Miłość. Film Sławomira Fabickiego – Sławomir Fabicki

7525701.6

Sławomir Fabicki po sześciu latach nieobecności wraca na ekrany kin z drugim filmem pełnometrażowym. Choć z oscarową „Miłością” Michaela Hanekego jego produkcję łączy tytuł, zbliżony czas premiery i scenariuszowy punkt wyjścia, tematycznie trafia na zupełnie inny tor. Film Fabickiego jest poruszającym portretem dwojga ludzi, których emocjonalne więzi stopniowo pękają pod naporem dotkliwej traumy. Tytułowe uczucie stopniowo ulega erozji, w jego miejsce zaś wkrada się nieufność i poczucie bezradności.

Fabicki zaczerpnął pomysł na scenariusz z autentycznej historii (znanej jako seksafera z olsztyńskiego magistratu). Potraktował ją na szczęście jedynie jako punkt wyjścia, kładąc nacisk na relacje psychologiczne bohaterów wolne od publicystycznego tonu. Tomek (Marcin Dorociński) i Maria (Julia Kijowska) są małżeństwem spodziewającym się dziecka. Mają piękny, przestronny dom i dobrze płatne prace. Starannie pielęgnowany porządek burzy szef Marii – Adam (Adam Woronowicz). Chorobliwie zakochany w kobiecie, opresyjnie osacza ją swoim uczuciem, w efekcie czego dochodzi do tragedii destabilizującej podstawy życia małżeństwa.

W związku Tomka i Marii nie ma miłości. Jest jedynie jej niknące w oddali widmo, przywoływane dawnymi wspomnieniami. Jeszcze przed tragedią, po powrocie z bankietu Maria z żalem zarzuca mu bierność i obojętność w stosunku do ostentacyjnie zalecającego się do niej szefa. W jej tonie pobrzmiewa długotrwała frustracja. Ich związek w żadnym razie nie był idyllą. Rozmowy o relacji Marii z szefem sugerują, że na długo wcześniej związek trapiły różne dysfunkcje. Małżonków łączyła przede wszystkim nadzieja, że narodziny dziecka przyniosą jakąś zmianę (w domyśle – szczęście).

Trauma zmusza Tomka do zredefiniowania swojego uczucia do Marii. Oszukany przez żonę, nie próbując zrozumieć jej perspektywy, zamyka się w skorupie nieufności, podejrzliwości i zwykłego strachu. W obliczu samej tragedii popada zaś w bezsilność, nie mając odwagi podjąć męskiej i zdecydowanej decyzji. Fabicki, choć przygląda się uważnie obojgu bohaterom, bliżej śledzi punkt widzenia Tomka, którego rachityczna, złamana postawa odbiega od powszechnego wyobrażenia mężczyzny jako silnej i zdecydowanej głowy rodziny. Reżysera wyraźnie interesuje sytuacja, która pozostawia bohatera w druzgoczącej bezsilności. Nie ma w tym jednak krytyki ani oceny. Poszczególne racje i motywacje obojga rozdzielone są równomiernie, w związku z czym ciężko jednoznacznie ocenić ich postępowanie (analogiczna sytuacja bohaterów „Rozstania” Asghara Farhadiego).

Wiarygodność historii, która miejscami niebezpiecznie zbacza w odległe gatunkowo zakamarki (demoniczny szef jest szablonową postacią żywcem wyjętą z thrillerów) zbudowana jest na znakomitych rolach, zarówno w pierwszym, drugim, jak i trzecim planie. Dorociński z Kijowską przekonująco oddalają się od siebie, tonąc we wzajemnych oskarżeniach. Woronowicz ratuje nieco sztampową postać szefa Marii, a wtóruje mu (choć zdecydowanie zbyt krótko na ekranie) równie chłodna i cyniczna Agata Kulesza w roli żony. Marian Dziędziel, bez którego udziału wydawałoby się, nie powstanie żaden polski film, zapada w pamięć rolą ojca, wolną od typowego grubiaństwa i prostoty. Warto odnotować też zdumiewająco poważną niewielką rolę Wojciecha Mecwaldowskiego.

Swobodny odbiór „Miłości” mocno jednak zakłóca infantylna symbolika poszczególnych scen. Agonia zranionego i trzepoczącego bezradnie skrzydełkami ptaszka, będąca zarazem zwiastunem nadchodzącej tragedii i bezsilnych starań ratowania związku, wydaje się co najmniej śmieszna. Banalna metafora niczym cień pada na kolejne wydarzenia, odbierając im należytą powagę. Ciężko też potraktować poważnie zakończenie filmu, w którym do kościoła, a tym samym na ciała bohaterów, wpada, jakby z samych niebios, oślepiające światło słoneczne. Naiwna i mocno wymuszona wydaje się nadzieja na „przywrócenie blasku” związkowi udręczonej pary.

Tomasz Baldziński
Ocena: 4/6

Reżyseria: Sławomir Fabicki
Tytuł oryginalny: Miłość. Film Sławomira Fabickiego
Rok produkcji: 2012
Kraj produkcji: Polska
Występują: Marcin Dorociński, Julia Kijowska, Adam Woronowicz, Agata Kulesza, Marian Dziędziel, Dorota Kolak, Wojciech Mecwaldowski
Dystrybutor: Forum Film Poland Sp. z o.o.

