Modlitwy malowane trzciną – Adriana Jarosz

0

d29eda548f Adriana Jarosz wprowadza czytelnika do świata lirycznej baśniowości i poetyckich legend, zachwycając m.in. cyklem o Dyduku. Poetka dba o nastrój cudowności, choć nie zawsze jej opowieści kończą się happy endem. To bardziej gawędy z morałem, czasem wyrażanym wprost, ale najczęściej ukrytym w metaforycznych puentach.

W świecie poetyckim „Modlitw malowanych trzciną” wszystko, na swój sposób, żyje. By podkreślić znaczenie uczuć lub stanów emocjonalnych, autorka korzysta z dobrodziejstw animizacji oraz personifikacji. Z wielkim wyczuciem wykorzystuje słownictwo typowe dla regionów górskich do tworzenia tropów literackich. Duże wrażenie robią także wszelkie gry słowne oraz żonglowanie spetryfikowanymi połączeniami wyrazowymi.

Poetka składa głęboki ukłon naturze, która jest sprawczynią całego piękna tego świata. W „Malarzach” wymienia zjawiska atmosferyczne, którym nadaje określone umiejętności artystyczne, np. mgła to specjalistka od kształtów lub słońce jest kolorystą – nikt tak / nie potrafi posługiwać się złotem. Jednak nawet te niewinne liryki muszą być odpowiednio obciążone, Jarosz wprowadza liryczne napięcie, konstatując w puencie, iż to czas jest artystą największym – kreśli dzieła / które poruszają najmocniej.

Głównym bohaterem „Modlitw…” jest człowiek nieustannie zmagający się z samym sobą, poszukujący odpowiedzi na pytania o sens istnienia, o swój cel w życiu, rolę, jaką ma odegrać w tym swoistym przedstawieniu. Mimo że jest najczęściej sam, to nie odczuwa samotności sensu stricto, otacza go bowiem flora i fauna, które przynoszą (najczęściej) pocieszenie, koją zmysły, ale także uczą pokory. Najlepiej podmiot czuje się w górach, to tu ma swoją katedrę, gdzie w starej kolibie – konfesjonale siedzi / ptasie sumienie.

Tatry pełnią w tej książce wiele funkcji. Są pretekstem do opowieści, bohaterem, tłem, inspiracją. To w „górskich” wierszach Jarosz najbardziej odsłania przed czytelnikiem pokłady swojej wrażliwości. Stanowią one niewiarygodne połączenie subtelności wyrazu z surowością gór oraz uchwycenie tego, co ulotne, trudne do opowiedzenia, z tym, co oczywiste, wszechobecne. Autorka „Rozdrożami” to wytrawna impresjonistka o filozoficznych aspiracjach.

Ale nie tylko przestrzeń leży w kręgu zainteresowań poetki. Ważny jest także człowiek. Każdy (jako symbol ludzkości) dążący do odkrycia wszystkich praw, jakimi rządzi się świat, oraz konkretne osoby, którym zostały poświęcone poszczególne wiersze. W „Duszy poetki” Jarosz zbudowała liryczną charakterystykę Teresy Bachledy-Kominek, zakopiańskiej artystki. Styl tego utworu idealnie komponuje się z twórczym wizerunkiem bohaterki tekstu. „Porajmos” natomiast to przejmujące sceny egzekucji Romów. Znakomity wiersz, łączący surowość, naturalistyczne sceny z pewną efemerycznością, spokojem i pięknem, bestialskość z niewinnością.

Jak sugeruje tytuł tomu, podmiot nieustannie oddaje się modlitwom. Są to liryczne suplikacje (głupotę cuchą zakryj, zamknij / oczy cerkwi na niegodziwości / i nie każ Panie za grzechy ojców), również dziękczynienia, choć wyrażane raczej poprzez zachwyt darami niż wprost. Najczęściej jednak to swego rodzaju kantyczki o charakterze kontemplacyjnym.

Można powiedzieć, że to zdecydowanie najlepsza książka poetycka w skromnym jeszcze dorobku poetki. Autorka dba o wysoki poziom artystyczny swoich publikacji, a „Modlitwy…” są przykładem tekstów o naprawdę dużej jakości. Dopracowane utwory o przemyślanej konstrukcji, koncept oraz przede wszystkim język to najważniejsze atuty tego zbioru. Forma idealnie współgra z treścią. Jarosz garściami czerpie z gwary góralskiej oraz słownictwa botanicznego i zoologicznego, swobodnie wplatając je w ciąg lirycznych zwierzeń fascynującego podmiotu.

„Modlitwy…” to zapiski osoby, która ceni sobie intymność, unika ludzi, a samotność odczytuje jako możliwość obcowania z przyrodą i samym sobą. Nieustannie wędruje, a to po górskich szlakach, a to przez szpaler leśnych drzew, zdradza także swoje fascynacje, m.in. czeską Pragą. Najczęściej jednak ta podróż ma charakter metafizyczny – to wspominanie dzieciństwa, beztroskich marzeń i naiwnych oczekiwań, próba skatalogowania ważnych momentów, znaczących relacji, słów haseł, które można powtarzać w trudnych (choć nie tylko) okolicznościach. To także odkrywanie siebie, własnego dziedzictwa (czasem także w bardzo szerokim, ludzkim kontekście) i wyznaczanie nowych ścieżek, przełamywanie smutku, bólu i strachu (dotyczących jednostki, ale i doświadczeń pewnych społeczności).

Podmiot ubóstwia otaczającą go naturę, toteż nie dziwi, że tęskni do swego rodzaju pierwotności, nieskażonej m.in. współczesną technologią. To również koneser sztuki (liczne nawiązania do tekstów kultury), a więc nie zadowala się bylejakością. Podmiot to meloman wierny prawdziwy, chętnie wysłuchałby Kilara Krzesanego, w wyobraźni sam tworzy kompozycje dla wyjątkowej orkiestry:

skrzypce dałbym świerszczom zielonym,

kastaniety wstydliwym nornicom,

bębny szczygłom lub trznadlom płochliwym,

a altówki płanetnikom, wodnicom.

 

(…) najszczerzej zagrałyby drzewa

na zdrewniałych ramionach nocy,

zaśpiewały świergotki łąkowe

przepełnione radością i mocą.

(„Opowieść z mgły” – fragm.)

„Modlitwy malowane trzciną” przenoszą czytelnika w miejsca, które znakomicie opisuje Adriana Jarosz. Urzekają subtelnością, poetyckością w najlepszym wydaniu. Sugestywne pióro autorki ożywia krajobrazy, pobudza zmysły i pozwala rozkoszować się darami natury, znaleźć schronienie pośród zachwycającego uroku flory, obcować wśród przyjacielskich zwierząt, być bliżej piękna, dobra i prawdy, objawianych za pomocą wielkiego dzieła stworzenia. Ta książka to także wędrówka do trudnych i bolesnych momentów w dziejach świata, podróż w głąb natury człowieka (czasem konkretnego, nazwanego, najczęściej zaś człowieka – symbolu). To wielka przyjemność wnikać do świata poetyckiego autorki „Nieba pachnącego sianem”, tym bardziej że właściwie z wiersza na wiersz poetka prezentuje coraz ciekawsze propozycje, na naszych oczach doskonali swój warsztat, osiągając mistrzowski poziom.

Kinga Młynarska

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz