Mit w rzeczywistości i skandal iluzji

California, USA --- --- Image by © Tony Rowell/Corbis

Żródło: https://www.bigquestionsonline.com/2013/04/16/are-alone-universe/

Niechaj ów dzień, który ma władzę tylko nad moim ciałem, zakończy, kiedy zechce, niepewny bieg mego życia. Jednak lepsza część mego ja wzniesie się wysoko ponad gwiazdy.
Owidiusz

Niewiedza
Kiedy czegoś nie rozumiem, zwykle to odrzucam, podważając przy tym wiarygodność przekazu, a nawet samego autora. Ta ludzka tendencja najprawdopodobniej wynika z instynktu samoobrony, lecz również w jakiś sposób blokuje rozwój intelektualny. Siła nawyku kontra: „otwórz oczy i zobacz”, pomimo tego, że w tym momencie bardzo prawdopodobne jest, iż niczego nie dostrzegasz. Powodów takiego stanu rzeczy może być wiele. Zazwyczaj wiąże się to z niedoskonałością narzędzi poznania. Okazuje się, że w zderzeniu z niewyjaśnionym te powszechnie dostępne są niewystarczające.

Wynalazki
Okulary wynaleziono w Chinach podobno już w piątym wieku naszej ery, lecz do Europy przywędrowały dopiero w wieku XIII, a w XVI trafiły do powszechnego użycia (choć słowo „powszechny” jest tutaj użyte zdecydowanie na wyrost). Pozostawiały wiele do życzenia z powodu słabej jakości szlifu szkieł oraz ich grubości i były to tylko soczewki wypukłe dla dalekowidzów. Ci, którzy byli w stanie zobaczyć swoje stopy, mogli się cieszyć, że nie potykają się na ulicy, ale nadal nie dostrzegali odległych górskich wierzchołków. Zamiast podnosić głowy ku gwiazdom, patrzyli pod nogi. Dopiero w wieku XIX okulary zostały udoskonalone i na tyle rozpowszechnione, że nawet ubożsi mogli sobie na nie pozwolić.

Niepodważalny fakt
14 marca tego roku zmarł Stephen Hawking, brytyjski astrofizyk, fizyk teoretyk i kosmolog. Fizyka kwantowa wykracza poza ludzkie możliwości poznawcze, dlatego badania nad większością tematów, których dotyka, zostały przeniesione do absolutnie niematerialnego laboratorium. Nie posiadamy w tym momencie na tyle silnych okularów, by móc zajrzeć w odległe czarne dziury, ale możemy wyobrazić sobie jakie rządzą nimi prawa, dzięki informacji, której nośnikiem jest fala elektromagnetyczna – światło.

W ostatnich swoich pracach Hawking utrzymywał, że nie znalazł fizycznego potwierdzenia obecności Boga przy wielkim wybuchu, czyli teoretycznie przy początku świata. Fizycy jednak wierzą, że przed wielkim wybuchem istniała pewna fizyczna rzeczywistość, której to teorii oczywiście nie możemy w żaden sposób sprawdzić.

Hawking dołączył do szeregu tych fizyków, którzy – jeśli istnieje życie po życiu – tego samego dnia bawili na 139 urodzinach Einsteina. Czy urządzili sobie wycieczkę w głąb czarnej dziury? Kto wie… Z całego serca życzę im tego, tym bardziej że kilka godzin przed Hawkingiem pożegnałam również mojego dziadka. Może spotkali się gdzieś tam w drodze?

Po pogrzebie ich obu zaczęłam intensywnie myśleć nad zjawiskiem przejścia ze świata, który znamy, do świata nie do opisania. Zerknęłam do Odysei Homera i do Metamorfoz Owidiusza, do pism Einsteina, teorii Hawkinga i do psałterza. To, co rzuca się w oczy i jest dowodem na inną rzeczywistość w starożytnej Grecji, Rzymie czy Izraelu, to specyficzna optyka człowieka antycznego. Z powodu niewystarczalności narzędzi spoglądał w niebo i poprzez boskość tłumaczył sobie występowanie pewnych zjawisk i zdarzeń. Tyle że to zdanie jest tylko w połowie prawdziwe. Można mnie przecież zapytać o to, jakie to były zjawiska. Burza na morzu wywołana szaleństwem Posejdona, zaćmienie Słońca, pory roku, zachody i wschody, przypływy i odpływy – wszystko to potrafimy wytłumaczyć w XXI wieku (co nie zmienia faktu, że nadal brakuje nam narzędzi do odkrycia tego, co wciąż przed naszymi oczami zakryte). Jednak naszą współczesność łączy ze starożytnością również nieunikniona niewiadoma, jaką jest rzeczywistość post mortem.

Opisać teoretycznie niemożliwe
Żaden szanujący się naukowiec nie ogłosi w branżowym czasopiśmie, że rozmawiał z duchami, nawet jeśli teoretycznie mu się to udało. Kto zatem mógłby opisać takie spotkanie osób, czy może świadomości z dwóch różnych światów, a przy tym nie narazić się na ośmieszenie?

U Homera w Odysei cała księga XI poświęcona jest wizycie Odyseusza w zaświatach, gdzie od zmarłych próbuje on zasięgnąć języka w sprawie swojego powrotu do Itaki. Bohater spod Troi, dziedzic tarczy Achillesowej, został wpuszczony do krainy umarłych. Tam dowiaduje się, że gdyby tylko było to możliwe, dusze zmarłych powróciłby na ziemię, ponieważ Tartar to nie słoneczne Pola Elizejskie. Dolina umarłych to miejsce, gdzie Tantal ani Syzyf nie mogą patrzeć w przyszłość z nadzieją.

U Owidiusza zaś znajduję odrobinę światła, choć przyznam, że nie jest ono jeszcze tym wymarzonym, jakkolwiek rzeczywistość przemian to wyraźny ukłon w stronę reinkarnacji. Życie po życiu na Ziemi, tyle że w innej postaci. Achillesa i Odyseusza łączy wspólny wódz, Agamemnon. Tenże, zanim udał się na wojnę, postanowił zaopatrzyć swoje wojsko w niekończące się dostawy prowiantu. W tym celu udał się do Króla Aniusza z kuriozalną wizytą. Przed wojną, w trakcie i po niej panują inne prawa. Zmienia się rzeczywistość, czyli postrzeganie świata. Potrzeba i konieczność dyktują nowe warunki. Dlatego Agamemnon nie pytał o pozwolenie, kiedy rekwirował branki i prowiant dla swojego wojska. Brankami były córki Aniusza. Mając je ze sobą, wódz Achajów (Greków) nie potrzebował się już martwić o zaopatrzenie. Cztery królewskie córy otrzymały od Bakchusa nadludzki dar: wszystko czego dotknęły ich palce, przemieniało się w pożywienie. Tyle że dziewczyny pragnęły wolności.

Już przygotowano kajdany, by zakuć w nie branki, gdy one wznosząc ku niebu wolne jeszcze ramiona zawołały:

– Przyjdź nam z pomocą, ojcze Bakchusie! (…) przybrały skrzydła i zamieniły się w ptaki – białe gołębie*.

Wzniosły się w niebo, wolne, choć już pozbawione ludzkiej postaci. Miały chyba więcej szczęścia niż Hekabe, która po tym, jak Troja upadła, straciła wszystkie swoje dzieci. Rozpacz pozbawiła ją ludzkich cech i już jako rozwścieczona suka runęła ze skarpy do morza.
Charakterystyczne u Owidiusza jest spojrzenie w niebo. Tak jakby ten antyczny poeta posiadał dodatkowe soczewki. Wezwania i wzdychania do bóstw były w starożytności czymś tak naturalnym jak dzisiejsze amerykańskie holy shit**.

Rzeczywistość Nowaka jest tak samo prawdziwa jak Lewisa, Hawkinga, czy Twoja i moja, czytelniku.

C.S.Lewis w swojej książce „Smutek” opowiada o nietypowym spotkaniu, które, według słów autora, rzeczywiście się zdarzyło. Pisarzowi zmarła ukochana żona. Dopóki trwał w żałobie i po niej płakał, nie dostrzegał niczego poza swoim bólem i smutkiem. Sytuacja zmieniła się po pewnym czasie, kiedy udało mu się z ukochaną emocjonalnie i intelektualnie pożegnać. Wtedy, tak jak kiedyś Odyseusz, mógł z nią porozmawiać. Czy była to fikcja literacka, czy prawda? Nie mam odpowiednich narzędzi, aby to zweryfikować. Tylko nadzieja trzyma nas jeszcze przy życiu.

Ufaj Panu, bądź mężny, niech się twe serce umocni, ufaj Panu!***

*Owidiusz, Metamorfozy, epilog
**Przekleństwo, w bezpośrednim tłumaczeniu oznacza: święte gówno
***Psalm żałobny nr 27

Korzystałam z:
Metamorfoz Owidiusza, Odysei Homera i Wikipedii

Maria Peszt 

About the author
Maria Peszt
przede wszystkim mama małej czwórki (Martynki, Miry, Michałka i Maksa); absolwentka iberystyki na UJ i studentka Studium Literacko-Artystycznego UJ. Uwielbia góry, las i łąkę. W wolnym czasie pisze baśnie, wiersze i opowiadania, śpiewa, maluje i szuka natchnienia w spotkaniach z przyjaciółmi i w historiach wyczytanych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *