Miasteczko kłamców – Megan Miranda

0

page_1W szeroko pojętej literaturze kryminalnej można zaobserwować ostatnio tendencję do maksymalnego zawężania miejsca akcji i ograniczenia liczby postaci. Już te wytyczne ustawiają bardzo wysoko poprzeczkę pisarzom, bo przecież potrzeba dużego talentu i wyobraźni, by stworzyć niebanalną, wiarygodną intrygę, zachować tajemnicę przez niemal całą fabułę oraz – co najważniejsze – zadbać o odpowiedni klimat. Ma być ciekawie, intrygująco i niepokojąco.

Tak jak w „Miasteczku kłamców”, debiucie Megan Mirandy. Autorka zaskoczyła nie tylko znakomitym stylem czy atmosferą, ale przede wszystkim narracją i budową powieści. Wszystkie zdarzenia pokazywane są wstecz. W każdym kolejnym rozdziale bohaterka/narratorka Nico przedstawia, co zdarzyło się dzień wcześniej. Pisarka przesuwa punkt kulminacyjny w fabule (ale zachowuje go w kompozycji) – nie czekamy na to, co zdarzy się na końcu, pragniemy poznać początek tej opowieści! Można żywić obawy, czy taki sposób prezentowania zdarzeń w kryminałach może się udać, bo przecież czytelnik od razu poznaje niejako finał historii. Miranda udowodniła, że mimo tak zaskakującego rozwiązania potrafi utrzymać nastrój tajemnicy i niepokoju oraz skutecznie przykuć uwagę czytelnika od pierwszej strony do ostatniej. Muszę to opowiedzieć w ten sposób, po kawałku. Dotrzeć do tego etapami. Dotrzeć do tego w s t e c z. Muszę wam pokazać piękne rzeczy, zanim zajmę się brzydkimi. I faktycznie – debiutująca autorka najpierw buduje scenerię, przedstawia osoby, wraca do przyjemnych wspomnień, by stopniowo pokryć tę opowieść mrokiem.

Spokój Nicolette Farrell burzy list od ojca z niepokojącym wyznaniem („widziałem tę dziewczynę”). Tyle wystarczy, by Nico rzuciła wszystko i powróciła w rodzinne strony, skąd pospiesznie wyjechała przed dziesięcioma laty, po zaginięciu najlepszej przyjaciółki, Corinne Prescott. Kobieta wraca do Cooley Ridge, by spłacić dług, by zmierzyć się z demonami przeszłości. Przed czym Nico uciekała? Co sprowadziło ją tu ponownie? I dlaczego akurat teraz zaginęła kolejna dziewczyna, która zainteresowała się sprawą Corinne?

Nico zatrzymuje się w zrujnowanym domu. Jej brat, Daniel, założył rodzinę i mieszka z ciężarną żoną. Cierpiący na demencję pourazową (i wynikające z niej urojenia paranoidalne) ojciec jest pensjonariuszem zamkniętego zakładu. Rodzeństwo wszczyna proces o ubezwłasnowolnienie pana Farrella. Muszą sprzedać dom (na co mężczyzna się nie zgadza), by pokryć długi, powstałe w tajemniczych okolicznościach. W mieście są jeszcze: Tyler – dawny chłopak Nico, którego opuściła bez słowa, unikająca bohaterki Bailey – kumpelka z paczki, oraz Annaleise – nowa dziewczyna Tylera.

Miranda osadziła akcję w niewielkiej mieścinie. Wszyscy się tu znają, trudno cokolwiek ukryć przed sąsiadami. A jednak wydarzyła się tragedia, która nadal generuje więcej pytań niż odpowiedzi. Okazuje się również, że miejsce dorastania nas determinuje. Nico przez dziesięć lat dbała o swoją przemianę, o porzucenie dawnej tożsamości. Poczucie bezpieczeństwa odnalazła w anonimowości życia na Północy. Po powrocie przekonuje się, że taka metamorfoza w ogóle nie może się udać, bo tutaj zawsze jesteś tym, kim dawniej byłeś. Co więcej, nawet dawne relacje między postaciami nadal są żywe. Jednak tym, co łączy starą paczkę znajomych, wcale nie jest przyjaźń, ale strach i wspólne sekrety.

Cooley Ridge to miasteczko pełne strachu i kłamców, do głosu dochodzą tu cienie sprzed dekady. Pisarka co rusz odkrywa przed czytelnikiem tajemnice bohaterów. A mają naprawdę sporo do ukrycia. Zagadka zaginięcia Corrine to prawdziwa siatka niedomówień, wzajemnych oskarżeń, łgarstw. Nawet grupa zainteresowanych osób nie jest siebie pewna – sama Nico zaczyna rozważać różne możliwości, brać pod uwagę swoich bliskich.

Ciekawe są też postacie w „Miasteczku…”, czy raczej relacje między nimi. Właściwie tylko Nico znamy „na wylot”. Jest narratorką, a więc przekazuje nam wszystkie swoje emocje – ból, strach, żal, wstyd itp., Miranda nie wchodzi zbyt głęboko w losy pozostałych bohaterów, bo nie ma takiej potrzeby. Dzięki temu jeszcze bardziej uwypukla duszną atmosferę, wszechobecne kłamstwa i niedopowiedzenia, przeczucie czegoś niebezpiecznego.

Fascynujący jest język tej powieści. Duże ukłony w stronę tłumacza, Tomasza Bieronia, dzięki niemu możemy się rozkoszować tym nieco poetyckim stylem autorki. Dyskretne metafory działają na wyobraźnię, budują nastrój, potęgują napięcie i intensyfikują emocje.

„Miasteczko kłamców” to genialny debiut. To powieść wymagająca skupienia, przede wszystkim przez nietypową narrację oraz pozornie nieistotne szczegóły, które stopniowo nabierają znaczenia. Fascynująca i hipnotyzująca historia w oryginalnej formie.

Kinga Młynarska

                Ocena: 5/5

  1. Tytuł: Miasteczko kłamców
  2. Autor: Megan Miranda
  3. Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
  4. Okładka: miękka
  5. Liczba stron: 400
  6. Data wydania: 2017
  7. Wydawnictwo: Znak
Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz