Magia wiktoriańskiego Londynu – „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” Anny Lange

clovis_front_1000pxXIX wiek to okres, w którym nie chciałabym żyć, za to uwielbiam o nim czytać. I muszę przyznać, że żadna współczesna powieść nie zachwyciła mnie opisem wiktoriańskiego społeczeństwa równie mocno, jak Clovis LaFay: Magiczne akta Scotland Yardu Anny Lange. To już drugi udany debiut 2016 roku, obok Asystenta czarodziejki Aleksandry Janusz. Pozostaje tylko się cieszyć, że w polskiej fantastyce rodzi się nowa jakość.

Jestem zaskoczona entuzjazmem, z jakim przyjęłam powieść Lange, ponieważ zwykle stoję na stanowisku, że magia powinna znacząco zmieniać świat przedstawiony, jeśli jest jego częścią. Religia musi wyglądać inaczej w świecie, gdzie chodzenie po wodzie jest czymś, co po prostu można zrobić itd. W Clovisie LaFayu magia nie zmienia świata, który znamy, ale doskonale się w niego wtapia. Fuzja jest tak kompletna, że Londyn, po którym przechadzają się Clovis, Alicja i John, jest wiarygodny. Magia scala się z każdym aspektem życia, od religii (urzekła mnie debata o częstotliwości występowania ghuli na chrześcijańskich i żydowskich cmentarzach) po porządek społeczny (lobbing arystokracji przeciwko magicznej edukacji biedoty itp.). Sposób wprowadzenia magicznych elementów jest niezwykle subtelny, daleki od nachalnej ekspozycji. Magia po prostu przewija się wśród innych elementów składających się na wielowymiarowy, głęboki i wiarygodny obraz angielskiego społeczeństwa tego okresu, takich jak debaty o pracy dzieci i reformie policji, konflikty polityczno-religijne pomiędzy Anglią i Irlandią, zróżnicowanie wyznaniowe samej Anglii, sztywne konwenanse ograniczające mobilność kobiet w przestrzeni publicznej. Autorka pamięta nawet o zróżnicowaniu językowym warstw społecznych, np. przesłuchanie prostytutki przez przedstawiciela arystokracji staje się niemożliwe ze względu na barierę językową. Tego typu szczegóły nie pełnią jedynie funkcji ozdobników, ale wynikają z samej fabuły i perypetii bohaterów.

Jednocześnie magia przedstawiona w powieści nie znika w tle, ale stanowi rozbudowany system, pełen oryginalnych rozwiązań. Powiązanie nekromancji z leczeniem ma wiele sensu, jeśli weźmie się pod uwagę, że obie te dziedziny skupiają się na ciele (żywym czy martwym to już niuans). Ukazanie historycznie nawarstwiających się kontrowersji wokół nekromancji i magów-nekromantów sprawiło, że świat przedstawiony stał się jeszcze bardziej wiarygodny, dysponując własnymi mitami i swoistym zakorzenieniem obecnej sytuacji bohaterów w większej strukturze. Tak samo działa powolne wypieranie piromantów z wojska przez rozwój technologii. Historia tak dobrze zakotwiczona sama w sobie jest skazana na sukces, ponieważ jest prawdziwa. Świat Clovisa LaFaya praktycznie nie ma luki, która zdradzałaby jego fikcyjność, tak bardzo jest spójny. Mój ulubiony magiczny artefakt to z pewnością mimir, którego nazwa wywodzi się z mitologii nordyckiej i dość dobrze podsumowuje, czym właściwie jest ten przedmiot. Nie będę też ukrywać, że temperamentna signora Fricapane to jedna z moich ulubionych bohaterek.

Jak wiadomo, powieść jest tak dobra jak jej bohaterowie. Lange i tutaj nie zawodzi. Trójkę głównych bohaterów poznajemy dwutorowo, przez bieżącą akcję i retrospekcje. I chociaż żadna z postaci nie jest szczególnie charyzmatyczna, wszystkie budzą sympatię. Clovis wydaje się żywcem wyjęty z wiktoriańskiej powieści grozy: potomek skorumpowanego rodu, nekromanta obdarzony wyjątkową wrażliwością i inteligencją. Trochę dekadent, trochę ekscentryk, momentami ma więcej szczęścia niż rozumu. Zaskakuje tym, że nie boi się pobrudzić sobie rąk w cmentarnym błocie i zasadniczo troszczy się o ludzi. Zresztą jest to cecha wszystkich trojga bohaterów – są niezwykle pozytywnymi postaciami, gotowymi stanąć do walki w słusznej sprawie, co oczywiście przysparza im sporo problemów. Pod tym względem przoduje John Dobson, świeżo mianowany nadinspektor Scotland Yardu, który próbuje zmusić arystokrację do przestrzegania prawa, borykając się z licznymi trudnościami na gruncie zawodowym, takimi jak np. brak egzorcystów w policyjnych siłach. Jego siostra Alicja z kolei zmaga się z rozdarciem pomiędzy ambicjami, jakie rodzi jej magiczny talent, a konwenansami, które nie pozwalają jej rozwijać własnego potencjału. Dylemat Alicji – praca zawodowa czy zamążpójście – jest na tyle anachroniczny, że może wydać się niejednemu czytelnikowi wydumany, ponieważ nie zrozumie on, jak wiele zależy od decyzji, jaką podejmie panna Dobson, ani też tego, że decyzja ta oznacza wyrok bez możliwości odwołania. Warto również wspomnieć o całej galerii postaci drugoplanowych, barwnych i ciekawych, łącznie z irlandzkimi pokojówkami Dobsonów. Nagromadzenie tak różnorodnych charakterów sprawiało, że znowu miałam wrażenie, iż nie tyle czytam powieść, co poznaję nowy świat.

Wątek kryminalny wpisuje się zasadniczo w ekspozycję świata przedstawionego i jego bohaterów. Z jednej strony odczułam ulgę, że powieść nie rozmienia się na drobne, z drugiej – całość wydała mi się raczej przewidywalna, chociaż finałowa konfrontacja zaoferowała interesujący zwrot akcji. I jak to bywa w dobrej powieści wiktoriańskiej, osią konfliktu jest spór rodzinny. Z dodatkowym obciążeniem w postaci psychopaty, który wzbudza raczej obrzydzenie niż strach. Znacznie bardziej przerażającą postacią jest przyrodni brat Clovisa – człowiek, który potrafi wmówić sobie wszystko, byle zachować dobre mniemanie o sobie samym – i to człowiek obdarzony władzą i wpływami. Zastanawiam się, czy powróci w kolejnych tomach, bo jeśli tak, z niepokojem będę obserwować, do czego jeszcze się posunie. Jeśli można jakoś podsumować wątek kryminalny, powiedziałabym, że to dobry poradnik na temat tego, jak powinno się pisać o przemocy seksualnej. Warto zwrócić uwagę na to, kto i jak wypowiada się o poczynaniach grasującego po Londynie psychopaty, ponieważ to jedna z tych powieści, gdzie unika się pokazywania przemocy jako perwersyjnej podniety lub po to, aby zszokować czytelnika.

Podsumowując, Clovis LaFay: Magiczne akta Scotland Yardu stanowi obietnicę naprawdę świetnej serii. Nie mogę doczekać się kolejnych tomów i ponownego doznania tego uczucia, że przechadzam się ulicami XIX-wiecznego Londynu.

Tytuł: Clovis LaFay: Magiczne akta Scotland Yardu

Autorka: Anna Lange

Liczba stron: 448

Wydawnictwo: SQN

About the author
Aldona Kobus
(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *