Mark Lawrence „Książę cierni”

 

ksiaze-cierni-b-iext10355956

Wszyscy jesteśmy Martinami?
Ostatnimi czasy niemal wszystkie książki fantasy są reklamowane jako nowa „Gra o tron”, powieść w stylu G. R. R. Martina czy najlepsze fantasy od czasu ukazania się „Pieśni lodu i ognia”. Taki skutek uboczny szaleństwa, jakie rozpętało się wokół sagi wspomnianego autora i serialu nakręconego na jej motywach. Tyle tylko, że takie porównanie wysoko podnosi poprzeczkę oczekiwań. Nie każdy jest Martinem i nie wszyscy powinni chcieć nim być. Jeden w zupełności wystarczy. W wielu przypadkach takie porównanie zamiast pomagać – szkodzi. Tak właśnie jest w przypadku debiutanckiej powieści Marka Lawrence’a „Książę cierni”, pierwszego tomu trylogii „Rozbite imperium”. Co więcej, mam wrażenie, że autor nawet nie miał zamiaru pisać w stylu „Gry po tron”. Obie powieści łączy dominujący wątek walki o władzę, ale to temat obecny w literaturze fantasy na długo przed erą Martina. Poza tym książki dzieli niemal wszystko – od typu narracji poprzez mnogość bohaterów aż po kreację przedstawionego świata.

Jestem Jorg, Jorg Ancrath
Głównym bohaterem „Księcia cierni” jest Jorg Ancrath. Przyszedł na świat jako opływający w dostatki następca tronu. Jego życie miało być – nomen omen – usłane różami. Stało się jednak inaczej. Po zasadzce, w wyniku której zamordowano jego matkę i brata, Jorg poprzysiągł krwawą zemstę. By zrealizować cel, uciekł od ojca i przystał do bandy rzezimieszków, pustoszących osady ogniem i mieczem. Z czasem został ich przywódcą, Księciem Cierni, mordującym niewinnych bez mrugnięcia okiem – tylko dlatego, że miał taki kaprys albo zwyczajnie mu się nudziło.
Jorg jest typowym antybohaterem, o którym trudno napisać cokolwiek dobrego. Do cna zepsuty, cyniczny, pozbawiony jakiejkolwiek moralności. Szkopuł w tym, że Jorg ma tylko… czternaście lat, a patrzy na świat oczami człowieka, który widział co najmniej czterdzieści wiosen. Nawet traumatyczne doświadczenia nie tłumaczą jego zachowania. Jest to tym bardziej widoczne, że M. Lawrence zdecydował się na narrację pierwszoosobową, Jorg jest głównym bohaterem i wokół niego skupia się całość akcji. Co prawda, w trakcie lektury wychodzi na jaw pewien istotny szczegół dotyczący Księcia Cierni, ale dla mnie to i tak za mało. Wiek i postępowanie bohatera niemiłosiernie się ze sobą gryzą.

Po tym jak zalśniło tysiąc słońc…
Żadne porządne fantasy nie może się obyć bez wykreowania własnego świata. Tu trzeba oddać autorowi, że stworzył całkiem ciekawą hybrydę fantasy i s. f. Z początku wydaje się, że mamy do czynienia z quasi-średniowiecznym uniwersum magii i miecza. Potem znienacka pojawiają się takie nazwiska jak Plutarch, Euklides czy Nietsche, a nawet Jezus i papież. Do tego pozostałości po prastarej rasie, zdawkowo nazywanej Budowniczymi. Dysponowali oni zapomnianą technologią. I wszystko jasne.

Choć mam pewne wątpliwości – dlaczego akurat Platon i Nietzsche przetrwali Dzień Tysiąca Słońc? Toż książki powinny zostać zniszczone jako pierwsze. No chyba, że przyjąć opcję, iż rękopisy nie płoną. Ale ja dopatruję się w tym pewnej niekonsekwencji.

„Książę Cierni” to mroczne fantasy, w którym nie ma dobrych, szlachetnych bohaterów. Nie jest takim Jorg, nie są jego towarzysze i wrogowie. Nie ma mowy o walce dobra ze złem. Trudno Jorgowi kibicować, że o przekonaniu do jego racji już nie wspomnę.

Walka o wpływy jest zacięta, krwawa i bezwzględna. Nie ma tu mrożących krew w żyłach opisów, ale klimat jest dość ciężki i trup ściele się gęsto.

Do najnowszego wydania dołączono opowiadanie „Śpiący Królewicz”, wariację na temat baśni o Śpiącej Królewnie w połączeniu z rozwinięciem koncepcji Budowniczych.

Lubię kreacje pogrążonych w chaosie, roztrzaskanych światów fantasy. Koncepcja M. Lawrence’a, choć może nie do końca przemyślana (ale to z pewnością będzie można stwierdzić po przeczytaniu całego cyklu) jest całkiem ciekawa. Jorg, zepsuty antybohater, wokół którego kręci się cała historia, nie udźwignął swojej roli. Nawet ciernie nie pomogły.

Barbara Augustyn

Autor: Mark Lawrence
Tytuł: „Książę Cierni”
Cykl: Rozbite Imperium
Przełożył: Jarosław Fejdych
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 468
Data wydania: 2015

About the author
Barbara Augustyn
Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *