Marion Zimmer Bradley „Mgły Avalonu”

0

mgly avalojnu_1400

Opowieści o królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu są jednymi z najważniejszych dla europejskiej cywilizacji. Tak mocno wrosły w kulturę, że trudno byłoby znaleźć osobę, która nigdy nie słyszała o legendarnym władcy, jego towarzyszach i wrogach. Historia Artura była wielokrotnie przedstawiana w książkach, filmach i serialach. Jednym z literackich retellingów są „Mgły Avalonu” Marion Zimmer Bradley. Książka, która weszła do kanonu literatury fantasy. Warto dodać, że biografia pisarki jest niechlubna – ona i jej mąż byli pedofilami i działali na rzecz jej promocji. W 2014 r. córka Marion Zimmer Bradley publicznie wyznała, że była molestowana przez matkę.  

Autorka zdecydowała się pokazać legendę z punktu widzenia postaci kobiecych. Przede wszystkim Morgiany, siostry i kochanki Artura, Igriany – jego matki, Gwenifer – żony oraz Viviany, Pani Jeziora. To oczywiście nie wszystkie bohaterki, bo jest przecież jeszcze Morgause, Elaine czy Nimue. Nieprawdą byłoby stwierdzenie, że kobiety odgrywają marginalną rolę w legendach arturiańskich. Są bowiem czymś znacznie więcej niż damami w opałach, ratowanymi przez dzielnych rycerzy. Ich postępowanie i wybory wpływają na bieg wypadków, ale nie się ukryć, że siłą napędową całej historii są jednak mężczyźni i to na nich skupia się narracja. We „Mgłach Avalonu” mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. To kobiety, ich przeżycia i motywacje są najważniejsze.

Nie znajdziecie w tej książce opisów bitew, ponieważ kiedy mężczyźni wyruszają walczyć, niewiasty pozostają w domach. Ich życie to w dużej mierze czekanie na powrót ojców i braci, a potem mężów i synów. Większość wcześnie została wydana za mąż. Rodzą dzieci, a połóg bywa śmiertelnie niebezpieczny. Troszczą się o dobra mężów oraz wykonują zapomniane dziś prace, wśród których jest tkanie i przędzenie. Były to zajęcia, które przez wiele wieków wypełniały kobietom zimowe dni. Przy tej pracy niewiasty zbierały się razem, opowiadały historie, tworzyły własną społeczność, ukrytą przed męskim nadzorem. Ale przędzenie, prócz praktycznego wymiaru, było także czynnością magiczną. Nie jest przypadkiem, że Morgiana właśnie podczas tych zajęć wpadała w magiczny trans.

Wkoło, wkoło kręci się wrzeciono, ręka nawija równą nić… i tak jak przędzie tę wełnianą nić, tak przędzie życie innych ludzi… cóż dziwnego w tym, że jednym z wyobrażeń Bogini jest kobieta, która przędzie… Od momentu, kiedy mężczyzna przychodzi na świat, my przędziemy mu dziecinne ubranka, a na końcu tkamy mu całun. Bez nas życie mężczyzn rzeczywiście byłoby nagie… (s. 963).

Mężczyźni są stale obecni w historii snutej przez Marion Zimmer Bradley, ale najwięcej miejsca autorka poświęca kobiecym bohaterkom, wzbogaca ich charaktery, a czasem pokazuje z zupełnie innej strony niż tradycyjna wersja opowieści. Dotyczy to zwłaszcza Morgiany, która była przedstawiana jako czarny charakter i największy wróg Artura. Tutaj ich relacja i osobowość córki Igriany jest o wiele bardziej rozbudowana i skomplikowana. Morgiana szczerze kocha swojego brata, ale została wychowana w Avalonie, jest kapłanką Bogini i nie może znieść tego, że dawny świat odchodzi w zapomnienie. Gdy Artur coraz wyraźniej skłania się ku chrześcijaństwu, jego siostra walczy o zachowanie dawnej wiary. Autorka pokazuje Morgianę w różnych momentach życia – jako dziecko odepchnięte przez matkę, przerażoną dziewczynę, która ledwie przeżyła poród, a potem musiała rozstać się z dzieckiem, dwórkę, a wreszcie mężatkę.

Zupełnie inną postacią, ale równie ciekawie przedstawioną, jest Gwenifer. To bojaźliwa, nieśmiała dziewczyna, cierpiąca na stany lękowe, która wolałaby żyć w klasztorze niż wychodzić za mąż, nawet za króla. Z wiekiem trawiona poczuciem winy z powodu zakazanej miłości do najlepszego przyjaciela męża, Lancelota i tego, że nie może urodzić dziecka, Gwenifer szuka ukojenia w przesadnej pobożności, a wręcz dewocji.

Dobrze wykreowane postacie i ukazanie całej historii z innego niż zazwyczaj punktu widzenia to wielkie zalety „Mgieł Avalonu”, ale największą jest ciekawe przetworzenie różnych wątków legend arturiańskich. Z kanonicznych dzieł Geoffreya z Monmouth, Chretiena de Troyes oraz Thomasa Mallory’ego autorka wybiera tematy i przekształca je na swój sposób. Dlatego lektura „Mgieł Avalonu” będzie największą frajdą dla tych, którzy znają klasyczne legendy arturiańskie, gdyż oni zauważą najwięcej nawiązań i nowatorskich pomysłów, które są wszak istotą retellingów. Do takich należą np. świetne przedstawienie związku Merlina z Nimue czy rozbudowanie wątku Balina poprzez opis wydarzeń, które skłoniły go do zabójstwa Viviany.

Autorka obficie czerpała także z kultury celtyckiej, wiccanizmu oraz „Złotej gałęzi” Frazera. Połączenie różnych inspiracji w kreowaniu postaci przedstawię na przykładzie Taliesina. W „Mgłach Avalonu” Merlin to nie imię własne, lecz – podobnie jak w przypadku Pani Jeziora – tytuł przechodni, przysługujący głównemu druidowi Brytanii. Pierwszym, jakiego spotkamy na kartach powieści, jest właśnie Taliesin. To postać historyczna, pierwszy poeta tworzący w języku walijskim. Ale w folklorze zachowała się także legendarna wersja jego życia. Otóż początkowo nosił on imię Gwion Bach i był służącym Ceridwen, jednej z archaicznych bogiń. Miała ona szpetnego syna dla którego przygotowywała magiczny napój, wymagający gotowania w kotle przez cały rok. Po jego wypiciu potomek Ceridwen miał stać się najsłynniejszym jasnowidzem w dziejach. Gwion Bach mieszał miksturę, a gdy kilka kropel sparzyło mu palec, odruchowo włożył go do ust, a wtedy cała wiedza i mądrość przypadły jemu. Zrozumiał, że musi uciekać, bo inaczej zginie. Przybierał postacie różnych zwierząt, aż w końcu Ceridwen połknęła go jako ziarnko zboża. Potem zaszła w ciążę i Gwion Bach narodził się ponownie. Przybrani rodzice nadali mu imię Taliesin. Był niezwykle zdolnym bardem o wielkiej mądrości, władał też magią.
Dla uzupełnienia związków Taliesina z Merlinem dodam, że za pierwowzór tego drugiego uznaje się innego poetę walijskiego z VI wieku – Myrddina, który oszalał i zamieszkał w lesie, gdzie wygłaszał dziwaczne przepowiednie.

Kluczowym tematem „Mgieł Avalonu” jest walka starej religii z chrześcijaństwem, co jest lustrzanym odbiciem konfliktu między Morgianą a Arturem. Wiara w Boginię wiąże się z matriarchatem, druga umniejsza pozycję społeczną kobiety. Przyniesione przez Rzymian chrześcijaństwo i związany z nim nowy styl życia zdobywają coraz większe wpływy. Avalon, Święta Wyspa, stopniowo odchodzi w cień. Takie rzeczy zdarzały się już wcześniej.

Są więc teraz dwie Brytanie, Igriano: jeden świat pod Jedynym Bogiem i Chrystusem, a za nim świat, w którym wciąż panuje Wielka Matka, ten świat, który Stare Ludy wybrały, by w nim żyć i w niego wierzyć. To już się wcześniej zdarzało. Był taki czas, kiedy Czarowny Lud, Lud Świetlisty, wycofał się z naszego świata, oddalając się coraz dalej i dalej we mgły, tak że teraz tylko zabłąkany wędrowiec może przypadkiem spędzić noc w krainie elfów, a jeśli mu się to przydarzy, czas na naszym świecie płynie bez niego. Może wyjść po jednej nocy i odkryć, że wszyscy jego bliscy nie żyją i że minął tuzin lat. A teraz, mówię ci, Igriano, to znów się wydarza. Nasz świat, rządzony przez Boginię i jej towarzysza, Rogatego Pana, świat, który znasz, świat wielu prawd, jest siłą spychany z głównego nurtu czasu. Nawet już teraz, Igriano, jeśli podróżny wybierze się do Avalonu bez przewodnika, a nie zna drogi bardzo dobrze, znajdzie się na Wyspie Księży. Dla większości ludzi nasz świat jest już teraz zagubiony we mgłach Morza Lata. To się zaczęło, jeszcze zanim opuścili nas Rzymianie. Teraz, kiedy całą Brytanię pokrywają kościoły, nasz świat oddala się coraz dalej i dalej (s. 24-25).

Walka dwóch religii, systemów wartości, mogłaby być mocną stroną książki, ale nie jest. W czasie jej pisania Marion Zimmer Bradley była neopoganką i to wyraźnie odbija się we „Mgłach Avalonu”. Starcie wiary w Boginię i chrześcijaństwa zostało uproszczone do walki dobra ze złem. Ludzie starej wiary są mądrzy, wykształceni i mają szerokie horyzonty, a chrześcijanie są źli, głupi i ograniczeni. Wiara w Chrystusa jest dobra tylko dla prostaczków, ludziom obdarzonym większą inteligencją nie wystarcza. A najgorszym złem są księża, tylko nie bardzo wiadomo, dlaczego. Bo żaden nie odgrywa większej roli w powieści, nie zmienia biegu wydarzeń, nawet nie domaga się wysłania Morgiany Czarodziejki na stos.
Takie czarno-białe przedstawienie świata jest irytujące i na pewno można to było zrobić inaczej, a nie tak jednostronnie i z widoczną zajadłością. Zwłaszcza że pięknie został opisany smutek towarzyszący odejściu Wyspy Jabłoni poza nasz świat, a jedną z najbardziej przejmujących scen w powieści jest ta, w której Morgause i jej orszak daremnie poszukują Kamelotu, który na moment także zniknął z realnego świata. To złowrogi omen, zapowiedź upadku Artura i końca jego krótkiej, acz chwalebnej historii.
Ciekawie został też przedstawiony proces szkolenia na kapłankę z zachowaniem wielkiej tajemnicy, jaką jest magia. Nie polega ona na wyuczeniu się trudnych formuł czy dziarskim machaniu różdżką. Po prostu przychodzi, dzieje się gdzieś poza świadomością, a pewne osiągnięcia nie mogą być powtórzone. Morgiana, która wykonała magiczną pochwę miecza Artura, sama nie wiedziała, co oznaczały niektóre symbole, jakie na niej umieściła. Magia oczywiście ma swoją cenę (co genialnie pokazuje historia Nimue), a życzenia i pragnienia są mieczem obosiecznym.

„Mgły Avalonu” to pokaźne tomiszcze, liczące ponad 1100 stron, ale czyta się je bardzo szybko. Jest napisane pięknym, momentami nawet poetyckim językiem, przepojone smutkiem za czasami, które bezpowrotnie odchodzą w zapomnienie. W ciekawy sposób reinterpretuje różne wątki legend arturiańskich. Osoby, które nie przepadają za romansami, mogą być niemile zaskoczone, gdyż wielkich miłości, zawodów uczuciowych i złamanych serc jest tu całkiem sporo.
Nie jest to książka pozbawiona wad, wśród których na pierwszy plan wysuwa się jednostronne przedstawienie starcia kultu Bogini i chrześcijaństwa, ale nie przesłaniają one zalet powieści, która nie przez przypadek wybiła się z szeregu dzieł autorów próbujących na nowo opisać historię Artura i Rycerzy Okrągłego Stołu. Jeśli jesteście gotowi na to, by poznać świat kryjący się za zasłoną mgieł, zachęcam do przeczytania.

I jeszcze na zakończenie kilka słów o najnowszym wydaniu powieści Marion Zimmer Bradley, przygotowanym przez Zysk i S-ka. Jak już wspomniałam, to potężne tomiszcze, grubo ponad tysiąc stron w twardej oprawie. Zastanawiałam się, jak wytrzyma czytanie i czy grzbiet się nie zniszczy, ale nic z tych rzeczy. Książka pozostała w idealnym stanie. Do tego świetnie pasująca do treści ilustracja znajdująca się nie tylko na okładce, ale i obwolucie, oraz wygodna czcionka, ułatwiająca czytanie. To bibliofilskie wydanie, które miło postawić na półce.

Barbara Augustyn

Autor: Marion Zimmer Bradley
Tytuł: „Mgły Avalonu”
Tytuł oryginalny: “The Mists of Avalon”
Tłumaczenie: Dagmara Chojnacka
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 1160
Data wydania: 2018

Podziel się

O autorze

Barbara Augustyn

Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Odpowiedz