Miała dzikie serce – Atticus

0

1523766390_sCwvzlPjB96I_400_auto

Coraz popularniejszy staje się nowy rodzaj liryki – poezja instagramowa. Niedawno polscy czytelnicy zachwycali się zbiorem wierszy Rupi Kaur „Mleko i miód”, teraz na rynku pojawił się Atticus z tomem „Miała dzikie serce”.

Kluczowym elementem tej samozwańczej poezji jest dążenie do maksymalnego uproszczenia, przede wszystkim formalnego. Dla autorów tej generacji liczy się jasny przekaz, najczęściej o aforystycznym charakterze. To raczej pojedyncze wyznania, refleksyjne impresje niż utwory liryczne w tradycyjnej formie (choć przyjmiemy taką nomenklaturę na potrzeby niniejszego tekstu). Przy okazji twórczości tego typu samoistnie pojawia się pytanie o definicję wiersza i granicę poezji w ogóle.

Znamienne dla liryki Atticusa jest współwystępowanie obrazu – czy to w formie ilustracji, zdjęć czy graficznych ozdobników. Stanowią dopełnienie lapidarnej treści, podkreślają charakter wiersza. Często też to właśnie obraz podnosi poziom estetyczny danej książki. Niestety, zdarza się, że fotografie są zbyt dosłowne lub wręcz naiwne, jak np.:

IMG_20180619_100115

Atticus pisze przede wszystkim o miłości. W pierwszej części opisuje stan zakochania i spełnienia (dał jej / wszystko, na co / czekała), tworzy definicje:

Miłość

to nurkowanie głową w dół

w cudzy chaos

i odkrywanie,

że ma on sens.

Choć kilka wierszy faktycznie jest wartych uwagi (raczej pojedyncze frazy), a zawarte w nich przesłania trafiają w sedno opisywanych kwestii, to jednak częściej pojawiają się utwory typu:

Niebo pełne gwiazd,

a on gapił się tylko na nią.

Trzeba jednak przyznać Atticusowi konsekwencję, z jaką pisze, wierny swojej teorii:

IMG_20180619_101513

Jako tak zrodzony poeta praktycznie podaje nam swoje serce na talerzu – czytelnik nie docieka, ile kreacji jest w tej twórczości, autor bowiem dotyka tak delikatnej materii i pisze w tak sugestywny sposób, że odbiorca skupia się raczej na ostatecznym wydźwięku, analizując, czy faktycznie sentencje zakochanego podmiotu celnie trafiają w nasze rozumienie miłości, bliskości i oddania.

Jest w tej książce również kilka dłuższych form, ale i tu Atticus dba przede wszystkim o to, by podmiot precyzyjnie wypowiadał się do adresatek swoich wyznań (żony, matki i córki oraz odbiorców, bo trzeba uczciwie przyznać, że ta twórczość powstaje przede wszystkim z myślą o przyszłych czytelnikach, nie jest to typ konfesyjnych refleksji). Autorowi nie zależy na finezyjnych środkach, jego metafory są bardzo czytelne, ocierają się wręcz o banał. Jednak nie tylko mówi o miłości międzyludzkiej. Z radością opisuje otaczający go świat, z wdzięcznością spogląda na naturę, choć główne piękno upatruje zawsze w ukochanej, dla której wszystko inne jest zaledwie tłem.

Tam, gdzie jest miłość, często jest także cierpienie. Podmiot Atticusa przeżywa szczęście, ale i rozpacz. Zaznał miłości i jej utraty. W drugiej części coraz częściej pojawiają się utwory mówiące o rozczarowaniu, samotności, niespełnionych oczekiwaniach.

„Miała dzikie serce” to raczej atrakcyjna wizualnie książka z ciekawymi cytatami (choć nie brakuje także truizmów) niż tom poezji – wszak interesujące jest, jak ludzie przeżywają miłość i jej pochodne uczucia, jak opisują emocje, po jakie środki sięgają, by wyrazić jeden z najintensywniejszych stanów, czy wreszcie (co wydaje się najciekawsze w tej publikacji), w jaki sposób charakteryzuje się ukochaną osobę ­–. Atticus ma ambicję bycia swoistym mentorem, znaczna część jego wierszy bowiem to wskazówki, jak powinien żyć odbiorca, by jego egzystencja nabrała głębi i odpowiedniego znaczenia:

Goń za swoimi gwiazdami, głupcze, życie jest krótkie.

Kinga Młynarska

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz