Miłość w czasach popkultury. O płytkim spojrzeniu na romanse

Rys 3Bestseller bez wątpienia stanowi kontrowersyjną kategorię we współczesnej kulturze, kategorię rynkową, która zyskała wartościujący wymiar kategorii estetycznej, gdzie „najlepiej sprzedające się” odbierane bywa jako rodzaj pozytywnej recenzji, przesądzającej o wartości danego tytułu.

Pod wieloma względami można zachwycać się szczerością kategorii bestselleru, tym, jak bezwstydnie ujawnia konsumpcyjny, marketingowy i czysto finansowy wymiar literatury, wynosząc go na piedestał, powodując oburzenie tych, którzy przyzwyczaili się wierzyć, że powieści nie powstają dla pieniędzy, literaci zaś to mityczne, eteryczne istoty, które nie muszą jeść ani płacić rachunków, piszą dla samej przyjemności tworzenia lub z powodu niemożliwej do stłumienia wewnętrznej konieczności, a ich byt materialny nie wpływa w żaden sposób na to, co są w stanie stworzyć.

Eva Illouz wychodzi jednak z całkiem słusznego założenia, iż przez wzgląd na swój masowy wymiar bestseller mówi nie tyle o jakości danego tytułu, co o jego wpasowaniu się w nastroje społeczne czy też w społeczną nieświadomość, wyrażając kulturowe wartości i doświadczenia. Badaczka przeprowadza więc analizę Pięćdziesięciu twarzy Greya E.L. James, aby dowiedzieć się, jakie kulturowe prawdy na temat heteroseksualnego romansu obnaża ta powieść.

Autorka Hardkorowego romansu mierzy się jednak z szeregiem trudności, jakie napotyka takowa analiza: przede wszystkim z koniecznością wpasowania tez dotyczącej bestsellerowej powieści do swoich wcześniejszych prac, których nieustanne przywoływanie określa ramy metodologiczne i kontekstowe, a co najważniejsze – podsuwa gotowe wnioski, do których powieść James można mniej lub bardziej sprawnie dopasować (tytuły przywoływanych prac Illouz są bardzo znaczące: Oprah Winfrey and the Glamour of Misery z 2003 roku i Why Love Hurts z 2012).

Kolejną trudnością była całkowita nieznajomość kontekstów kulturowych, w ramach których funkcjonuje twórczość James jako fanfiction i jako powieść posługująca się sztafażem BDSM – na szczęście to udało się badaczce ominąć dzięki wybiórczemu podejściu do analizowanego materiału. Podziwiać przy tym można szczerość Illouz, która sama przyznaje, że wybór tytułów bestsellerów do wstępnej analizy porównawczej dyktowany był jej wygodą i Pamela Samuela Richardsona nie wpasowywała się tak dobitnie w jej tezy, nawet jeśli pod wieloma względami pełniła w kulturze analogiczną funkcję, co Pięćdziesiąt twarzy Greya.

Za najbardziej zadziwiający element Hardkorowego romansu uznać jednak można to, iż pomimo całej swojej wybiórczości i tendencyjności, rozumianej tu jako dopasowywanie materiału badawczego do gotowych tez pochodzących z innych tekstów autorki, zawiera w sobie kilka interesujących i trafnych spostrzeżeń (o dwufazowym przebiegu procesu kształtowania się bestsellera czy społecznym i procesualnym wymiarze aktu odbioru), które prowadzą jednak badaczkę do całkowicie błędnych wniosków. W tym kontekście Illouz można oskarżyć o to, że nie tyle analizuje fantazję zawartą w powieści James, ile ją kupuje, bezrefleksyjnie więc przyjmuje narrację powieści o niej samej, wyrzekając się jakiejkolwiek podejrzliwości wobec tego, co tak naprawdę zostaje nam sprzedane pod płaszczykiem „perwersyjnego” romansu. W każdym więc momencie, gdy Illouz nie przytacza prac i tez innych, proponuje nam w najlepszym wypadku nieprzemyślane wnioski, które mógłby sponsorować wydawca Pięćdziesięciu twarzy Greya.

Jeśli bowiem potraktować Pięćdziesiąt twarzy Greya jako społeczną i kulturową fantazję na temat romansu i seksualności, więcej dowiadujemy się o funkcjonowaniu seksualnych zahamowań i opresji w naszej kulturze niż o pozytywnych wzorcach romansu. Za symptomatyczny uznać można już sam fakt, że praktyki BDSM, które stanowią najbardziej konsensualny wzorzec zachowań seksualnych w naszej kulturze, w powieści James i w pracy Illouz przedstawiane są jako seksualna perwersja, rodzaj trudności, przed którą staje bohaterka, uniemożliwiający jej realizację romantycznego związku, efekt traumatycznych doświadczeń Greya, który używa seksu nie po to, aby wyrazić bliskość i intymność, ale aby się od nich odseparować. Inny słowy, ani James, ani Illouz, ani Alicja Długołęcka w swoim wstępie do polskiego wydania Hardkorowego romansu nie piszą o praktykach BDSM, ale o wyobrażeniu zwolenników tzw. seksu waniliowego na temat praktyk BDSM, co ma dokładnie tyle samo sensu, ile traktowanie internetowej pornografii jako źródła rzetelnej wiedzy o ludzkiej seksualności. Powieść James i omawiana tu jej analiza doskonale ilustrują bowiem to, że gdy „wanilliowcy” patrzą na BDSM, widzą jedynie przemoc.

Niezrozumienie James dla praktyk BDSM zaowocowało zrobieniem z nich sensacyjnego sztafażu, przy czym jest to posmak taniej sensacji, radośnie podchwycony przez media. Kiedy więc Illouz pisze, iż Pięćdziesiąt twarzy Greya nie opowiada się bynajmniej za konwencjonalną moralnością burżuazyjną, ale wprowadza do głównego nurtu undergroundowe praktyki seksualne, powtarza ona hasło reklamowe, a nie dokonuje analizy.

Przy bliższym zastanowieniu się, kto i jaki seks uprawia w powieści James, łatwo zauważyć, że jest to doskonałe wcielenie burżuazyjnej moralności seksualnej: młoda, dziewicza i niedoświadczona kobieta uprawia standardowy, androcentryczny, penetracyjny seks ze starszym, doświadczonym mężczyzną z wyższej klasy społecznej i jednym powodem, dla którego ten seks miał prawo znaleźć się w powieści, jest to, iż się pobiorą i będą mieli dzieci. W rzeczywistości bohaterka Pięćdziesięciu twarzy Greya czekała z seksem może nie do ślubu, ale na pewno na swojego przyszłego męża. Wykorzystana, wystawiona na sprzedaż (pseudonegocjacje prowadzone przez bohaterów w ramach „kontraktu” BDSM) dziewicza kobieca seksualność stanowi wręcz archetypową realizację burżuazyjnego ideału moralności, co całkowicie umyka Illouz. Podobnie przegapia ona, iż motywacja głównego bohatera – przezwyciężenie prawdziwych i symbolicznych blizn, które zostawili źli rodzice – to w rzeczywistości pretekst i jeśli traktować Pięćdziesiąt twarzy Greya jako opowieść o czymkolwiek, to jest to historia o toksycznej męskości.

Illouz konsekwentnie ignoruje fakt, że kontrowersyjnym elementem Pięćdziesięciu twarzy Greya nie jest wprowadzenie sadomasochistycznego seksu do romansu (jak sama zauważa, powieści Harlequina zrobiły to już dwadzieścia lat temu), ale wykorzystanie praktyk BDSM na rzecz heteroseksualnej formuły romansu. W tym sensie powieść James eksploatuje konsensualną formę ekspresji seksualnej na rzecz patriarchalnej, heteronormatywnej asymetrii płciowej, którą Illouz określa „formułą nowoczesnego romansu”.

O krytyce powieści wyrażonej przez środowiska BDSM było na tyle głośno, że badaczka powinna była uwzględnić to w swojej analizie, poczynając od prześmiewczej kampanii 5 Reasons Why Porn Stars Hates 50 Shades of Gray, w której czołowe gwiazdy przemysłu pornograficznego, takie jak Nadia Styles, Mercedes Carrera i Nina Elle, wprost nazywają ekranizację powieści James obrazą wobec pornografii, aż po takie akcje społeczne jak zapoczątkowane przez Gail Dines „50 Dollars Not 50 Shades”, gdzie zachęcano do przeznaczenia datku w wysokości ceny biletu kinowego na ośrodki dla ofiar przemocy domowej, ponieważ to w takich miejscach kończą kobiety, które znalazły się w związkach takich jak ten przedstawiony w Pięćdziesięciu twarzach Greya.

Rys 1Jeśli jednak udało się przegapić moment, w którym #50shadesofabuse stało się synonimem #50shadesofgray, szeroko zakrojona kampania informacyjna w lutym 2015 roku, polegająca m.in. na publikowaniu tekstu „This person will not be seeing 50 Shades of Gray. Because I refuse to encourage or promote domestic violence, rape culture and spread the misleading information about BDSM” jako swojego statusu na Facebooku, oraz przejęcie hashtagu #AskELJames przez użytkowników potępiających romantyzację seksualnej przemocy były głośnymi i szeroko zakrojonymi wydarzeniami.

Pod wieloma względami można uznać, że krytyka przedstawienia praktyk BDSM w trylogii James stała się częścią społecznego postrzegania powieści, która funkcjonuje jako modelowy przykład tego, czym BDSM być nie powinno. Umknęło to jednak Illouz, która nawet słowem nie wspomina o funkcjonującej krytyce i traktuje praktyki BDSM w powieści jako uprawomocniony obraz tego rodzaju ekspresji seksualnej. Chociaż należy zauważyć, że skupia się ona jedynie na negocjacyjnym wymiarze „kontraktu”, który Gray prezentuje Anie, traktując to jako metaforyczne przedstawienie metody łagodzenia napięć międzypłciowych, ponieważ badaczka definiuje seksualność w XXI wieku jako „niepewność”, a kontraktowość związku seksualnego Any i Christiana jak sposób na przezwyciężenie nieporozumień pomiędzy płciami.

Znacznie ciekawsze jest to, że chociaż Alicja Długołęcka w swoim wstępie przytacza credo zachowań BDSM – świadomie, konsensualnie i bezpiecznie – nie zauważa jednak, że żadna z tych zasad nie zostaje zachowana w powieści, którą określa jako całkowicie mieszczącą się w kanonach subkultury BDSM. Tym samym Długołęcka odczytuje manipulację, zastraszanie, izolowanie i przymuszanie stosowane przez Christiana wobec Any jako elementy praktyk BDSM, a nie związku przemocowego, idąc o krok dalej niż sama Illouz, która nie ma oporów przed nazwaniem zachowania Christiana mianem stalkingiem, chociaż nawet wtedy nie zmienia swojej romantycznej interpretacji powieści.

Nie tylko scena BDSM i pochodząca od niej krytyka powieści James została zignorowana przez Illouz. Badaczka równy brak uwagi poświęca innym kontekstom kulturowym fenomenu medialnego, który analizuje, m.in. zjawisku fanfiction. Twierdzi bowiem, że kluczem do komercyjnego sukcesu Pięćdziesięciu twarzy Greya jest jego zakorzenienie w modelu fanowskiej prosumpcji, gdzie powstawało jako swego rodzaju „dzieło zbiorowe”, w reakcji na komentarze i uwagi czytelników. Stwarza przy tym kuriozalną definicję fanfiction jako fabuły interakcyjnej, zazwyczaj luźno związanej z popularną książką, serialem telewizyjnym czy filmem, która przeczy całemu mojemu doświadczeniu badaczki skupionej na analizie fanowskich praktyk i zachowań oraz autorki fikcji fanowskich.

Po raz kolejny także Illouz przedkłada gotowe tezy nad rzeczywisty przebieg procesu kulturowego. Ponieważ historia Pięćdziesięciu twarzy Greya została już rzetelnie opracowana, krótkie rozeznanie wystarcza, aby dowiedzieć się, w jaki sposób Icequeen Snowdragon (pseudonim fanowski E.L. James) wyeksploatowała społeczność fanowską, której częścią nigdy się nie czuła, traktując ją jedynie jako trampolinę do komercyjnego sukcesu.

Model prosumpcji zakładany przez Illouz nie pasuje do historii publikacji Master of the Universe (oryginalny tytuł Pięćdziesięciu twarzy Greya), którego autorka znana była z blokowania wszelkich uwag krytycznych swoich czytelników. Warto także zauważyć, iż określanie Pięćdziesięciu twarzy Greya mianem fanfiction do Zmierzchu (serii książek Stephenie Meyer) jest uproszczeniem, ponieważ powieść ta początkowa stanowiła fanfiction do innego fanfiction w tym fandomie (The Submissive autorstwa TaraSueMe), innymi słowy powielała motywy BDSM wprowadzone ze znacznie lepszym efektem przez inny tekst. W tym sensie eksploatacja wspólnoty fanowskiej, jakiej dopuściła się E.L. James, sięga znacznie głębiej, niż się zakłada. Nie ma przesady w stwierdzeniu, iż publikacja Pięćdziesięciu twarzy Greya, a po niej innych fanfiction z fandomu Zmierzchu, doprowadziła do zniszczenia wspólnoty pisarskiej w młodym fandomie – autorki bały się upubliczniać swoje prace z obawy, aby nie skradziono im potencjalnie dochodowych pomysłów.

Chociaż praca Illouz pretenduje do bycia socjologiczną analizą fenomenu popularności powieści E.L. James, podejście badaczki jest pobieżne i wybiórcze. W rzeczywistości ledwo zarysowuje ona liczne konteksty związane z powstaniem powieści, aby wykorzystać ją jako materiał ilustracyjny dla tez z innych swoich prac. Chociaż prawidłowo rozpoznaje, że pornograficzny wymiar powieści stanowi zaledwie sztafaż dla konwencjonalnego romansu, nie jest w stanie zanalizować głębiej funkcjonowania samego romansu, lecz wykorzystuje zaledwie płciowe stereotypy do analizy zachowań bohaterów, powielając społeczne przeświadczenia co do seksualnych i emocjonalnych potrzeb kobiet i mężczyzn, tak jakby ludzie w rzeczywistości stanowili kalki z narracji o wenusjańskich kobietach i marsjańskich mężczyznach.

Pod wieloma względami interpretację Illouz uznać można za postfeministyczną utopię: fabuła rozwija się zatem na trzech płaszczyznach: wyraża głębokie różnice pomiędzy płciami, nieustająco je zaciera, prezentując nam widowiskowe zmagania dwóch androgynicznych charakterów (bohaterowie nieustannie spierają się o jego delikatność i jej autonomię), po czym ostatecznie godzi te napięcia w namiętnym sadomasochistycznym seksie, w którym bohaterowie odtwarzają swoje tożsamości płciowe i utrwalają dzielące ich różnice – są one jednak dopuszczalne, ponieważ dostarczają przyjemności. Abstrahując od kontrowersyjnych stwierdzeń (androgyniczność bohaterów nie znajduje poparcia w tekście powieści), bez trudu można zauważyć tautologiczny charakter tej interpretacji, wedle której Pięćdziesiąt twarzy Greya oferuje rozwiązanie, które niczego nie rozwiązuje, zaciera różnice, aby je podkreślić. Jest to tym bardziej widoczne, iż Illouz zawsze pisze o pożądaniu w relacji podmiot – przedmiot, tj. można być pożądającym lub obiektem pożądania, ale nigdy nie można pełnić tych funkcji jednocześnie. Wzajemność jest niemożliwa.

Rys 2Illouz słusznie doszukuje się popularności powieści w dynamice relacji płciowych, za bardzo jednak skupiona jest na reklamowaniu swoich wcześniejszych prac, aby przeprowadzić rzetelną analizę. Jako oczywisty fantazmat seksualny Pięćdziesiąt twarzy Greya odwołuje się do naszej wrażliwości seksualnej i wyobraźni. Pod pozorami perwersji i wyuzdania operuje najbardziej konserwatywnymi wyobrażeniami i tropami na temat relacji romantycznych i seksualnych. Bohaterowie powieści stanowią wcielenie stereotypów płciowych do poziomu, gdzie zaczynają ocierać się o autoparodię: Ana jako czekająca na Tego Właściwego nierozbudzona kobieca seksualność, nierozumiejąca własnych reakcji fizjologicznych w momencie podniecenia i Christian, który nie jest w stanie nawiązać intymnej relacji, bo zbyt głęboko tłumi wszelkie uczucia, ponieważ uwierzył, że mężczyźni nie płaczą.

Sekret popularności trylogii James tkwi właśnie w tym dualizmie: pozornie dopuszczając się ekscesu, powieść w rzeczywistości wpisuje się w obowiązujący, patriarchalny model relacji płciowych, nęci wykroczeniem poza schematy i nigdy tego nie robi, nie zakłócając przyjemności odbioru trudnymi do zidentyfikowania momentami oporu wobec obowiązujących norm. Jeśli cokolwiek w przypadku Pięćdziesięciu twarzy Greya jest fenomenalne, jest to brak świadomości kliszowatości i normatywnego wydźwięku serii, wyrażony w jej kampanii reklamowej. Jeśli powieść E.L. James przedstawia jakiekolwiek prawdy o ludzkiej seksualności, jest to udowodnienie, iż wciąż obowiązuje nas patriarchalny, androcentryczny model seksualności i że istnieje silna potrzeba, aby go przełamać, wyrażona w masowej konsumpcji pornografii przez kobiety. W tej sytuacji można tylko powtórzyć, że Internet jest pełen o wiele lepszej pornografii, choćby The Submissive, a Illouz i Długołęcka powinny się z nią zapoznać.

Hardkorowy romans. „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, bestsellery i społeczeństwo, Eva Illouz, tłum. Jacek Konieczny, przedmowa do polskiego wydania Alicja Długołęcka, PWN, Warszawa 2015, s. XXXVIII, 146.

About the author
Aldona Kobus
(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *