięte gdzieś na dalszy plan przez wielkie wydarzenie ratowania Nowego Jorku szczegóły. To one sprawiają, że ta produkcja nie jest przeciętna. Na przykład dużo radości dostarczają wszelkie sceny kłótni z Dannym – nieuniknionych, jeśli chodzi o charakter oraz pozycje społeczne wszystkich bohaterów. A także o podejście do podobnych osób w świecie serialowym – wszystkie sceny, w których Żelazna Pięść nagle nie jest tak bardzo doskonały, przynoszą niezdrową satysfakcję tym, którzy serialu Iron Fist po prostu nie znoszą. Zresztą to właśnie w rozmowie Randa z Lukiem pada jedna z ważniejszych kwestii w całej produkcji, mianowicie ta dotycząca przywileju białego bogacza. To w tej konfrontacji bohater Harlemu tłumaczy multimiliarderowi, że ludzie czasem decydują się na wkroczenie na drogę przestępstwa, ponieważ muszą zadbać o swoją rodzinę, a innego wyjścia nie mają.

21216033_10155593236698187_1653444859_o

Innym dobrym elementem Defenders jest ten, w którym staje się jasne, że Dłoń wie już dokładnie, z kim się mierzy, a nasi dzielni bohaterowie zbierają swoich najbliższych przyjaciół i zostawiają ich na posterunku policji, pod opieką Misty. Ich spotkania, zaciekawienie każdym z osobna, powoli budowane domysły, ale również i porozumienie, zwłaszcza między Karen (Deborah Ann Woll) i Trish (Rachel Taylor), zasługują na rozwinięcie, pomiędzy tymi postaciami bowiem zaczęła rodzić się ciekawa dynamika relacji. Takie zebranie ich w jednym pomieszczeniu jasno pokazuje, że nie tylko superbohaterowie od teraz mają być razem. Tym wymowniejsza staje się jedna z ostatnich scen serialu, w której pozostawieni na posterunku przyjaciele wsłuchują się w policyjne radio, wyczekując informacji o „swoim” superbohaterze.

Trudno też pominąć Foggy’ego (Elden Henson), przyjaciela i byłego partneraMatta Murdocka, wziętego prawnika, który po długim okresie wspierania swojego kumpla w niebyciu nocnym wybawcą uciśnionych poprzez dorzucanie mu nowych spraw, w końcu akceptuje to, że Matt i Daredevil to jedna i ta sama osoba.Zresztą owo wspieranie Diabła z Hell’s Kitchen zostało skonstruowane w taki sposób, że bez znajomości kontekstu można by odnieść wrażenie, że Foggy i Karen próbują ratować Murdocka z… uzależnienia alkoholowego. W ten sposób powstaje wspaniałe pole do interpretacji i reinterpretacji, pozwalające uciec od powtarzanego w uniwersum Marvela za wujkiem Petera Parkera motta: „Wielka moc to wielka odpowiedzialność”. Być może ratowanie innych to wcale nie powinność, a coś zupełnie innego? To warta uwagi perspektywa także w kontekście Jessiki Jones i Luke’a Cage’a.

b98fd49953237d06-600x400

W Defenders zachwyciła mnie jeszcze jedna, rzadko podejmowana w recenzjach tego serialu kwestia – język. Każdy z liderów Dłoni pochodzi z różnych rejonów świata, tak jak jeszcze w poprzednich serialach można było usłyszeć Madame Gao mówiącą po chińsku, tu dość szybko przerzuciła się na angielski. Gdy jednak na scenie pojawia się Murakami (Yutaka Takeuchi), japoński palec organizacji mówi cały czas po japońsku, a jego współpracownicy doskonale go rozumieją po tylu wiekach znajomości. Jednym z zarzutów kierowanych pod adresem Sense8 (również produkcji Netflixa) oraz wciąż ułomnej wielokulturowości był fakt, że wszyscy porozumiewali się w tym serialu językiem angielskim, niezależnie od kraju zamieszkania i pochodzenia. Rozmowa Alexandry z Murakamim wspaniale pokazuje też różnicę w melodii języków, odzwierciedloną również w mimice twarzy aktorów –miło jest się im przyjrzeć oraz po prostu posłuchać tego, jak płynie ta scena.

Defenders są średni – część widzów z pewnością serial pokocha, część pokocha tylko jeden albo dwa jego wątki, dla innych wspaniali będą przedstawieni złoczyńcy, a część obejrzy i zapomni. Na pewno ma on swoje mocne, jak i słabe strony, do tych ostatnich nie należą sceny walki, ale nie dzięki Finnowi Jonesowi, którego znajomość kung fu jest lepsza niż kiedyś, ale wciąż daleko jej do deklarowanego ideału.Czy warto obejrzeć wspólne przygody czwórki Netflxowo-Marvelowskich superbohaterów? Myślę, że tak.

Agata Włodarczyk

Podziel się

O autorze

Agata Włodarczyk

Doktorantka, artystka, fanka. Pisze również dla portalu Gildia.pl, prowadzi własnego bloga, który jakże skromnie ochrzciła mianem "Pałac Wiedźmy".

Odpowiedz