5 komentarzy

  1. „Oszukany przez żonę”????? Chyba widziales inny film albo przyjąłes infantylny punkt widzenia męża tej kobiety. Widziałeś w filmie scene gwałtu? Byles w ogole na tym filmie, panie recenzencie? Jak mozesz bajdurzyc, ze kobieta go oszukała? Udawała, że szef ją zgwałcił???? Czy wy faceci zawsze musicie byc ślepi jak szczeniaki na gwalt, nawet jak sie go wam pokaże czarno na bialym na ekranie? Slowa „oszukany przez żonę” dyskwalifikują tę recenzję.

    1. W żaden sposób nie zignorowałem gwałtu, ani nie przyjąłem „infantylnego punktu widzenia męża tej kobiety”, choć Fabicki wyraźnie się na nim skupia. Prawdę powiedziawszy nawet w najmniejszym stopniu nie współczułem Tomkowi, a w całej tragicznej historii jego punkt widzenia wydał mi się najmniej istotny. Tomek czuł się oszukany, bo Maria z początku ukrywała przed nim fakt popełnionego gwałtu (zresztą dowiedział się o jej pozamałżeńskim stosunku – nie wiedząc jeszcze, że to gwałt – od lekarza), jak i wcześniejsze spotkania w restauracjach z szefem. Wydaje mi się to oczywiste. Zarzut „męskiej ślepoty na gwałt” pozostawię bez komentarza.

  2. Nie rozumiem, jak można twierdzić, że w związku Marii i Tomka NIE MA miłości. Ten film jest miłością tych dwojga przesycony, pokazuje różne jej oblicza, słabości, ale i mocniejsze punkty. Sprawia, że do końca kibicujemy temu związkowi. Żadna miłość nie jest idealna. Piękne jest w tym filmie to, że pozwala zajrzeć w głąb siebie i zmusza do refleksji. Jest w nim dużo ciepła i emocji, gdyby nie było w tym związku miłości, nie byłoby również tych emocji, które odbieramy, oglądając tę historię na ekranie. Nie byłoby pęknięć, bo nie miałoby co pęknąć. Nie byłoby zazdrości, nie byłoby zagubienia. Taka historia to wielka próba dla związku. Mimo wszystko bohaterowie wychodzą z niej zwycięsko, to też o czymś świadczy. I nie czepiałabym się symboliki. Była dość subtelna.

  3. Zależało mi na podkreśleniu, że związek Marii i Tomka (od pierwszych scen filmu) był już w pewien sposób „pęknięty”, dysfunkcyjny. Wyrzuty dotyczące biernej postawy Tomka (uderzające w poczucie męskości), obojętności wobec bezwstydnych zalotów szefa, niedostatecznej uwagi i zaangażowania wyraźnie określają kondycję tej relacji i jej niedobory. W wielu recenzjach spotkałem się ze stwierdzeniem, że Maria i Tomek są „modelowo szczęśliwym małżeństwem” (bo przecież mają duży dom, pracę i pieniądze…), którego czyste progi bezcześci dopiero tragiczne wtargnięcie szefa. Ich związek daleki był od powszechnie pojmowanego szczęścia, a miłość zniknęła długo przed ciążą (istotna scena, w której bohaterowie wspominają swoje pierwsze wzajemne wrażenia). Widzę między bohaterami raczej pozory miłości, oparte na pewnym przywiązaniu, bliskości wynikającej z długoletniego dzielenia ze sobą życia. Dopiero narodziny dziecka miały ten stan odmienić. I właśnie ciąża niosła nadzieję na odrodzenie dawnego uczucia. Przypomnę, że Tomek w jednej ze scen powiedział wprost: „Myślałem, że narodziny coś zmienią, że coś wreszcie poczuję”. Czy tak się stało? Relacja między bohaterami filmy jest niezwykle skomplikowana i niejednoznaczna. Staram się stronić od arbitralności, ale widzę, że w zdaniu, które stało się zarzewiem Pani wypowiedzi, nie udało mi się od niej ustrzec.
    Pozdrawiam

  4. Nie powiedziałabym, że ich związek był dysfunkcyjny. Raczej niedoskonały, trochę już może wytarty przez czas, ale wciąż było w nim uczucie. To widać chociażby w scenie przed porodem, gdy Tomek wnosi Marię po schodach w szpitalu… Albo w nocnym przekomarzaniu się. I nawet ta szczera rozmowa: „Nie wiem, czy cię jeszcze kocham…” świadczy raczej o poszukiwaniu, o zagubieniu, nie o braku miłości. Ja ją odbieram jako swoisty katalizator, jako „oczyszczenie” i nowy początek. Chyba każdy z nas, kto był/jest w związku zadaje sobie kiedyś pytanie: „Czy to nadal miłość?” Czy jeśli nie ma tej chemii, która jest na początku, to można jednoznacznie mówić, że uczucie wygasa? Moim zdaniem nie, miłość po prostu zmienia się, tak jak zmienia się wszystko. Ma swoje wzloty i upadki. Nie jest jednoznaczna. Przechodzi próby. I moim zdaniem, związek Marii i Tomka, mimo kryzysu, wyszedł z tej próby zwycięsko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *